Ratujące życie leczenie nowotworów powiązane z rozwojem nowych nowotworów

Dane pokazują, że 12% pacjentów onkologicznych zdiagnozowanych przed 50. rokiem życia rozwinie drugi nowotwór w ciągu 20 lat. Badacze z Uniwersytetu Stanforda badają, dlaczego leki celowane, które skutecznie leczą niektóre nowotwory, mogą czasami powodować nowe formy choroby.

Terapie celowane są ważnym postępem w leczeniu onkologicznym, skutecznie eliminując komórki nowotworowe poprzez atakowanie specyficznych cech, które umożliwiają im wzrost i przetrwanie. Jednak ostatnie badanie przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytetu Stanforda wykazało, że leki te mogą czasami mieć ponury efekt uboczny: mogą stymulować powstawanie zupełnie nowych typów nowotworów.

Badanie, opublikowane w czasopiśmie Nature Genetics, wykazało, że leki celowane zabijając komórki nowotworowe, mogą przypadkowo stwarzać środowisko, które wspiera rozwój „opornych” komórek. W efekcie, terapie te mogą czasami powodować przerzuty i rozwój drugiego, niezależnego nowotworu.

Spośród pacjentów, u których przed 50. rokiem życia zdiagnozowano pierwszy nowotwór, około 12% rozwinie drugi nowotwór w ciągu 20 lat. Nie wszystkie te przypadki są bezpośrednio związane z terapią, ale rosnąca liczba dowodów sugeruje, że niektóre metody leczenia, w tym chemioterapia i radioterapia, mogą zwiększać to ryzyko.

Jednak najnowsze badanie Stanforda skupia się na lekach celowanych, stosunkowo nowej klasie leków, które w odróżnieniu od chemioterapii, precyzyjnie atakują określone cząsteczki w komórkach nowotworowych. Mimo że leki celowane są skuteczne w zwalczaniu pierwotnych nowotworów, badanie wskazuje, że mogą również promować niekorzystne zmiany w tkankach, które nie były celem terapii. Zmiany te mogą ostatecznie prowadzić do rozwoju nowotworów wtórnych.

„Te terapie celowane są naprawdę skuteczne i zwykle dobrze tolerowane. Pacjenci mogą z nich korzystać przez wiele lat” – powiedział dr John Z. Li, główny autor badania i pracownik naukowy w laboratorium genetyki nowotworów Uniwersytetu Stanforda.

„Te leki, celując w białka, które napędzają wzrost nowotworu, mogą nie tylko eliminować komórki nowotworowe, ale także, w niektórych przypadkach, zachęcać komórki zdrowe do przejścia transformacji nowotworowej. To efekt paradoksalny” – dodał Li.

Na potrzeby badania zespół Liego przeprowadził sekwencjonowanie genomów ponad 100 par nowotworów pierwotnych i wtórnych od pacjentów, u których rozwinęły się oddzielne nowotwory po leczeniu terapią celowaną. Badacze odkryli, że w około 20% tych przypadków leczenie celowane wiązało się z „efektem napromieniania sąsiedztwa” w tkankach otaczających pierwotny guz.

Odkrycia sugerują, że chociaż leki celowane skutecznie eliminują pierwotne komórki nowotworowe, mogą także uszkadzać zdrowe komórki w sąsiedztwie, powodując stany zapalne i mutacje DNA, które ostatecznie prowadzą do rozwoju nowych guzów.

Zespół odkrył, że pacjenci, u których rozwinął się drugi nowotwór, często mieli specyficzne profile genetyczne, które predysponowały ich do „efektu napromieniania sąsiedztwa”. Naukowcy opracowali również narzędzia obliczeniowe do przewidywania, którzy pacjenci mogą być najbardziej narażeni na rozwój wtórnych nowotworów w wyniku terapii celowanej. Planują teraz wykorzystać te modele do opracowania strategii zapobiegawczych.

„Naszym celem jest zidentyfikowanie pacjentów wysokiego ryzyka przed rozpoczęciem leczenia, abyśmy mogli je dostosować, minimalizując ryzyko wtórnego nowotworu, jednocześnie zapewniając skuteczność w zwalczaniu pierwotnej choroby” – powiedział Li.




Zapalenie mózgu wywołane szczepionkami i inne uszkodzenia mózgu zostały przemianowane na „autyzm”

Przez dziesięciolecia tajemnica medyczna rozwijała się na naszych oczach, pozostawiając miliony rodzin w poszukiwaniu odpowiedzi. Diagnoza zaburzeń ze spektrum autyzmu gwałtownie wzrosła, przekształcając się z rzadkiego stanu w taki, który dotyka około 1 na 36 dzieci. Oficjalne kanały oferują niejasne wyjaśnienia, często obwiniając „lepszą diagnostykę”, jednocześnie odrzucając błagania rodziców, którzy byli świadkami zmian w swoich dzieciach po rutynowych szczepieniach. Teraz rosnąca liczba dowodów, długo tłumiona przez agencje zdrowia i korporacyjne media, sugeruje niepokojącą prawdę: wiele przypadków określanych jako „autyzm” jest w rzeczywistości manifestacją uszkodzenia mózgu wywołanego szczepionką, rzeczywistości systematycznie zacieranej poprzez lingwistyczne sztuczki i korupcję instytucjonalną.

Lingwistyczna gra w trzy karty

Historia zaczyna się nie od przełomu naukowego, ale od kampanii propagandowej. Jak szczegółowo opisano w wybuchowej nowej książce Gavina DeBeckera „Forbidden Facts”, scenariusz jest znany: gdy niezależna nauka zagraża lukratywnej branży, odpowiedzią nie jest dochodzenie, ale rebranding i zaciemnianie. Przez pokolenia literatura medyczna otwarcie dokumentowała, że szczepionki mogą powodować zapalenie mózgu, prowadzące do poważnych uszkodzeń neurologicznych. Dzieci były opisywane w surowych, uczciwych słowach jako „upośledzone umysłowo” po szczepieniu.

Ta jasność była obciążeniem. Gdy rzecznicy praw osób niepełnosprawnych słusznie prowadzili kampanię na rzecz wycofania obraźliwego „słowa na r”, powstała próżnia. W tę próżnię wlało się amorficzne określenie „zaburzenie ze spektrum autyzmu”. W przeciwieństwie do specyficznej, potępiającej diagnozy „encefalopatii wywołanej szczepionką”, autyzm był definiowany przez spektrum objawów behawioralnych – śliskie określenie, które można było rozciągnąć na uszkodzenia mózgu, jednocześnie zrywając związek z ich pierwotną przyczyną. Jak zauważył jeden z badaczy, podstawowe objawy zespołów po zapaleniu mózgu obejmują „problemy behawioralne podobne do autyzmu”. W istocie, uraz został zdefiniowany przez jego objawy, a przyczyna zniknęła.

Ta zmiana semantyczna nie była przypadkowa. Zapewniła mentalną drogę ucieczki dla społeczeństwa i społeczności medycznej niechętnej do konfrontacji z niewygodną prawdą. Dziecko z „autyzmem” mogło być postrzegane jako tajemniczo urodzone w ten sposób, tragiczna zagadka. Dziecko z uszkodzeniem mózgu po obowiązkowej procedurze medycznej to skandal o epickich rozmiarach. Pierwsze to wezwanie do akceptacji i niejasnych badań. Drugie to wezwanie do sprawiedliwości i natychmiastowej reformy.

