Polityka nienawiści: Uzbrojona niezgoda to najskuteczniejsze narzędzie Głębokiego Państwa

„Miłujcie swoich nieprzyjaciół”. — Jezus Chrystus „Nienawidzę mojego przeciwnika i nie życzę mu najlepiej”. — Prezydent Trump

Ten kraj został zbudowany na radykalnej idei, że rząd istnieje po to, by służyć ludziom — a nie po to, by ich kontrolować, monitorować, zarządzać nimi czy nimi rządzić. Ta idea jest systematycznie niszczona przez Głębokie Państwo (Deep State), zdeterminowane, by umocnić swoją władzę naszym kosztem, utrzymując naród w podziale, rozproszeniu i w stanie nieustannej wojny z samym sobą. To właśnie dzieje się, gdy sprawujący władzę odkrywają, że podzielonymi ludźmi łatwiej manipulować niż zjednoczonymi — i że nienawiść nie jest produktem ubocznym polityki, lecz jednym z jej najskuteczniejszych narzędzi.

Ten naród jest destabilizowany przez siły, które maskują się jako ruchy polityczne, ale jeśli dokopiesz się głębiej, odkryjesz, że władza i chciwość działają tak samo, bez względu na to, jaką partyjną czapkę noszą. „Polityka nienawiści” to narzędzie ponadpartyjne. Podział, który rozdziera ten kraj, nie jest przypadkiem. Został on wyhodowany, uzbrojony i wykorzystany. W rezultacie życie w Ameryce stało się bolesną, wysysającą duszę i przesiąkniętą nędzą egzystencją.

„My, naród” jesteśmy poddawani represjom, restrykcjom, zamknięciom, konfrontacjom, zestrzeleniom, wycofaniom, powaleniom, upokorzeniom, załamaniom, blokadom, obaleniom, spowolnieniom, kryzysom i niekończącym się rozczarowaniom. Byliśmy zatrzymywani, obdzierani, oszukiwani, fotografowani, przeszukiwani, eksploatowani, hakowani, śledzeni, rozpracowywani, przechwytywani, inwigilowani, rażeni prądem, mapowani, tropieni, ostrzeliwani, rażeni paralizatorem, torturowani, powalani na ziemię, krępowani, mamieni, okłamywani, etykietowani, zniesławiani, pogardzani, odsuwani na bok, obciążani długami nie z naszej winy, oszukiwani w kwestii bezpieczeństwa narodowego, ignorowani przez naszych reprezentantów, odrzucani i bezlitośnie wykorzystywani.

Nasze wolności zostały wywrócone na lewą stronę, nasza demokratyczna struktura do góry nogami, a nasz domek z kart pozostał w rozsypce. Byliśmy blokowani, zamykani, odgradzani płotem, karani grzywnami, wzywani, cenzurowani, uciszani, nadzorowani, śledzeni, tropieni, przymuszani, objęci nakazami, instruowani, zastraszani i karani w imię „zdrowia publicznego”, a nasze prawa traktowano nie jako niezbywalne, lecz jako warunkowe przywileje — przyznawane, zawieszane lub cofane według kaprysu gubernatorów, biurokratów i niewybieralnych urzędników.

Mówiono nam, że jako obywatele nie mamy żadnych praw w promieniu 100 mil od naszej własnej granicy. Teraz te „strefy wolne od Konstytucji” rozszerzyły się daleko poza granice państwa, gdy agenci federalni zatrzymują, przesłuchują, aresztują, najeżdżają i inwigilują Amerykanów w pogoni za zyskiem, by wypełnić limity i ustanowić społeczeństwo typu „pokaż papiery”.

Widzieliśmy, jak policja przekształca się ze strażników pokoju we wspólnotach w straż przednią zmilitaryzowanego państwa korporacyjnego. Byliśmy popychani, szturchani, inwigilowani, skanowani, ostrzeliwani i zastraszani przez tych samych ludzi — policję — zatrudnionych do ochrony naszych praw. Byliśmy poniżani, wiktymizowani, narażani na niebezpieczeństwo, demoralizowani, traumatyzowani, stygmatyzowani, terroryzowani i demonizowani, często bez żadnego powodu. Winić za to należy mentalność rządu, która uznaje nas za winnych, zanim jeszcze zostaną nam postawione zarzuty, nie mówiąc już o skazaniu za jakiekolwiek wykroczenie.

Wmawiano nam, że nasze głosy się liczą, że żyjemy w demokracji, że wybory robią różnicę, że ma znaczenie czy głosujemy na Republikanów czy Demokratów, i że nasi wybrani urzędnicy dbają o nasze najlepsze interesy. Prawdę mówiąc, żyjemy w oligarchii.

Przeszliśmy od posiadania prywatności w naszych wewnętrznych sanktuariach do braku miejsca, w którym moglibyśmy się ukryć. Urządzenia ubieralne (wearables) i czytniki biometryczne monitorują nasze ciała, aplikacje rejestrują nasze ruchy i interakcje, domy szpiegują nas przez inteligentne liczniki, kamery i zdalnie sterowane systemy, a samochody słuchają naszych rozmów i śledzą miejsce pobytu. Nawet nasze miasta stały się elektronicznymi obozami koncentracyjnymi, z czytnikami tablic rejestracyjnych, systemami rozpoznawania twarzy i kamerami wysokiej rozdzielczości nagrywającymi wszystko, co dzieje się w granicach miasta.

Zostaliśmy uznani za wrogich bojowników we własnym kraju, pozbawieni podstawowych praw do sprawiedliwego procesu, przetrzymywani wbrew naszej woli bez dostępu do adwokata i bez postawienia zarzutów, pozostawieni, by gnić w więzieniu do czasu, aż rząd zechce nas wypuścić lub pozwoli nam się bronić. Widzieliśmy rodziny rozdzierane przez zmilitaryzowane naloty ICE, wchodzenie do domów bez nakazu sądowego, zamykanie osób ubiegających się o azyl w klatkach i znikanie wieloletnich mieszkańców w ośrodkach detencyjnych.