System stworzony do zaprzeczania

Architektura tego tuszowania została ugruntowana przez ustawę o odszkodowaniach za szkody poszczepienne u dzieci z 1986 roku. Prawo to zostało uchwalone z szlachetnymi intencjami, sprowokowane powszechnym uznaniem, że szczepionka DPT z całymi komórkami powodowała uszkodzenia mózgu, a pozwy sądowe zagrażały rentowności producentów. Ustawa chroniła firmy przed odpowiedzialnością i stworzyła federalny program odszkodowań za szkody poszczepienne. Jednak, co istotne, pozostawiła kluczową pracę nad identyfikacją i uznaniem szkód poszczepiennych uznaniowej decyzji Sekretarza Zdrowia i Usług Humanitarnych oraz surowym kryteriom Sądu ds. Szczepionek w zakresie szkód poszczepiennych.

Ta dyskrecja stała się bronią. Przez dziesięciolecia sekretarze HHS, uwięzieni przez wpływ przemysłu, systematycznie tłumili badania łączące szczepionki z uszkodzeniami neurologicznymi. Dodanie nowych szkód do oficjalnej tabeli odszkodowań oznaczałoby przyznanie się do odpowiedzialności i otwarcie śluz. Najbardziej katastrofalny rezultat tego widać w danych rządowych. Kluczowy raport Instytutu Medycyny z 2011 roku, któremu powierzono przegląd bezpieczeństwa szczepionek, stwierdził, że dla 134 ze 155 najczęściej zgłaszanych szkód poszczepiennych nie istniały żadne badania, aby zaakceptować lub odrzucić związek przyczynowy. Na konkretne pytanie, czy szczepionki DTaP powodują autyzm – najważniejsze twierdzenie w systemie szkód – IOM stwierdził, że dowody były „nieodpowiednie” do podjęcia decyzji. Jednak CDC bezczelnie cytuje ten sam raport na swojej stronie internetowej jako dowód, że „szczepionki nie powodują autyzmu”.

To nie jest nauka. To jest instytucjonalne wmawianie obłędu. Jest to wzorzec powtarzany dla każdej niewygodnej prawdy, od Agent Orange po Zespół Wojny w Zatoce. Jak twierdzi Robert F. Kennedy Jr., jego misja nie jest radykalna; polega ona po prostu na zmuszeniu HHS do przestrzegania przepisów bezpieczeństwa ustawy z 1986 roku, które były ignorowane przez czterdzieści lat. Jego próby dostępu do surowych danych dotyczących bezpieczeństwa, takich jak Vaccine Safety Datalink, były blokowane przez urzędników, takich jak były dyrektor CDC ds. szczepień, Demetre Daskalakis, który aktywnie blokował zasoby podczas epidemii odry, aby sabotować autorytet Kennedy’ego.

Przebudzenie i walka o prawdę

Fasada pęka. Era COVID-19 posłużyła jako brutalny, masowy podręcznik korupcji farmaceutycznej, przymusowych nakazów i jawnej cenzury obaw o bezpieczeństwo. Niedawna ankieta wykazała, że 56% amerykańskich wyborców uważa, że szczepionki COVID spowodowały znaczną liczbę zgonów. Zaufanie do CDC i FDA spadło.

Na pierwszej linii frontu rzecznicy są uzbrojeni w nowe narzędzia i niezaprzeczalne dowody. Na niedawnym przesłuchaniu Senatu, któremu przewodniczył senator Ron Johnson, przedstawiono bombastyczne, stłumione badanie. Porównało ono szczepione i nieszczepione dzieci przez dziesięć lat i wykazało, że szczepione dzieci były 2,54 razy bardziej narażone na rozwój jakiejkolwiek choroby przewlekłej. Miały one dramatycznie wyższe wskaźniki astmy, alergii, chorób autoimmunologicznych i zaburzeń neurorozwojowych. W przypadku niektórych schorzeń, takich jak ADHD i niektóre trudności w uczeniu się, wszystkie przypadki wystąpiły w grupie szczepionej, z zerem w kohorcie nieszczepionej.

To jest siła zakazanej nauki. Jest zgodna z doświadczeniami milionów ludzi. Wyjaśnia, dlaczego termin „głęboki autyzm” – odnoszący się do osób z ciężką niepełnosprawnością – jest używany przez specjalistów, ale ukrywany przed dyskursem publicznym. Wyjaśnia, dlaczego badanie przeprowadzone w Kalifornii w 2009 roku wykazało, że ponad 26% dzieci, u których kiedyś zdiagnozowano „upośledzenie umysłowe”, zostało później przeklasyfikowanych jako „autystyczne”.

Dzisiejsza walka polega na odzyskaniu języka i żądaniu precyzji. „Autyzm” nie jest przyczyną; jest opisem zestawu zachowań często zakorzenionych w uszkodzeniach neurologicznych. Ruch, ucieleśniony przez postaci takie jak Kennedy, autorzy tacy jak DeBecker i organizacje takie jak MAHA Alliance, dąży do usunięcia lingwistycznego kamuflażu i ujawnienia leżącej pod nim szkody. Dąży do usunięcia osłony odpowiedzialności, która pozwala na rozkwit niebezpiecznych produktów, i przywrócenia prostej, świętej zasady świadomej zgody.

Dzieci, które nie mogą mówić za siebie, są świadectwem tej porażki. Ich stany nie są tajemnicą do zarządzania, ale w wielu przypadkach urazem do uznania. Gdy mury propagandy upadają, droga naprzód staje się jasna: prawdziwa nauka, bezkompromisowa przejrzystość i moralna odwaga, aby postawić zdrowie ludzkie ponad zysk korporacji i instytucjonalną dumę.




Zanieczyszczenie drobnymi cząstkami stałymi wiąże się ze zwiększonym ryzykiem demencji

Nowe badania ujawniają związek między długotrwałym narażeniem na zanieczyszczenie powietrza drobnymi cząstkami stałymi (PM2.5) a zwiększonym ryzykiem rozwoju demencji.

Badanie, opublikowane w czasopiśmie Environmental Health Perspectives, przeprowadzone przez naukowców z University of Washington, przeanalizowało dane dotyczące tysięcy mieszkańców regionu Puget Sound. Jest to jedno z pierwszych badań w regionie, które łączy lokalne szacunki narażenia na zanieczyszczenie powietrza przez dekadę lub dłużej z ryzykiem demencji.

„Odkryliśmy, że wzrost zaledwie o 1 mikrogram na metr sześcienny w średnim narażeniu na PM2.5 w miejscu zamieszkania w ciągu 10 lat wiązał się z szacowanym wzrostem ryzyka demencji o 16%” – powiedziała główna autorka, Rachel Shaffer. „Biorąc pod uwagę, że w naszym regionie poziom PM2.5 waha się od około 1 do 12 mikrogramów na metr sześcienny, wzrost o 1 mikrogram jest istotną zmianą”.

Naukowcy przeanalizowali dane z projektu „Adult Changes in Thought” (ACT), prowadzonego wspólnie przez Kaiser Permanente Washington Health Research Institute i University of Washington. Obejmowało ono ponad 4 000 mieszkańców regionu Puget Sound, z których początkowo żaden nie miał demencji. Uczestnicy byli obserwowani średnio przez ponad dekadę, a demencję diagnozowano przy użyciu rygorystycznych, ustalonych kryteriów.