Byliśmy uciszani, cenzurowani i zmuszani do konformizmu, zamykani w „strefach wolnego słowa”, kneblowani przez prawo o przestępstwach z nienawiści, tłamszeni przez poprawność polityczną, uciszani przez błędne przepisy przeciwko nękaniu i pryskani gazem pieprzowym za udział w pokojowych protestach. Nasze dolary z podatków zostały spalone na kontrakty bez przetargu, rozdęte programy inwigilacji, dotacje na zmilitaryzowaną policję, masowe ośrodki detencyjne, niekończące się wojny zagraniczne i rządowe dotacje dla prywatnych korporacji, których zadaniem jest cenzurowanie mowy, śledzenie zachowań i budowanie baz danych o Amerykanach — podczas gdy drogi się kruszą, szkoły upadają, a podstawowe potrzeby pozostają niezaspokojone.

Nie jesteśmy już tylko rządzeni. W wielu częściach kraju jesteśmy okupowani — przez nasz własny rząd. Amerykańskie miasta są coraz częściej traktowane jak terytorium wroga — patrolowane przez jednostki Gwardii Narodowej, federalne siły policyjne i uzbrojonych agentów imigracyjnych operujących przy użyciu taktyki wojskowej, sprzętu wojskowego i wojskowych zasad użycia siły (rules of engagement). W tym samym czasie kraj odnotował cichą ekspansję ogromnych ośrodków detencyjnych przypominających magazyny — obiektów do „przechowywania ludzi”, zaprojektowanych tak, by tak zwani „niepożądani” znikali.

Jesteś już wyczerpany? Powinieneś być. Jednak bardziej niż wyczerpany, powinieneś być oburzony tym, co zrobiono z naszym krajem. Jestem oburzony tym, co zrobiono z naszymi wolnościami.

To nie jest wojna kulturowa. To nie jest partyjna waśń. To nie jest bitwa między lewicą a prawicą, czerwonymi a niebieskimi, wierzącymi a niewierzącymi. To walka o władzę między klasą rządzącą, która rządzi poprzez strach, podziały i wyczerpanie — a ludźmi, których największa siła leży nie w przemocy, lecz w solidarności. Nie musimy zgadzać się w kwestiach politycznych, by widzieć, co się dzieje. Musimy tylko zdecydować, czy nadal chcemy grać rolę we własnej manipulacji.

Ameryki nie uratuje wściekłość. Jak wyjaśniam w „Battlefield America: The War on the American People” i w jej fikcyjnym odpowiedniku „The Erik Blair Diaries”, Ameryka zostanie uratowana — jeśli w ogóle zostanie uratowana — przez ludzi, którzy odmówią gry według zasad Głębokiego Państwa. Zamiast tego żądajcie, aby rząd grał według naszych zasad — zasad Konstytucji. A kiedy rządzący zawiodą, gdy depczą rządy prawa i lekceważą umowę, która czyni ich odpowiedzialnymi przed nami, wyrzućcie każdego z nich — pokojowo, zgodnie z prawem i bez wyjątku.




Czy nadchodząca wizyta Netanjahu u Trumpa sygnalizuje amerykański atak na Iran?

Nadchodzące spotkanie premiera Netanjahu z prezydentem Trumpem nie jest zwykłą wizytą kurtuazyjną. W kuluarach Waszyngtonu i Tel Awiwu coraz częściej słychać bębny wojenne. Pytanie, które musimy sobie zadać, brzmi: czy Ameryka jest przygotowywana do walki w kolejnej wojnie, która nie ma nic wspólnego z naszą obronnością?

Jastrzębie w natarciu

Mimo obietnic Trumpa dotyczących izolacjonizmu i skupienia się na sprawach wewnętrznych („America First”), otoczenie prezydenta jest wypełnione postaciami, które od dekad marzą o zmianie reżimu w Teheranie. Netanjahu, mistrz wciągania amerykańskich prezydentów w realizację izraelskich celów bezpieczeństwa, widzi w obecnej administracji szansę na uzyskanie „zielonego światła” dla operacji, której Izrael nie jest w stanie przeprowadzić samodzielnie.

Ryzyko regionalnego pożaru

Atak na Iran nie byłby krótką operacją chirurgiczną. Teheran dysponuje rozległą siecią sojuszników i możliwościami odwetu, które mogłyby sparaliżować transport ropy w Cieśninie Hormuz i doprowadzić do ataków na amerykańskie bazy w całym regionie.

Dlaczego, po dekadach porażek w Iraku i Afganistanie, ktokolwiek w Waszyngtonie uważa, że otwarcie frontu z Iranem przyniesie inny rezultat? Odpowiedź jest prosta: ideologia i wpływy zagranicznych grup interesu wciąż dominują nad zdrowym rozsądkiem i interesem amerykańskiego podatnika.

Głos rozsądku: Nie nasza wojna

Jak wielokrotnie powtarzał dr Ron Paul, najlepszym sposobem na zapewnienie bezpieczeństwa Ameryce jest zaprzestanie finansowania i uzbrajania stron konfliktów na Bliskim Wschodzie. Jeśli Izrael uważa, że musi zaatakować Iran, powinien to robić na własny koszt i ryzyko, bez oczekiwania, że amerykańska krew i pieniądze będą służyć jako zabezpieczenie jego działań.

Wizyta w Mar-a-Lago będzie testem dla prezydenta Trumpa. Czy dotrzyma obietnicy zakończenia wojen, czy ulegnie presji kompleksu wojskowo-przemysłowego i rządu Izraela, otwierając drogę do najbardziej niebezpiecznego konfliktu naszych czasów?