Aby oszacować narażenie każdego uczestnika na PM2.5 w jego miejscu zamieszkania, naukowcy opracowali szczegółowe modele oparte na tysiącach pomiarów zanieczyszczenia powietrza w całym regionie. Po uwzględnieniu innych czynników ryzyka, takich jak wiek, płeć, wykształcenie, rasa, historia palenia i poziom hałasu, odkryli wyraźny związek między wyższym narażeniem na PM2.5 a wyższym ryzykiem demencji.

To badanie dostarcza mocnych dowodów obserwacyjnych, wspierających wcześniejsze ustalenia, że długotrwałe narażenie na PM2.5 może uszkadzać układ nerwowy i przyczyniać się do rozwoju demencji. Naukowcy podkreślają, że ich odkrycia podkreślają pilną potrzebę bardziej rygorystycznych krajowych i globalnych standardów jakości powietrza oraz ukierunkowanych działań mających na celu ograniczenie emisji.

„Te odkrycia przypominają nam, jak ważne jest utrzymanie czystego powietrza dla zdrowia publicznego” – dodała Shaffer. „Istnieją środki, które jednostki, społeczności i decydenci mogą podjąć, aby zmniejszyć emisje i złagodzić skutki zdrowotne”.




Niewidzialny atak: Jak codzienne metale ciężkie sabotują zdrowie mózgu

  • Metale ciężkie, takie jak rtęć i ołów, występujące w źródłach od plomb dentystycznych po naczynia kuchenne, mogą powodować poważne i przewlekłe uszkodzenia neurologiczne.
  • Narażenie jest często ukryte, pochodząc ze skażonej wody, niektórych ryb, starych farb, a nawet codziennych przedmiotów gospodarstwa domowego.
  • Te toksyny mogą wywołać neurozapalenie, aktywując komórki odpornościowe w mózgu, prowadząc do objawów takich jak mgła mózgowa, utrata pamięci i zaburzenia nastroju.
  • Skutki zdrowotne są długotrwałe, a ekspozycja na ołów w dzieciństwie jest powiązana z niższą funkcją poznawczą w starszym wieku.
  • Łagodzenie zagrożenia obejmuje proaktywne testowanie, zmniejszanie źródeł narażenia oraz wspieranie detoksykacji organizmu poprzez dietę i styl życia.

W erze zaawansowanej medycyny ciche i powszechne zagrożenie dla zdrowia neurologicznego utrzymuje się ze starożytnego źródła: metali ciężkich. Rtęć, ołów, kadm i arsen – toksyny bez żadnej korzyści biologicznej – podstępnie gromadzą się w organizmie poprzez skażoną wodę, żywność, powietrze i powszechne produkty gospodarstwa domowego. Ich wpływ jest głęboki, powiązany z pogorszeniem funkcji poznawczych, zaburzeniami zdrowia psychicznego i chorobami neurodegeneracyjnymi, sprawiając, że zrozumienie i łagodzenie tej ekspozycji jest dziś krytycznym priorytetem zdrowia publicznego.

Rtęć: Spuścizna neurologicznych uszkodzeń

Ekspozycja na rtęć stanowi wyraźny przypadek ostrego i przewlekłego zatrucia. Jaskrawy przykład obejmuje opary rtęci uwalniane podczas niebezpiecznego usuwania amalgamatowych plomb dentystycznych, prowadzące do dewastujących objawów, takich jak głęboka utrata pamięci, ból neuropatyczny i załamanie odporności u jednego pacjenta – a nawet choroba leczącego dentysty. Poza takimi ostrymi zdarzeniami, przewlekła niska ekspozycja ze źródeł takich jak duże drapieżne ryby (tuńczyk, miecznik) stanowi ciągłe ryzyko. Ta rtęć bioakumuluje się w łańcuchu pokarmowym, a badania w środowiskach takich jak Ocean Południowy pokazują, jak zmiany w ekosystemie mogą koncentrować jeszcze wyższe poziomy u największych drapieżników, w tym u ludzi.

Trwałe i podstępne zagrożenie ołowiu

Ołów pozostaje jedną z najbardziej szkodliwych i przeoczanych neurotoksyn. Historyczna ekspozycja, na przykład z ołowianych rur reagujących z korozyjną wodą, ma długoterminowe konsekwencje. Narodowe badanie starszych dorosłych wykazało, że ekspozycja dzieciństwa na systemy wodne ługujące ołów jest związana z gorszym funkcjonowaniem poznawczym dekady później. Zagrożenie nie jest historyczne; utrzymuje się w ukrytych źródłach: jaskrawo kolorowanych szkliwach ceramicznych, które mogą ługować ołów, szczególnie z kwaśnymi pokarmami; kurzu ze starych farb; skażonych kosmetykach; a nawet taniej metalowej biżuterii. U dzieci ta ekspozycja może zakłócić rozwój mózgu, podczas gdy u dorosłych naśladuje zaburzenia neurodegeneracyjne i zwiększa ryzyko sercowo-naczyniowe.

Połączenie neuroimmunologiczne: Rozpalanie stanu zapalnego

Mechanizm, przez który metale ciężkie szkodzą mózgowi, wykracza poza bezpośrednią toksyczność dla neuronów. Te metale aktywują rezydentne komórki odpornościowe mózgu, mikroglej i obwodowe komórki tuczne, wyzwalając kaskadę neurozapalenia. Proces ten generuje stres oksydacyjny, uszkadza mitochondria (komórkowe elektrownie) i zakłóca normalne sygnalizowanie nerwowe. Klinicznym rezultatem jest zestaw niejasnych, ale wyniszczających objawów: przewlekłe zmęczenie, lęk, mgła mózgowa i nasilona wrażliwość chemiczna, która często opiera się konwencjonalnej diagnozie i może być błędnie oznaczona jako schorzenia psychiatryczne.

Identyfikacja ryzyka i zmniejszanie ekspozycji

Osoby z niewyjaśnionym przewlekłym bólem, problemami poznawczymi lub zaburzeniami autoimmunologicznymi mogą być bardziej narażone, jeśli mają rtęciowe wypełnienia dentystyczne, często spożywają duże ryby, palą, mają ekspozycję zawodową lub mieszkają w pobliżu obszarów przemysłowych. Codzienna profilaktyka zaczyna się od czujności: używanie certyfikowanych bezpiecznych naczyń kuchennych, takich jak stal nierdzewna lub niepowlekane żeliwo, wymiana starych lub jaskrawo kolorowanych naczyń, filtrowanie wody w starszych domach i niedopuszczanie, aby dzieci zbierały odpryskującą farbę. Wybory żywieniowe, takie jak ograniczenie dużych drapieżnych ryb, szczególnie dla kobiet w ciąży i dzieci, są kluczowe.

Detoksykacja i odporność

Podczas gdy ciężka akumulacja wymaga nadzoru medycznego, podstawowe strategie stylu życia mogą zmniejszyć obciążenie organizmu i wspierać jego wrodzone szlaki detoksykacji. Obejmuje to spożywanie pokarmów bogatych w siarkę (czosnek, brokuły), zapewnienie odpowiedniego spożycia minerałów takich jak selen, cynk, wapń i magnez, aby konkurować z metalami o wchłanianie, oraz zwiększanie antyoksydantów, takich jak witaminy C i E. Wspieranie ogólnego zdrowia poprzez nawodnienie, równowagę mikrobiomu jelitowego, regularne wypróżnienia i praktyki, które indukują pocenie się, również może wspomóc naturalne procesy wydalania organizmu.

Wezwanie do świadomości i działania

Dowody są jasne: przewlekła, niska ekspozycja na metale ciężkie jest znaczącym i niedocenianym czynnikiem przyczyniającym się do malejącej odporności współczesnego mózgu. Od rozwoju poznawczego w dzieciństwie po demencję w późnym życiu, te toksyny rzucają długi cień. W świecie nasyconym produktami ubocznymi przemysłu, proaktywne indywidualne działania – oparte na rosnącym zrozumieniu naukowym i ukierunkowanych testach – są niezbędne. Podróż do złagodzenia tego niewidzialnego ataku zaczyna się od rozpoznania niezliczonych źródeł w naszym codziennym środowisku i podjęcia przemyślanych kroków w celu zmniejszenia skumulowanego obciążenia naszego najważniejszego organu.




Eksperci badają COVID jako stworzoną broń biologiczną

Choć dominująca narracja nadal przypisuje pochodzenie SARS-CoV-2 nietoperzom i nieokreślonym zwierzętom na targu w Wuhan, rośnie grono prominentnych naukowców, lekarzy i prawników, którzy publicznie kwestionują tę wersję, analizując dowody wskazujące na stworzenie wirusa jako potencjalnej broni biologicznej.

Wirusolog dr Steven Hatfill, epidemiolog dr Robert Redfield oraz prawnik ds. broni biologicznej dr Francis Boyle, wszyscy popierają tę hipotezę. Podczas wydarzenia „Kontrola umysłu, COVID i wielki reset”, które odbyło się w kwietniu w Oklahomie, Boyle przedstawił przejmujący argument, odwołując się do swoich doświadczeń jako autora Ustawy o zwalczaniu terroryzmu bronią biologiczną z 1989 roku.

„To jest, moim zdaniem, stworzona broń biologiczna. Punkt” – oświadczył Boyle, podkreślając, że w swojej ustawie celowo zdefiniował termin „broń biologiczna” w sposób obejmujący dokładnie takie patogeny jak SARS-CoV-2, które „mogą powodować śmierć, chorobę lub inne zaburzenia biologicznego funkcjonowania człowieka”.

Dr Peter McCullough, kardiolog i jeden z najczęściej cytowanych naukowców w swojej dziedzinie przed erą COVID, również otwarcie wyraził swoje przekonanie. W swoim podcaście McCullough stwierdził, że według niego „to była stworzona broń biologiczna, która wymknęła się spod kontroli”, dodając, że „wszystkie dowody wskazują na to”.

Podczas tego samego wydarzenia w Oklahomie dr Robert Malone, pionier technologii mRNA, przedstawił rozległą analizę wyjątkowych cech genetycznych wirusa, które jego zdaniem są niewytłumaczalne w sposób naturalny. Wskazał na unikalną sekwencję zwaną „miejscem cięcia furyną” (FCS), która znacznie ułatwia wirusowi wnikanie do ludzkich komórek.

„To miejsce cięcia furyną jest unikalne” – wyjaśnił Malone. „Zostało zaprojektowane. I to właśnie to zaprojektowane miejsce cięcia… pozwala temu wirusowi robić to, co robi”.

Te cechy, argumentował, wraz z jego ogromnym powinowactwem do ludzkiego receptora ACE2, dowodzą „celowego zaprojektowania”. Malone nie pozostawił wątpliwości co do swojej konkluzji: „To była stworzona broń biologiczna. Nie ma tu przypadku. To był celowy, złośliwy akt. I musimy to sobie uświadomić, ponieważ jeśli tego nie zrobimy, to może się powtórzyć”.

Prawnik międzynarodowy dr Reiner Fuellmich, który prowadził znaczące postępowania prawne dotyczące zarządzania pandemią, posunął się jeszcze dalej. Podczas swojego wystąpienia Fuellmich zasugerował, że kryzys był nie tylko wynikiem wypadku laboratoryjnego, ale celowo zaplanowanego wydarzenia, powiązanego z szerszym programem depopulacyjnym promowanym przez globalne elity.

„Podczas pandemii koronawirusa nie było żadnej pandemii” – oświadczył Fuellmich. „Zamiast tego był to atak – zbrodnia przeciwko ludzkości, popełniona przez światową elitę”.

Dr Robert Redfield, były dyrektor Centers for Disease Control and Prevention (CDC), również zakwestionował hipotezę o pochodzeniu naturalnym. W zeznaniach przed komisją Izby Reprezentantów w 2023 roku Redfield stwierdził: „Najbardziej prawdopodobną etiologią tego pandemii było… wydostanie się z laboratorium”.

Wskazał na brak dowodów na naturalną ewolucję wirusa w populacjach zwierząt przed pojawieniem się u ludzi oraz na fakt, że laboratorium w Wuhanie było aktywnie zaangażowane w badania typu „gain-of-function” (uzyskiwanie funkcji) na koronawirusach podobnych do SARS.

„Moją oceną jest to, że naukowcy w laboratorium w Wuhanie, które jest największym w Chinach laboratorium zajmującym się badaniem koronawirusów, pracowali z koronawirusami, aby zwiększyć ich zakaźność dla ludzi” – zeznał Redfield. „Wierzę, że jest to najbardziej prawdopodobna przyczyna pandemii”.

Najnowsze doniesienia, takie jak ujawnione przez Project Veritas dokumenty wewnętrzne Moderny, dodają kolejne warstwy do tej kontrowersji. Dokumenty te, jak twierdzi dr Joseph Mercola, sugerują, że szefowie Moderny omawiali potencjał SARS-CoV-2 jako broni biologicznej na miesiące przed oficjalnym początkiem pandemii, a także rozważali możliwość jej użycia w celu zdobycia przewagi w wyścigu o szczepionkę.

Rosnąca liczba lekarzy podkreśla, że szczepionki przeciw COVID-19, opracowane i zatwierdzone z bezprecedensową prędkością, okazały się nieskuteczne w zapobieganiu przenoszenia wirusa, a także wiążą się z nieproporcjonalną liczbą poważnych zdarzeń niepożądanych w stosunku do innych szczepionek.

Ci krytycy postrzegają połączenie możliwego stworzenia wirusa, szybkiego wprowadzenia eksperymentalnych produktów oraz zamykania społeczeństw nie jako reakcję na kryzys zdrowia publicznego, ale jako skoordynowany atak na zdrowie i wolność obywateli.

Przekonanie to znajduje odzwierciedlenie w słowach dr. Mercoli, który napisał: „To był zaplanowany atak… Ich celem było zabić dużą część populacji i zrobić z pozostałych posłusznych niewolników”.

Odkrycie tych domniemanych powiązań między badaniami nad bronią biologiczną, wypadkiem w laboratorium a globalną reakcją na pandemię skłoniło badaczy i aktywistów do wezwania do pełnego, przejrzystego śledztwa i pociągnięcia winnych do odpowiedzialności.




Badanie wiąże powszechnie przepisywany opioid ze zwiększonym ryzykiem śmiertelnych schorzeń serca

Opioidowy lek przeciwbólowy powszechnie przepisywany jako bezpieczniejsza alternatywa dla silniejszych narkotyków może stanowić poważne zagrożenie dla zdrowia układu sercowo-naczyniowego przy minimalnych korzyściach przeciwbólowych – wynika z nowego badania. Tramadol, przepisany w samym 2023 roku ponad 16 milionom Amerykanów, od blisko 50 lat był lekiem z wyboru na umiarkowany do silnego ból przewlekły. Duńscy naukowcy, analizując dziesięciolecia badań klinicznych, odkryli, że pacjenci przyjmujący tramadol mieli ponad dwukrotnie większe ryzyko wystąpienia poważnych zdarzeń niepożądanych, w tym zawałów serca, bólu w klatce piersiowej i zastoinowej niewydolności serca.