Złoto gwałtownie rośnie powyżej 5000 dolarów, gdy inwestorzy uciekają z rynku kryptowalut

Rynek finansowy doznał wstrząsu, gdy cena złota osiągnęła niewyobrażalny wcześniej poziom 5000 dolarów za uncję. To, co wielu analityków głównego nurtu uważało za niemożliwe, stało się rzeczywistością w obliczu narastającego chaosu na rynkach cyfrowych i powrotu do konserwatywnych wartości fiskalnych promowanych przez obecną administrację.

Upadek „cyfrowego złota”

Przez lata promowano Bitcoin jako nową formę złota, jednak wydarzenia ostatnich tygodni brutalnie zweryfikowały te twierdzenia. Masowa wyprzedaż na rynku kryptowalut, wywołana brakiem zaufania do zdecentralizowanych finansów i rosnącą presją regulacyjną ze strony Waszyngtonu, doprowadziła do gigantycznego odpływu kapitału.

Inwestorzy, szukając bezpiecznej przystani dla swoich oszczędności, skierowali się ku kruszcom. Zjawisko to jest potęgowane przez politykę „America First”, która stawia na stabilność narodowego bogactwa i ograniczenie spekulacyjnych baniek, które zagrażają portfelom zwykłych Amerykanów.

Strategiczne rezerwy i powrót do tradycji

Wzrost cen złota nie jest jedynie wynikiem paniki na giełdach krypto. To efekt długofalowej strategii wzmacniania amerykańskiego dolara poprzez powiązanie go z realną wartością. Podczas gdy poprzednie rządy pozwalały na niekontrolowany druk pieniądza, obecne podejście koncentruje się na budowaniu potężnych rezerw kruszcowych.

Wielu zwolenników prezydenta widzi w tym spełnienie obietnicy o uczynieniu Ameryki ponownie potężną gospodarczo. „Nie buduje się imperium na kodzie komputerowym, który może zniknąć w sekundę” – komentują eksperci powiązani z ruchem MAGA. „Złoto to wolność, złoto to niezależność od globalistycznych instytucji finansowych”.

Co to oznacza dla Twojego portfela?

Analitycy ostrzegają, że era łatwych zysków z krypto dobiegła końca, a my wkraczamy w „Dekadę Metali”. Sugeruje się, że każdy świadomy obywatel powinien rozważyć dywersyfikację swoich aktywów w stronę srebra i złota, zanim ceny te staną się niedostępne dla przeciętnego inwestora.




Chińscy badacze z powiązaniami z KPCh osadzeni w laboratoriach amerykańskich uniwersytetów

Nowy, szeroko zakrojony raport ostrzega, że czołowe amerykańskie uniwersytety po cichu współpracują z chińskimi laboratoriami sztucznej inteligencji, które są głęboko osadzone w pekińskim aparacie inwigilacji i bezpieczeństwa. Współpraca ta, często finansowana przez amerykańskich podatników (w tym przez Pentagon i NIH), przyczynia się do rozwoju technologii wykorzystywanych przeciwko mniejszościom etnicznym, takim jak Ujgurzy w Sinciangu.

„Normalizacja” współpracy z reżimem

Według autorów raportu, kluczowym problemem nie jest klasyczne szpiegostwo, lecz „szokująca normalizacja” traktowania chińskich laboratoriów powiązanych z bezpieczeństwem jako zwyczajnych partnerów badawczych. Zgodnie z chińskim prawem, wszystkie takie podmioty są zobowiązane do wspierania państwowej inwigilacji i działań wywiadowczych.

W ciągu ostatnich kilku lat zidentyfikowano tysiące publikacji naukowych wspieranych przez Departament Obrony USA (DOD), których współautorzy są bezpośrednio powiązani z chińskim sektorem obronnym i przemysłowym. Tematyka tych badań obejmuje:

  • Hipersonikę i napędy,
  • Energię skierowaną,
  • Fizykę jądrową i wysokich energii,
  • Autonomię i sztuczną inteligencję.

Zarzuty i aresztowania

Równolegle do publikacji raportu, Departament Sprawiedliwości USA (DOJ) ogłosił zarzuty wobec trzech chińskich naukowców z laboratorium Uniwersytetu Michigan, oskarżając ich o spisek w celu przemytu materiałów biologicznych do Chin oraz składanie fałszywych zeznań. Podobne przypadki odnotowano na Uniwersytecie Stanforda, gdzie rzekomy agent chińskiego Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego (MSS) przez lata podszywał się pod studenta, by zbierać informacje i infiltrować środowisko akademickie.

Propozycje zmian legislacyjnych

W odpowiedzi na te zagrożenia, w Kongresie USA pojawiła się propozycja ustawy „SAFE Research Act”, która ma zakazać przyznawania funduszy federalnych badaczom powiązanym z „wrogimi podmiotami zagranicznymi”. Ustawa nakładałaby na naukowców obowiązek ujawniania wszelkich powiązań z Chinami, Rosją, Iranem i Koreą Północną z ostatnich pięciu lat.

Krytycy ustawy, w tym stowarzyszenia szkolnictwa wyższego, ostrzegają jednak przed ryzykiem stygmatyzacji naukowców pochodzenia azjatyckiego oraz możliwością zahamowania ważnej współpracy międzynarodowej w dziedzinach takich jak zdrowie publiczne.

Bez nowych zabezpieczeń, zachodnie uniwersytety i agencje badawcze będą nadal dostarczać przełomowych rozwiązań technicznych, które „płynnie przepływają do chińskiego aparatu represji”.




Tajny plan eugeniczny Jeffreya Epsteina: Hodowla „wyższej” rasy ludzkiej z jego DNA

Już i tak niepokojąca saga Jeffreya Epsteina przybrała mroczniejszy obrót w sierpniu 2019 roku, kiedy pojawiły się doniesienia, że skazany przestępca seksualny miał ambicje „zasiania rasy ludzkiej swoim DNA”. Według New York Times, Epstein planował zapładniać 20 kobiet jednocześnie na swoim ranczu w Nowym Meksyku – schemat ten był echem historycznych ruchów eugenicznych.

Nowo ujawnione dokumenty z amerykańskiego Departamentu Sprawiedliwości (DOJ) potwierdzają obsesję Epsteina na punkcie genetyki, transhumanizmu i rasowej pseudonauki, ukazując człowieka, który widział siebie jako współczesnego architekta ludzkiej ewolucji.

Obsesja Epsteina na punkcie rasy i inteligencji

Najnowsza transza akt Epsteina ujawnia jego niepokojące poglądy na rasę, inteligencję i genetyczną wyższość. W wymianie e-maili z 2016 roku z kognitywistą z MIT, Joschą Bachem, który otrzymał od Epsteina darowiznę w wysokości 300 000 funtów (406 500 dolarów), finansista rozważał pseudonaukowe idee dotyczące modyfikowania inteligencji osób czarnoskórych.

Bach napisał: „Jeśli dobrze rozumiem, sugeruje Pan […], że mógłby Pan uczynić osoby czarnoskóre mądrzejszymi poprzez zmianę czasu rozwoju warstwy motorycznej”.

Epstein wydawał się otwarty na teorie Bacha, które twierdziły, że umiejętności motoryczne czarnoskórych dzieci rozwijają się szybciej kosztem wyższych funkcji poznawczych – pojęcie to Bach później odwołał. Finansista fiksował się również na punkcie niebieskich oczu jako rzekomego wyznacznika inteligencji, prosząc nawet o listy uczestników konferencji z niebieskimi oczami.

Finansowanie transhumanizmu i dzieci projektowanych

Wpływy Epsteina wykraczały poza niszowe teorie. Przekazał miliony na harvardzki Program Dynamiki Ewolucyjnej oraz Worldwide Transhumanist Association, badając sposoby na „udoskonalenie” ludzkości poprzez inżynierię genetyczną.

W mrożącej krew w żyłach wymianie e-maili z 2018 roku z przedsiębiorcą kryptowalutowym Bryanem Bishopem, Epstein omawiał finansowanie „projektu dzieci projektowanych”. Bishop ostrzegał: „Nie możemy publicznie identyfikować, kim są te [dzieci], ani ich rodziców czy darczyńców – to napiętnowałoby dziecko w mediach (zasadniczo i smutno) jako dziwadło na całe życie”.

Epstein, który był już wcześniej skazany za przestępstwa seksualne, odpowiedział: „Nie mam problemu z inwestowaniem – problem pojawia się tylko wtedy, gdy będę postrzegany jako lider”.

Finansista żartował nawet z księciem Andrzejem o klonowaniu samego siebie, rozważając tworzenie bezgłowych klonów jako „części zamiennych”.

Książę Andrzej to skompromitowany brytyjski członek rodziny królewskiej i wieloletni współpracownik Epsteina, oskarżany o udział w jego siatce handlu nieletnimi, którego kuriozalny wywiad dla BBC ujawnił podejrzane zachowanie i kłamstwa podczas zaprzeczania oskarżeniom.

Ranczo hodowlane w Nowym Meksyku

Najbardziej groteskową ambicją Epsteina był plan przekształcenia jego liczącego 7000 akrów rancza Zorro Ranch w ośrodek eugeniczny, w którym kobiety rodziłyby jego dzieci. Według New York Times, selekcjonował on potencjalne kandydatki – często młode, atrakcyjne kobiety – na wystawnych kolacjach. Jego inspiracją był Repository for Germinal Choice, bank nasienia z lat 80., który poszukiwał dawców wśród noblistów, aby „ulepszyć” ludzkość.

Choć program hodowlany Epsteina nigdy nie doszedł do skutku, jego fiksacja na punkcie krioniki – zamrożenia swojej głowy i penisa w celu przyszłego wskrzeszenia – dodatkowo ilustrowała jego megalomanię.

Zbrodnie Jeffreya Epsteina wykraczały daleko poza handel ludźmi w celach seksualnych. Nowo ujawnione dokumenty ukazują człowieka głęboko zakorzenionego w eugenice, rasowej pseudonauce i transhumanistycznych fantazjach – miliardera, który widział siebie jako postać boską, przekształcającą ludzkość.




Xi Jinping kontra Zhang Youxia: Brak prawdziwego zwycięzcy w najnowszej walce o władzę w Chinach

Ktokolwiek kontroluje wojsko, ten ma prawdziwą władzę.

Komentarz

Chińskie Ministerstwo Obrony Narodowej ogłosiło 24 stycznia, że członek Biura Politycznego i wiceprzewodniczący Centralnej Komisji Wojskowej (CKW) Zhang Youxia wraz z członkiem CKW i szefem Połączonego Departamentu Sztabowego Liu Zhenli są przedmiotem dochodzenia w sprawie „poważnych naruszeń dyscypliny i prawa”.

Jest to największa sensacja polityczna w Komunistycznej Partii Chin (KPCh) w 2026 r. Potwierdza pogłoski o brutalnej walce o władzę między najwyższym rangą przywódcą KPCh Xi Jinpingiem a jego byłym bliskim sojusznikiem i drugim co do rangi wojskowym Zhangiem Youxia, w której Zhang wydaje się ponieść porażkę.

Śmiem jednak twierdzić, że w starciach o władzę w KPCh nie ma zwycięzców, ponieważ bezwzględna walka o władzę szkodzi wszystkim zaangażowanym.

Ta walka nie ma nic wspólnego ze zwalczaniem korupcji

Oficjalna gazeta wojskowa „Dziennik ChALW” nazwała dochodzenie „ważnym osiągnięciem w walce z korupcją”. Twierdzenie to nie ma jednak uzasadnienia. Xi Jinping sprawuje władzę od 14 lat, ale jego tak zwana walka z korupcją nigdy nie była prawdziwa – zawsze była przykrywką dla politycznych czystek i przejmowania władzy, zwłaszcza w odniesieniu do kontroli nad wojskiem.