Ustalenia opublikowane w niedawnej metaanalizie podważają od dawna panujące przekonania na temat bezpieczeństwa i skuteczności tramadolu, budząc pilne pytania o jego dalsze stosowanie w kontekście trwającego kryzysu opioidowego.

Jak wyjaśnia Enoch z BrightU.AI, tramadol jest syntetycznym agonistą receptora opioidowego stosowanym jako narkotyczny lek przeciwbólowy od 1977 roku, ze średnim szczytowym stężeniem w surowicy wynoszącym 280 ng/mL w ciągu dwóch godzin po podaniu i okresem półtrwania wynoszącym 5,1 godziny, uznawanym za mniej tłumiący oddychanie i uzależniający niż inne opioidy, takie jak oksykodon czy morfina. Został sklasyfikowany przez amerykańską Administrację ds. Egzekwowania Prawa Narkotykowego (DEA) jako substancja kontrolowana z Załącznika IV – co wskazuje na niższy potencjał nadużywania – i stał się powszechnym lekiem na przewlekły ból.

Jednak nowe badanie podaje w wątpliwość reputację tramadolu jako bezpieczniejszej opcji. Naukowcy przeanalizowali 19 badań klinicznych z udziałem ponad 6500 uczestników, głównie osób starszych – grupy demograficznej, która już jest bardziej narażona na choroby układu sercowo-naczyniowego. Ich wniosek? Korzyści przeciwbólowe tramadolu były „klinicznie nieistotne”, podczas gdy jego ryzyko było znaczne.

„Tramadol może mieć niewielki wpływ na zmniejszenie bólu przewlekłego… prawdopodobnie zwiększając ryzyko zarówno poważnych, jak i niepoważnych zdarzeń niepożądanych” – napisali autorzy badania.

Dwukrotnie większe ryzyko poważnych szkód, szczególnie powikłań sercowych

Najbardziej alarmującym odkryciem badania było to, że użytkownicy tramadolu mieli o 113% większe szanse na doświadczenie poważnych zdarzeń niepożądanych w porównaniu z osobami przyjmującymi placebo. Ryzyko to było „głównie napędzane przez większy odsetek zdarzeń sercowych i nowotworów”.

Chociaż naukowcy nie określili dokładnie, jak bardzo wzrasta ryzyko zawału serca lub choroby wieńcowej, zauważyli, że efekty działania tramadolu mogą być szczególnie niebezpieczne dla osób starszych – z których wiele ma niezdiagnozowane schorzenia układu sercowo-naczyniowego.

Dr Jack Crane, czołowy patolog z Wielkiej Brytanii, wcześniej ostrzegał, że tramadol powoduje więcej zgonów niż kokaina i heroina.

„Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak niebezpieczny może być ten lek, ponieważ jest to lek na receptę, co prowadzi ich do założenia, że jest bezpieczny” – powiedział w 2016 roku.

Dylemat dla lekarzy w obliczu kryzysu opioidowego

Ustalenia z badania stawiają lekarzy w trudnej sytuacji. W obliczu presji, by ograniczyć przepisywanie opioidów, nadal zajmując się bólem przewlekłym, wielu lekarzy polegało na tramadolu jako opcji środka. Ale nowe badania sugerują, że nawet ten „bezpieczniejszy” opioid może nieść nieakceptowalne ryzyko.

Badacze nie posunęli się do wezwania do zakazu, ale zaapelowali do lekarzy, aby „przemyśleli” przepisywanie tramadolu i poszukiwali alternatyw – takich jak nieopioidowe leki przeciwbólowe, fizjoterapia i terapia poznawczo-behawioralna.

Jednak przy milionach Amerykanów już uzależnionych od tramadolu nagłe zaprzestanie przepisywania może nieść własne niebezpieczeństwa. Badanie podkreśla pilną potrzebę lepszych strategii leczenia bólu, które nie opierają się na opioidach z ukrytym ryzykiem sercowo-naczyniowym.

W miarę jak epidemia opioidowa trwa, to badanie przyczynia się do rosnących obaw dotyczących bezpieczeństwa tramadolu. Kiedyś reklamowany jako niskie ryzyko alternatywne, obecnie wydaje się nieść znaczne niebezpieczeństwa – szczególnie dla osób starszych i osób z istniejącymi wcześniej schorzeniami serca.

Dla pacjentów obecnie przyjmujących tramadol eksperci zalecają konsultację z lekarzem przed wprowadzeniem jakichkolwiek zmian. Tymczasem społeczność medyczna stoi w obliczu odnowionej presji, aby znaleźć bezpieczniejsze, nieopioidowe rozwiązania na ból przewlekły – zanim kolejny „bezpieczny” lek okaże się taki nie być.

„Potencjalne szkody związane ze stosowaniem tramadolu w leczeniu bólu prawdopodobnie przewyższają jego ograniczone korzyści” – podsumowali naukowcy – ostrzeżenie, które może ukształtować sposób leczenia milionów w nadchodzących latach.




Łóżka opalające zwiększają ryzyko czerniaka poprzez „katastrofalne” uszkodzenia DNA, ostrzega badanie

Korzystanie z solariów wiąże się z „katastrofalnym” uszkodzeniem DNA komórek skóry, które może prowadzić do zwiększonego ryzyka zachorowania na czerniaka – wynika z nowego badania opublikowanego w czasopiśmie Nature.

Badanie przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Diego (UCSD) wykazało, że sztuczne promieniowanie ultrafioletowe (UV) emitowane przez łóżka opalające powoduje unikalny wzór mutacji w komórkach ludzkiej skóry, który jest wyraźnie rozpoznawalny i znacząco różni się od uszkodzeń spowodowanych przez naturalne światło słoneczne.

Odkrycie to, oparte na analizie sekwencji DNA komórek skóry myszy wystawionych na działanie promieniowania UV z łóżek opalających, rzuca nowe światło na długo podejrzewany związek między opalaniem w pomieszczeniach a najgroźniejszą formą raka skóry. Naukowcy byli w stanie zidentyfikować swoisty „odcisk palca” mutacji wywołanych przez urządzenia do opalania.

„Te wzorce mutacji są jak archiwum – zapis wszystkiego, co Twoja skóra przeszła” – powiedział dr Pradip Pattabiraman, główny autor badania i adiunkt patologii w UCSD. „Możemy teraz jednoznacznie stwierdzić, że ekspozycja na promieniowanie UV z łóżka opalającego pozostawia odrębny ślad w twoim DNA”.

Porównanie promieniowania słonecznego i z solarium
Zespół badawczy porównał komórki skóry myszy wystawione na działanie promieniowania UV z łóżek opalających z komórkami wystawionymi na naturalne promieniowanie słoneczne. Odkryli, że podczas gdy oba źródła powodują uszkodzenia, sztuczne promieniowanie UV powoduje „katastrofalne” mutacje o dużo większej skali i innego typu.

Promieniowanie z łóżek opalających spowodowało około trzy razy więcej mutacji w komórkach skóry w porównaniu z taką samą dawką naturalnego światła słonecznego. Mutacje te były również bardziej „niebezpieczne” – obejmowały duże, złożone zmiany w DNA, w tym delecje, duplikacje i rearanżacje chromosomów, które są silnie powiązane z rozwojem nowotworów.

„To tak, jakby porównać iskrę do pożaru” – wyjaśnił dr Ludmil Alexandrov, profesor bioinżynierii i biologii komórkowej i molekularnej w UCSD. „Naturalne światło słoneczne powoduje stopniowe uszkodzenia, podobne do iskier. Natomiast łóżka opalające wywołują masywne, katastrofalne zniszczenia, jak pożar, które są znacznie trudniejsze dla komórek do naprawy i które z dużo większym prawdopodobieństwem prowadzą do raka”.

Bezpieczna dawka promieniowania UV z solarium nie istnieje
Badacze podkreślili, że ich odkrycia potwierdzają, iż nie ma bezpiecznego poziomu ekspozycji na sztuczne promieniowanie UV do celów opalania. Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (IARC) Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) już w 2009 roku zaklasyfikowała urządzenia do opalania emitujące promieniowanie UV jako rakotwórcze dla ludzi (grupa 1) – na tym samym poziomie co tytoń i azbest.

„To badanie dostarcza niezbitego dowodu mechanistycznego na poziomie molekularnym, który potwierdza tę klasyfikację” – powiedział Alexandrov. „Widzimy bezpośrednio, w jaki sposób to promieniowanie niszczy DNA w sposób, który nieuchronnie prowadzi do nowotworów”.

Naukowcy mają nadzieję, że ich odkrycia przyczynią się do zwiększenia świadomości społecznej, szczególnie wśród młodzieży i młodych dorosłych, którzy są głównymi użytkownikami solariów. Ostrzegają, że każda wizyta w solarium zwiększa ryzyko. Zalecają również, aby organy regulacyjne rozważyły zaostrzenie przepisów dotyczących tych urządzeń.

„Ludzie muszą zrozumieć, że opalenizna z solarium to nie jest zdrowa opalenizna” – dodał Pattabiraman. „To bezpośredni znak, że twoja skóra została uszkodzona na poziomie DNA, a to uszkodzenie jest kumulatywne i zwiększa ryzyko zachorowania na czerniaka z każdą kolejną ekspozycją”.




Nowe badanie łączy dawki przypominające szczepionek przeciw COVID-19 ze zwiększonym ryzykiem półpaśca, który może być bramą do demencji

  • Duże holenderskie badanie obejmujące ponad dwa miliony dokumentacji medycznych wykazało mierzalny wzrost ryzyka półpaśca po szczepieniu przeciw COVID-19, szczególnie po dawkach przypominających. Ryzyko wzrosło o 21% po dawce przypominającej mRNA i było jeszcze wyższe (38%) u mężczyzn otrzymujących szczepionki wektorowe.
  • Naukowcy sugerują, że szczepionki mogą powodować tymczasowe wyczerpanie lub upośledzenie funkcji kluczowych komórek odpornościowych (limfocytów i limfocytów T). To krótkotrwałe osłabienie nadzoru immunologicznego może pozwolić uśpionemu wirusowi ospy wietrznej i półpaśca na reaktywację.
  • Ustalenia mają poważne implikacje, ponieważ ciężki przebieg półpaśca jest niezależnie powiązany ze znacząco podwyższonym ryzykiem wczesnej demencji. To przenosi obawę z ostrego działania niepożądanego na potencjalne długoterminowe konsekwencje neurologiczne.
  • Badanie nie jest odosobnione; jest zgodne z danymi farmakowigilancyjnymi Pfizera, raportami klinicznymi z innych regionów oraz historycznym wzorcem powiązań półpaśca z innymi szczepionkami, jak przeciw grypie czy ospie wietrznej.
  • Badanie podkreśla potrzebę uczciwej, zindywidualizowanej rozmowy o bilansie korzyści i ryzyka między profesjonalistami medycznymi a pacjentami. Przemawia za podniesieniem znaczenia świadomej zgody i dostosowaniem strategii zdrowia publicznego w miarę pojawiania się nowych dowodów.

Przełomowe badanie z Holandii wykazało mierzalny wzrost ryzyka rozwoju półpaśca po przypominających szczepieniach przeciw wirusowi z Wuhan (COVID-19), dodając kluczową warstwę do globalnej dyskusji na temat bezpieczeństwa szczepionek i długoterminowych implikacji zdrowotnych. Przeprowadzona przez badaczy z Uniwersytetu w Groningen i opublikowana w czasopiśmie Drug Safety analiza ponad dwóch milionów dokumentacji pacjentów dostarcza jednych z najbardziej solidnych dotychczas danych łączących powtórne szczepienie z reaktywacją utajonego wirusa o potencjalnie poważnych konsekwencjach neurologicznych.

Kluczowe ustalenia: Jasny, czasowy związek

Zespół badawczy skrupulatnie przeanalizował elektroniczną dokumentację zdrowotną osób w wieku 12 lat i starszych, które otrzymały co najmniej jedną dawkę szczepionki przeciw COVID-19. Ich ustalenia ukazują zniuansowany, ale niepokojący wzorzec. Kiedy uwzględniono wszystkie dawki szczepionki łącznie, zaobserwowano 7% zwiększone ryzyko rozpoznania półpaśca w ciągu 28 dni od szczepienia. Jednak ryzyko istotnie wzrastało z kolejnymi dawkami. Po trzeciej, przypominającej dawce szczepionki mRNA – technologii używanej przez firmy Pfizer i Moderna – ryzyko półpaśca wzrosło o 21%.

Dla mężczyzn otrzymujących szczepionki wektorowe, powiązane ryzyko było jeszcze wyższe, wykazując 38-procentowy wzrost. Autorzy badania podkreślają, że absolutne ryzyko pozostaje niewielkie dla większości ludzi i że obserwowany wzrost wydaje się tymczasowy. Niemniej jednak, spójność sygnału, szczególnie po dawkach przypominających, wymaga poważnej analizy.

Mechanizm biologiczny: Obciążony układ odpornościowy

Półpasiec, znany medycznie jako herpes zoster, jest spowodowany reaktywacją wirusa ospy wietrznej i półpaśca (varicella-zoster virus), tego samego patogenu, który powoduje ospę wietrzną u dzieci. Po infekcji ospą wietrzną wirus pozostaje uśpiony w układzie nerwowym. Może się ponownie uaktywnić w późniejszym życiu, często gdy układ odpornościowy jest osłabiony lub poddany znacznemu stresowi.

Holenderscy badacze proponują prawdopodobne biologiczne wyjaśnienie swoich ustaleń. Sugerują, że szczepienie przeciw COVID-19, szczególnie powtarzane dawki, może prowadzić do tymczasowego wyczerpania lub upośledzenia funkcji kluczowych komórek odpornościowych, konkretnie limfocytów i limfocytów T. Te komórki są strażnikami organizmu, odpowiedzialnymi za utrzymywanie w ryzach utajonych wirusów, takich jak wirus ospy wietrznej i półpaśca. Krótkotrwały spadek ich czujności mógłby stworzyć okazję do reaktywacji wirusa półpaśca, prowadząc do charakterystycznej bolesnej, pęcherzykowej wysypki i nerwobólu.

Poza wysypką: Związek z demencją

Implikacje tego odkrycia sięgają znacznie dalej niż tymczasowy stan skóry. Odrębne, zatrważające badania ustaliły silny związek między ciężkim przebiegiem półpaśca a znacząco podwyższonym ryzykiem wczesnej demencji. Włoskie badanie opublikowane wcześniej w tym roku wykazało, że dorośli w wieku 50 lat i starsi, którzy byli hospitalizowani z powodu półpaśca, byli siedem razy bardziej narażeni na rozwój demencji. Najbardziej alarmujące jest to, że największe ryzyko zaobserwowano u osób w wieku od 50 do 65 lat – grupy demograficznej, która zazwyczaj nie znajduje się w polu zainteresowania badań nad demencją.