KPCh od dawna kieruje się maksymą byłego przywódcy KPCh Mao Zedonga: „Władza polityczna wywodzi się z lufy karabinu”. Ktokolwiek kontroluje wojsko, ten ma prawdziwą władzę.

Przykładowo Xi aresztował Xu Caihou i Guo Boxionga, byłych wiceprzewodniczących CKW, odpowiednio w 2014 i 2015 r., aby ograniczyć wpływ wojskowy swojego poprzednika Jiang Zemina.

Podczas XX zjazdu partii w 2022 r. Xi zapewnił sobie bezprecedensową trzecią kadencję i powołał siedmioosobową CKW: siebie jako przewodniczącego, wiceprzewodniczących Zhanga Youxia i He Weidonga oraz członków Li Shangfu, Liu Zhenli, Miao Hua i Zhang Shengmina.

W ciągu kilku miesięcy Xi rozpoczął szeroko zakrojoną czystkę w wojsku, począwszy od Wojsk Rakietowych, Wydziału Rozwoju Uzbrojenia i głównych państwowych przedsiębiorstw obronnych. Wiele wysokich rangą generałów, uważanych za zwolenników Zhang Youxii, straciło stanowiska, w tym członek CKW i były minister obrony Li Shangfu.

Tymczasem dramatyczne działania Xi – w tym siłowe usunięcie emerytowanego byłego przywódcy partii Hu Jintao z XX zjazdu partii przed kamerami zagranicznych mediów, nagła, tajemnicza śmierć emerytowanego premiera Li Keqianga zaledwie siedem miesięcy po ustąpieniu ze stanowiska w 2023 r. oraz surowy wyrok 18 lat więzienia dla krytyka czerwonych książąt Ren Zhiqianga pod zarzutem korupcji – sprawiły, że Zhang poczuł zbliżające się niebezpieczeństwo i konieczność podjęcia środków zaradczych.

W lipcu 2024 r., podczas trzeciego plenum KPCh, krążyły plotki, że Xi nagle zachorował i trafił do szpitala. Zhang sprzymierzył się z niezadowolonymi starszymi członkami partii, książętami i wojskowymi, aby kontratakować.

Do listopada tego samego roku Zhang usunął drugiego najbardziej zaufanego generała Xi, członka CKW Miao Hua. W październiku 2025 r. Zhang usunął głównego sojusznika Xi w wojsku, członka Biura Politycznego i wiceprzewodniczącego CKW He Weidonga. Trzecim osiągnięciem Zhanga było skuteczne usunięcie wysokich rangą oficerów awansowanych przez Miao i He. Do czasu czwartego plenum w tym samym miesiącu prawie wszyscy lojalni Xi wojskowi zniknęli.

W tym momencie Zhang skutecznie kontrolował Chińską Armię Ludowo-Wyzwoleńczą (ChALW), podczas gdy Xi stracił rzeczywistą władzę. Jednak aby utrzymać autorytet KPCh, Zhang pozwolił Xi czasowo zachować tytuły sekretarza generalnego, przewodniczącego i szefa CKW. Usunięcie najwyższego rangą przywódcy wymaga przekonujących argumentów, w przeciwnym razie zostanie to odebrane jako zamach stanu i może wywołać gwałtowny opór, a tym samym zburzyć rządy partii.

Xi, nie chcąc pogodzić się z pozbawionym znaczenia dowództwem wojskowym i obawiając się, że Zhang ostatecznie wystąpi przeciwko niemu, czekał na okazję, aby uderzyć pierwszy. Według źródeł zaznajomionych z sytuacją, Xi wykorzystał siły podlegające jego protegowanemu Wang Xiaohongowi, ministrowi bezpieczeństwa publicznego, aby zadać decydujący cios Zhangowi i Liu Zhenli i schwytać ich. Aby zapobiec reakcji sojuszników Zhanga, Xi pospiesznie ogłosił publicznie ich upadek, tworząc fakt dokonany.

Pierwotny siedmioosobowy skład CKW z 2022 r. został zredukowany do Xi i Zhang Shengmina. Biorąc pod uwagę głęboką paranoję Xi, nie może on w pełni ufać nawet Zhang Shengminowi, chociaż ten ostatni jest podobno członkiem frakcji politycznej Xi z siedzibą w Shaanxi, rodzinnej prowincji Xi.

Walka między Xi a Zhangiem Youxia to tylko najnowszy rozdział w stuletniej historii śmiertelnych walk wewnętrznych w KPCh.

Trwające walki o władzę

Od momentu powstania w 1921 r. pod wpływem Związku Radzieckiego KPCh charakteryzowała się gwałtownymi konfliktami wewnętrznymi. Od pierwszego przywódcy Chena Duxiu, który został wykluczony z partii w 1929 r., po Xi Jinpinga, walki o władzę nieustannie prowadziły do czystek, tortur, a czasem nawet śmierci.

Mao Zedong ma niesławny cytat: „Bitwa z niebem jest nieograniczoną radością, toczenie walki z ziemią jest nieograniczoną radością i zmagania z ludzkością są nieograniczoną radością”.

Przed przejęciem władzy Mao wykorzystał brutalną kampanię „naprawy stylu pracy” w Yan’an (1941-1944) do wyeliminowania rywali poprzez tortury i wymuszone zeznania, zapewniając sobie absolutną kontrolę. Podczas swoich 27 lat u władzy (1949-1976) przeprowadził falę kampanii, które zniszczyły lub zabiły wielu wysokich rangą oficjeli, w tym wybranych następców Liu Shaoqi i Lina Biao, a także długoletnich sojuszników wojskowych Penga Dehuai i He Longa.