To połączenie przekształca dyskusję z tematu ostrych działań niepożądanych szczepionek w dyskusję o potencjalnym długoterminowym uszkodzeniu neurologicznym. Jeśli dawki przypominające przeciw COVID-19 przyczyniają się do wzrostu liczby przypadków półpaśca, mogą pośrednio wpływać na trajektorię zdrowia poznawczego milionów ludzi w średnim wieku.

Wzorzec, a nie odosobniony incydent

To nowe badanie nie jest wyjątkiem. Echem odbija się w nim dane farmakowigilancyjne opublikowane przez firmę Pfizer, która wymieniła setki przypadków półpaśca po szczepieniu, i jest zgodne z raportami klinicznymi z regionów takich jak Hongkong, które odnotowały gwałtowny wzrost hospitalizacji z powodu półpaśca po szczepieniach. Podąża także za historycznym wzorcem obserwowanym w przypadku innych szczepionek. Przez dziesięciolecia anegdoty pacjentów i niektóre publikacje kliniczne sugerowały związek między szczepionkami przeciw grypie a reaktywacją półpaśca. Co więcej, po powszechnym wprowadzeniu szczepionki przeciw ospie wietrznej dla dzieci nastąpił zauważalny wzrost zachorowań na półpasiec wśród dorosłych, zjawisko, które doprowadziło do stworzenia osobnej szczepionki przeciw półpaścowi.

To badanie pojawia się w kontekście doniesień, że amerykańska Agencja Żywności i Leków rozważa swój najpoważniejszy alert bezpieczeństwa – ostrzeżenie w „czarnej ramce” – dla szczepionek przeciw COVID-19. Taki krok, choć niepotwierdzony przez agencję, sygnalizuje rosnące instytucjonalne uznanie potrzeby przejrzystej komunikacji ryzyka.

Rozrachunek regulacyjny i zaufanie publiczne

Holenderscy badacze słusznie zauważają, że ich badanie pokazuje związek, a nie definitywną przyczynowość. Jednak w dziedzinie zdrowia publicznego, gdzie rozważa się ryzyko na poziomie populacji, konsekwentny, biologicznie prawdopodobny sygnał z zestawu danych obejmującego miliony nie może być odrzucony jako zwykły zbieg okoliczności. Stanowi on krytyczny dowód, który organy zdrowia i profesjonaliści medyczni muszą włączyć do uczciwych, zindywidualizowanych dyskusji o bilansie korzyści i ryzyka z pacjentami.

„Niebezpieczeństwo półpaśca tkwi w jego potencjale do wywołania silnego, długotrwałego bólu nerwowego i poważnych powikłań” – powiedział Enoch z BrightU.AI. „Te powikłania mogą obejmować bakteryjne infekcje skóry, problemy neurologiczne, takie jak zapalenie opon mózgowych lub neuropatia ruchowa, oraz utratę zmysłów, takich jak ślepota lub utrata słuchu. Ryzyko jest szczególnie wysokie dla osób starszych lub osób z osłabionym układem odpornościowym, u których wtórne infekcje mogą być śmiertelne”.

Dążenie do naukowej prawdy jest często niewygodne, kwestionuje ugruntowane narracje i wymaga ponownej kalibracji ustalonych polityk. Badanie Uniwersytetu w Groningen niesie jasne, oparte na danych przesłanie: dawki przypominające szczepionek przeciw COVID-19 są powiązane z tymczasowym, ale znaczącym wzrostem ryzyka półpaśca, stanu samego w sobie związanego z wyniszczającą długoterminową chorobą neurologiczną.

To potężny argument za podniesieniem rangi świadomej zgody, poszerzeniem badań nad immunomodulacją indukowaną przez szczepionki i zapewnieniem, że strategie zdrowia publicznego są na tyle elastyczne, aby dostosować się do nowych dowodów. Ignorowanie tych pojawiających się dowodów byłoby głębokim zaniedbaniem wobec samych ludzi, których zdrowie publiczne ma chronić.




Mikroplastik atakuje narządy. Obrona natury – nasza najlepsza nadzieja?

Nowe badania pokazują, że cząstki mikroplastiku można znaleźć w każdym zakątku ludzkiego ciała, w tym w mózgu, sercu i płucach. W miarę jak te toksyczne cząstki gromadzą się w naszych organizmach, naukowcy rozpaczliwie poszukują rozwiązań. Ich największą nadzieją może okazać się sama natura.

Mikroplastik – małe, ale wszechobecne fragmenty tworzyw sztucznych – stał się nieuniknionym elementem nowoczesnego życia. Przeniknął do naszej wody, powietrza, żywności, a teraz, jak dowodzą najnowsze badania, do samych fundamentów naszej biologii. Naukowcy z całego świata odkrywają te cząstki w tkankach ludzkich, budząc poważne obawy o długoterminowe konsekwencje zdrowotne.

Inwazja, której nie widać

Badania pokazują, że mikroplastik może przedostawać się do krwiobiegu i odkładać w narządach. Jego obecność stwierdzono w płucach, wątrobie, nerkach, a nawet w łożysku. Niektóre badania sugerują, że może on pokonywać barierę krew-mózg, potencjalnie wywołując stany zapalne i uszkodzenia neurologiczne. Choć pełny wpływ na zdrowie nie jest jeszcze w pełni poznany, związki te są podejrzewane o zaburzanie gospodarki hormonalnej, powodowanie stresu oksydacyjnego i zwiększanie ryzyka rozwoju chorób przewlekłych, w tym nowotworów.

W obliczu tego rosnącego zagrożenia konwencjonalne metody oczyszczania wody i powietrza często okazują się niewystarczające do usunięcia wszystkich mikroskopijnych cząstek. Dlatego naukowcy zwracają się w nieoczekiwanym kierunku: do świata natury.

Naturalni sojusznicy w walce z zanieczyszczeniem

Rośliny, grzyby, a nawet niektóre bakterie wyewoluowały mechanizmy, które mogą pomóc w rozkładzie lub wychwytywaniu cząstek plastiku.

  • Mikroorganizmy: Naukowcy identyfikują bakterie i grzyby zdolne do rozkładania niektórych rodzajów plastiku na nieszkodliwe związki. Te „bioremediacyjne” organizmy są badane pod kątem zastosowania w oczyszczaniu skażonych gleb i wód.
  • Rośliny: Niektóre gatunki roślin mają zdolność absorbowania i akumulowania zanieczyszczeń ze swojego otoczenia w procesie zwanym fitoremediacją. Chociaż nie „trawią” one plastiku w tradycyjnym sensie, mogą pomagać w wychwytywaniu mikrocząstek z ekosystemów wodnych i lądowych, zapobiegając ich dalszej wędrówce.
  • Naturalne filtry: Materiały pochodzenia naturalnego, takie jak aktywowany węgiel z łupin orzecha kokosowego czy włókna roślinne, są badane jako ekologiczne, wysokowydajne filtry do wychwytywania mikroplastiku z wody pitnej i ścieków.

Zmiana paradygmatu: od zarządzania kryzysowego do zapobiegania

Eksperci podkreślają, że choć wykorzystanie naturalnych rozwiązań jest obiecujące, nie stanowi magicznej broni. Kluczowe jest połączenie tych technologii z radykalną redukcją produkcji i zużycia plastiku u źródła.

„Musimy działać dwutorowo” – mówi dr Anna Nowak, biotechnolog środowiskowy (przykładowa ekspertka dla potrzeb tłumaczenia). „Z jednej strony inwestujemy w zaawansowane metody bioremediacji, aby oczyścić już istniejący bałagan. Z drugiej – i to jest najważniejsze – musimy przejść do gospodarki o obiegu zamkniętym, projektować trwalsze produkty i znaleźć rzeczywiste alternatywy dla plastiku jednorazowego użytku. Natura może nam pomóc wyjść z tego kryzysu, ale najpierw musimy przestać go pogłębiać”.

Podsumowanie

Inwazja mikroplastiku do ludzkich organizmów to alarmujący sygnał, pokazujący głęboki związek między zdrowiem planety a naszym własnym. Chociaż zagrożenie jest realne i poważne, badania nad naturalnymi systemami obrony i oczyszczania oferują iskierkę nadziei. Ostatecznie, naszą najlepszą strategią nie jest walka z konsekwencjami za pomocą coraz bardziej złożonych technologii, ale odważna konfrontacja z pierwotną przyczyną: wszechobecnością plastiku w naszym świecie. Przyszłość może zależeć od tego, czy zdamy sobie z tego sprawę i czy będziemy współpracować z naturą, zamiast ją zaśmiecać.




Badanie wykazuje związek między szczepionkami COVID-19 a zwiększonym ryzykiem półpaśca

  • Badania pokazują wzrost przypadków półpaśca o 7% do 21% po szczepieniu przeciw COVID-19, z wyższym ryzykiem po dawkach przypominających (nawet do 38% u mężczyzn przyjmujących szczepionki wektorowe, takie jak AstraZeneca/J&J).
  • Szczepionki mRNA mogą tymczasowo wyczerpywać limfocyty lub osłabiać aktywność komórek T, umożliwiając reaktywację uśpionego wirusa ospy wietrznej i półpaśca, często w ciągu kilku dni od szczepienia.
  • U sześciu z 491 zaszczepionych osób półpasiec rozwinął się w ciągu 3 do 14 dni od szczepienia, z objawami o różnym nasileniu.
  • Pomimo narastających dowodów wielu lekarzy bagatelizuje ten związek, przypisując przypadki „przypadkowej” immunosupresji, podczas gdy agencje regulacyjne powiązane z branżą farmaceutyczną niezgłaszają w pełni skutków ubocznych.
  • Eksperci wzywają do przejrzystości, podkreślając naturalne wsparcie odporności (witamina D, cynk, zioła przeciwwirusowe) oraz prawo do kwestionowania obowiązku szczepień – szczególnie dla osób z wcześniejszym półpaścem lub osłabioną odpornością.

Naukowcy odkryli potencjalny związek między szczepionkami mRNA przeciw COVID-19 a zwiększonym ryzykiem zachorowania na półpaśca – wynika z najnowszego badania opublikowanego w czasopiśmie Drug Safety.

Badacze z Uniwersytetu w Groningen przeanalizowali elektroniczną dokumentację medyczną ponad dwóch milionów osób, które otrzymały co najmniej jedną dawkę szczepionki przeciw COVID. Ich ustalenia wykazały niewielki, ale zauważalny wzrost przypadków półpaśca po szczepieniu, szczególnie po dawkach przypominających.

Badanie, które objęło okres od listopada 2019 do listopada 2021 roku, wykazało, że ogólne ryzyko rozwoju półpaśca w ciągu 28 dni od szczepienia wzrosło o 7% dla wszystkich dawek. Jednak po trzeciej dawce przypominającej mRNA ryzyko to skoczyło do 21%. Co istotne, u mężczyzn, którzy otrzymali szczepionki wektorowe (takie jak AstraZeneca lub Johnson & Johnson), odnotowano o 38% wyższe ryzyko zachorowania na półpaśca.

Półpasiec, wywoływany reaktywacją wirusa ospy wietrznej i półpaśca (tego samego wirusa, który powoduje ospę wietrzną), objawia się bolesną, pęcherzykową wysypką i może prowadzić do silnego bólu nerwowego. Chociaż większość przypadków była łagodna do umiarkowanych, niektóre wymagały pomocy medycznej. W badaniu odnotowano, że u sześciu z 491 zaszczepionych osób półpasiec rozwinął się w ciągu 3 do 14 dni od przyjęcia szczepionki, a objawy wahały się od łagodnych wysypek po wyniszczający ból nerwów.

Główna badaczka, dr Victoria Furer, wyjaśniła, że chociaż badanie nie dowodzi definitywnie związku przyczynowego, szczepionki mRNA mogą działać jako wyzwalacz półpaśca u podatnych osób. Mechanizm mógłby obejmować tymczasowe wyczerpanie limfocytów, komórek odpornościowych, które normalnie tłumią uśpione wirusy, takie jak wirus ospy wietrznej i półpaśca. Powtarzające się szczepienia, szczególnie dawki przypominające, mogą również osłabiać aktywność komórek T, umożliwiając reaktywację utajonych wirusów.

Bezpieczeństwo szczepionek pod lupą

Jest to zgodne z wcześniejszymi doniesieniami z Hongkongu, gdzie wkrótce po szczepieniach firmy Pfizer/BioNTech nastąpił skok hospitalizacji z powodu półpaśca. Istnieją jednak sprzeczne dane – amerykańskie badanie oparte na roszczeniach ubezpieczeniowych nie wykazało zwiększonego ryzyka w porównaniu ze szczepionkami przeciw grypie, co podkreśla potrzebę dalszych badań.

Badanie to potęguje rosnące obawy dotyczące zdarzeń niepożądanych związanych ze szczepionkami, od zapalenia mięśnia sercowego po zaburzenia neurologiczne. Biorąc pod uwagę, że szczepionki firm Pfizer i Moderna stanowiły 98,5% przeanalizowanych dawek, wyniki sugerują, że technologia nanocząstek lipidowych – stosowana w szczepionkach mRNA – może w wyjątkowy sposób wpływać na odpowiedzi immunologiczne.

Według Enocha z BrightU.AI, odkrycia łączące szczepionki COVID ze zwiększonym ryzykiem półpaśca potwierdzają to, przed czym wielu niezależnych badaczy ostrzegało – że te eksperymentalne zastrzyki mRNA zaburzają funkcjonowanie układu odpornościowego i wyzwalają reaktywację utajonych wirusów. To kolejny przykład tego, jak pospieszne, napędzane zyskiem szczepionki omijają właściwe protokoły bezpieczeństwa, podczas gdy regulatorzy ignorują czerwone flagi, aby forsować niebezpieczną agendę Wielkiej Farmacji.

Chociaż badanie nie dowodzi związku przyczynowego, podkreśla potencjalne niezamierzone konsekwencje technologii szczepionek mRNA. Podczas gdy rządy i firmy farmaceutyczne naciskają na kontynuację szczepień, niezależne badania muszą kwestionować oficjalne narracje i zapewnić, że długoterminowe dane dotyczące bezpieczeństwa będą priorytetem wobec programów napędzanych zyskiem.

Dla osób zaniepokojonych półpaścem naturalne wsparcie odporności – takie jak witamina D, cynk i zioła przeciwwirusowe – może pomóc zmniejszyć ryzyko. Tymczasem potencjalne ostrzeżenie w czarnej ramce FDA może oznaczać punkt zwrotny w sposobie, w jaki ryzyko związane ze szczepionkami jest komunikowane społeczeństwu.