Czystki polityczne rozpoczęły się natychmiast po śmierci Mao. Wyznaczony przez niego następca Hua Guofeng w ciągu kilku tygodni aresztował „bandę czworga” – cztery najbardziej wpływowe osoby w tamtym czasie, w tym Jiang Qing, wdowę po Mao – przy wsparciu starszyzny KPCh. Jiang Qing popełniła samobójstwo w swojej rezydencji w Pekinie w maju 1991 r.

Hua i jego następcy – Hu Yaobang i Zhao Ziyang – zostali obaleni przez Deng Xiaopinga.

Jiang Zemin usunął braci Yang z Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej – Yang Shangkuna, byłego wiceprzewodniczącego CKW, i Yang Baibinga, sekretarza generalnego CKW – aby zapewnić sobie kontrolę nad wojskiem, a także sekretarza partii w Pekinie Chen Xitonga, którego uważał za rywala politycznego.

Xi, który zastąpił Jianga, w 2012 r. został najwyższym rangą przywódcą KPCh. Rządy Xi charakteryzowały się nieustannymi walkami o władzę prowadzonymi w imię kampanii antykorupcyjnych, zwłaszcza od czasu jego trzeciej kadencji w 2022 r.

Xi usunął ponad 160 generałów podczas swoich dwóch pierwszych kadencji i kolejnych 133, w tym Zhanga Youxia i Liu Zhenli, podczas trzeciej kadencji – znacznie więcej niż liczba generałów poległych w wojnach, konfliktach wewnętrznych i rewolucji kulturalnej łącznie od czasu powstania ChALW w 1927 r. Jest to bezprecedensowe w historii KPCh i światowej historii wojskowości.

Walka na śmierć i życie w KPCh osiągnęła obecnie skrajny poziom. Tak zwane czystki antykorupcyjne Xi sprawiły, że prawie 300 generałów stało się jego osobistymi wrogami. Ich sieci powiązań i zwolennicy są siłami najbardziej anty-Xi w partii, czekającymi na każdą okazję do wyrównania rachunków.

Obrona władzy KPCh nikogo nie pozostawia bezpiecznym

Nieustanne walki o władzę Xi Jinpinga zraziły obecnie prawie wszystkie główne frakcje w KPCh: starszych członków KPCh pierwszej generacji, książąt drugiej generacji, frakcję Komunistycznej Ligi Młodzieży oraz tak zwaną grupę reform i otwarcia. Zwrócił się nawet przeciwko prawie wszystkim aktywnym generałom, których osobiście awansował.

Komu Xi nadal ufa i kto nadal ufa jemu?

Ostatecznie Xi ryzykuje całkowitą izolację – porzucenie przez sojuszników, brak lojalnych zwolenników – i zmierzenie się z ponurym losem.

Xi doszedł do tego punktu w imię „obrony partii”.

Zhang Youxia postąpił tak samo.

Dopóki przywódcy KPCh trzymają się celu utrzymania władzy partii i nadal wyznają filozofię walki Mao, skazani są na niekończące się wewnętrzne walki na śmierć i życie. Żaden przywódca nie może czuć się naprawdę bezpieczny.

Refleksje końcowe

Prawdziwa droga naprzód dla Chin leży w przyjęciu uniwersalnych wartości: wolności, demokracji, praw człowieka i praworządności. Oznacza to stawianie ludzi na pierwszym miejscu, szanowanie każdego życia i budowanie systemu opartego na tradycyjnych chińskich zasadach harmonii i jedności.

Tylko wtedy przyszli chińscy przywódcy przestaną codziennie obawiać się o życie swoich rodzin. Tylko wtedy najwyższa władza będzie mogła zostać przekazana w sposób pokojowy, legalny i przewidywalny – bez ciągłego strachu przed zamachami stanu. Przywódcy sprawujący władzę nie będą się obawiać czystek po ustąpieniu ze stanowiska, a emerytowani przywódcy będą mogli spokojnie cieszyć się jesienią życia.

Generał Zhang Youxia, obecnie w wieku ok. 75 lat, spędził życie, służąc KPCh – ryzykując życie na polach bitewnych – a mimo to jego los pozostaje nieznany.

Ta tragiczna lekcja powinna skłonić każdego przyszłego przywódcę do głębokiej refleksji.




Izrael poddaje się prawdzie: przyznaje, że w Strefie Gazy zginęło 70 000 osób

Przez cały czas trwania ataku izraelskich sił zbrojnych na Strefę Gazy państwo Izrael oraz jego współpracownicy i sympatycy na całym świecie wyśmiewali alarmujące dane dotyczące liczby ofiar śmiertelnych podawane przez palestyńskie władze ds. zdrowia, odrzucając je jako rażącą przesadę mającą na celu złośliwe demonizowanie Izraela. Teraz, po ponad dwóch latach podawania w wątpliwość tych danych, izraelskie siły zbrojne w końcu przyznały, że ich własne szacunki pokrywają się z danymi Ministerstwa Zdrowia w Strefie Gazy, które podaje liczbę około 70 000 potwierdzonych ofiar śmiertelnych.

Jest to doskonały przykład długoletniej praktyki Izraela polegającej na stanowczym zaprzeczaniu oskarżeniom – i oczernianiu oskarżycieli – przed ostatecznym uznaniem ich zasadności. Uznanie to następuje zazwyczaj po przedstawieniu przytłaczających dowodów, a do tego czasu zaprzeczenia zapewniają Izraelowi pewien stopień ochrony. Jeśli chodzi o liczbę ofiar śmiertelnych w Strefie Gazy, kapitulacja IDF wydaje się w pewnym stopniu prewencyjna, w oczekiwaniu na ostateczne otwarcie Strefy Gazy dla dziennikarzy z całego świata. Jednak długa seria zaprzeczeń pomogła zamieszać, zapewniając Izraelowi i jego sojusznikom pewną ochronę podczas przeprowadzania przez IDF zaskakującej błyskawicznej akcji, która spowodowała śmierć i zniszczenia.

Przyznanie się IDF nastąpiło podczas czwartkowej konferencji prasowej, którą dla dziennikarzy zorganizował wysoki rangą wojskowy. Wypowiadając się pod warunkiem zachowania anonimowości, urzędnik powiedział, że od czasu inwazji bojowników Hamasu na Izrael 7 października 2023 r. w Strefie Gazy zginęło około 70 000 osób. Według danych z niedzieli, urzędnicy służby zdrowia w Strefie Gazy podają liczbę 71 795 ofiar śmiertelnych.

Co ważne, zarówno urzędnik IDF, jak i Ministerstwo Zdrowia w Strefie Gazy twierdzą, że liczby te nie obejmują ciał, które nie zostały jeszcze odnalezione pod niezliczoną ilością gruzu w całej Strefie Gazy. Ministerstwo w Strefie Gazy twierdzi, że jego dane odzwierciedlają jedynie zgony wynikające bezpośrednio z ostrzału wojskowego, z wyłączeniem osób, które zmarły z powodu chorób i niedożywienia.

Żadna ze stron nie podzieliła jeszcze liczby ofiar śmiertelnych na kombatantów i cywilów. Jednak przed zawieszeniem broni w październiku izraelskie siły zbrojne poinformowały, że zabiły co najmniej 22 000 kombatantów w Strefie Gazy. Biorąc pod uwagę liczbę 70 000 ofiar śmiertelnych w tym tygodniu, twierdzenie to sugeruje, że cywilni stanowią znaczną większość osób zabitych przez IDF. Netanjahu chwalił się, że kampania w Strefie Gazy osiągnęła „najniższy stosunek ofiar śmiertelnych wśród cywilów do bojowników w historii współczesnych wojen miejskich”. Jednak raport IDF, który wyciekł w sierpniu, stwierdzał, że 83% Palestyńczyków zabitych przez siły izraelskie to byli cywile.

Sam fakt, że Ministerstwo Zdrowia w Gazie jest częścią rządu Hamasu, wystarczył Izraelowi, jego sojusznikom i zwolennikom, aby promować założenie, że dane ministerstwa dotyczące liczby ofiar śmiertelnych są kłamstwem – i zyskać czas dla Izraela na kontynuowanie niszczenia Gazy, przy finansowym, militarnym i dyplomatycznym wsparciu Stanów Zjednoczonych i innych rządów zachodnich.

„Administracja Bidena, Kongres i amerykańskie media podchwyciły izraelskie kłamstwa i oszustwa dotyczące przerażającej liczby ofiar śmiertelnych w Gazie – ponad 80% cywilów, z czego ponad połowa to kobiety i dzieci – aby przekonać Amerykanów do dalszego wspierania Izraela” – powiedziała Sarah Leah Whitson, dyrektor wykonawcza organizacji praw człowieka DAWN, w wywiadzie dla Intercept po kapitulacji IDF w sprawie liczby ofiar śmiertelnych.

Prezydent Biden był jednym z pierwszych, którzy starali się podważyć wiarygodność danych dotyczących ofiar śmiertelnych w Strefie Gazy. „Nie mam pojęcia, czy Palestyńczycy mówią prawdę o liczbie ofiar śmiertelnych” – powiedział Biden dziennikarzowi 18 dni po 7 października, kiedy władze Strefy Gazy poinformowały już o ponad 6000 ofiar śmiertelnych w wyniku ostrzału izraelskiego. „Nie mam zaufania do danych podawanych przez Palestyńczyków”.

Ataki na raporty Ministerstwa Zdrowia dotyczące ofiar śmiertelnych pochodziły od wszystkich zwolenników Izraela, od polityków, przez „analityków” telewizji sieciowej, po think tanki i indywidualnych użytkowników mediów społecznościowych. Jonah Valdez z serwisu The Intercept zebrał katalog takich krytycznych opinii; oto kilka przykładów:

  • „Każdego dnia Hamas rozpowszechnia dezinformację. Zawyżają liczbę ofiar i wysuwają fałszywe oskarżenia, aby zniszczyć reputację Izraela” – powiedział Steny Hoyer, przedstawiciel stanu Maryland.
  • „Dane, które otrzymujemy od Hamasu, są znacznie zawyżone, a liczba faktycznie zabitych niewinnych cywilów stanowi zaledwie ułamek” – powiedział Alan Dershowitz, prawnik i profesor prawa promujący Izrael.
  • „Uznanie ramienia Hamasu zajmującego się zdrowiem publicznym jest jak uznanie ramion Al-Kaidy i ISIS zajmujących się zdrowiem publicznym lub ramion nazistowskich Niemiec i imperialnej Japonii zajmujących się zdrowiem publicznym” – powiedział Ritchie Torres, przedstawiciel stanu Nowy Jork.
  • Potępiając cytowanie danych Ministerstwa Zdrowia przez media, Anti-Defamation League stwierdziła, że ministerstwo kontrolowane przez Hamas „zniekształca informacje o ofiarach w Strefie Gazy”.

Fundacja na rzecz Obrony Demokracji, ledwo ukryty element rozległego lobby izraelskiego, skrytykowała administrację Bidena za to, że ostatecznie nadała pewną wagę raportom Ministerstwa Zdrowia w Strefie Gazy. „W wyniku zaufania do danych pochodzących od podmiotu kontrolowanego przez Hamas, administracja Bidena skupiła się bardziej na ograniczeniach, jakie może nałożyć na siły izraelskie, niż na tym, jak może pomóc w przyspieszeniu klęski Hamasu” – powiedział starszy pracownik naukowy David Adesnik.

Wysiłki mające na celu ukrycie liczby ofiar śmiertelnych podanej przez Ministerstwo Zdrowia w Strefie Gazy wykraczały daleko poza ostrą retorykę. W 2024 r. republikanie i demokraci w Izbie Reprezentantów Stanów Zjednoczonych, sprzyjający Izraelowi, przyjęli poprawkę, która uniemożliwiłaby Departamentowi Stanu powoływanie się na te dane. Chociaż nie stała się ona prawem, podobny środek zawarty w ustawie o obronności uchwalonej w tym samym roku sprawił, że Pentagon nie mógł już powoływać się na dane Ministerstwa Zdrowia dotyczące ofiar śmiertelnych jako „wiarygodne”. Wątpię, żeby po przyznaniu się IDF do tego, uchylenie tej poprawki było teraz możliwe.

Przez całą wojnę wiele stron trzecich – od nowych biur po Światową Organizację Zdrowia i naukowców z Johns Hopkins – uznawało dane Ministerstwa Zdrowia w Strefie Gazy za wiarygodne, opierając się na analizie szczegółowych raportów ministerstwa i jego dotychczasowej dokładności w odniesieniu do poprzednich kampanii wojskowych Izraela.

Zeszłego lata osoba z Pentagonu po cichu powiedziała, że pomimo publicznych oświadczeń rzeczników i wysokich urzędników, rząd USA też wierzy w raporty Ministerstwa Zdrowia. „Wraz ze Światową Organizacją Zdrowia i Organizacją Narodów Zjednoczonych, my (Departament Obrony, Departament Stanu i amerykańskie służby wywiadowcze) uważamy dane Ministerstwa Zdrowia w Strefie Gazy za ogólnie wiarygodne (choć nieprecyzyjne)” – napisał pułkownik armii Nathan McCormack w wymianie komentarzy na X, korzystając z półanonimowego, osobistego konta. W odpowiedzi z 2023 r. skierowanej do innego użytkownika serwisu X McCormack napisał: „Reakcje Izraela zawsze (zawsze – to nie jest przesada) w nieproporcjonalny sposób wymierzone są w palestyńskich cywilów”.

W czerwcu 2025 r., po opublikowaniu przez Jewish News Syndicate tych i innych postów ostro krytykujących Izrael, McCormack został zmuszony do odejścia ze stanowiska, na którym zajmował się sprawami Izraela i Lewantu, wspierając Połączone Sztaby Sił Zbrojnych.

Oprócz odrzucenia danych dotyczących liczby ofiar śmiertelnych podanych przez Ministerstwo Zdrowia w Strefie Gazy, Izrael zaprzeczył również wiarygodnym oskarżeniom, że żołnierze IDF często i celowo atakowali cywilów. Oprócz relacji Palestyńczyków, oskarżenia płynęły również od amerykańskich i europejskich lekarzy, którzy dobrowolnie udali się do Strefy Gazy i pracowali w zbombardowanych i pokrytych krwią szpitalach.

„Mam zdjęcia dwojga dzieci, które zostały postrzelone tak idealnie w klatkę piersiową, że nie mogłem dokładniej przyłożyć stetoskopu do ich serca – i bezpośrednio w bok głowy, tego samego dziecka” – powiedział dr Mark Perlmutter, żydowski chirurg ortopeda z Północnej Karoliny i wiceprezes Międzynarodowego Kolegium Chirurgów, w programie CBS Sunday Morning. „Żadne małe dziecko nie zostaje przypadkowo dwukrotnie postrzelone przez „najlepszego snajpera świata”. A to są strzały w samo centrum”.

Dwudziestu innych lekarzy odwiedzających Gazę potwierdziło charakterystykę postępowania IDF przedstawioną przez Perlmuttera. Jeden z nich, również Amerykanin, powiedział, że nie mógł uwierzyć w to, co widział na tomografii komputerowej – „że tak wiele dzieci mogło trafić do jednego szpitala z ranami postrzałowymi głowy”. Inne grupy lekarzy złożyły podobne zeznania innym mediom. Izrael stwierdził, że zarzuty dotyczące celowania żołnierzy IDF w cywilów są „całkowicie bezpodstawne i kategorycznie odrzucane”.

Izrael zaprzeczył również powszechnym doniesieniom – popartym nagraniami wideo – że żołnierze strzelali do cywilów gromadzących się w punktach dystrybucji pomocy humanitarnej utworzonych w maju ubiegłego roku, gdy w Strefie Gazy nasilił się problem niedożywienia, a na całym świecie narastało oburzenie. Do sierpnia ponad 1300 Palestyńczyków zginęło, próbując uzyskać pomoc. Premier Benjamin Netanjahu nazwał takie zarzuty antysemickim „oszczerstwem”. Jednak żołnierze i oficerowie powiedzieli Haaretz, że śmiercionośna broń palna była rutynowo używana do kontrolowania tłumów. Jeden z nich powiedział:

„To pole śmierci. W miejscu, w którym stacjonowałem, codziennie ginęło od jednej do pięciu osób. Traktuje się ich jak wrogą siłę – nie stosuje się środków kontroli tłumu, nie używa się gazu łzawiącego – tylko ostrzeliwuje się ich wszystkim, co tylko można sobie wyobrazić: ciężkimi karabinami maszynowymi, granatnikami, moździerzami. Następnie, gdy centrum zostaje otwarte, strzelanina ustaje i oni wiedzą, że mogą się zbliżyć. Naszą formą komunikacji jest ostrzał”.

Inni informatorzy twierdzili, że IDF rutynowo zabijało cywilów, zrzucając granaty ręczne z zmodyfikowanych dronów komercyjnych na każdego, kto wkroczył na tereny Gazy, które zostały uznane przez Izrael za tereny zamknięte – mimo że te zabronione tereny nie były oznaczone na ziemi. Kampania IDF charakteryzowała się również atakami na szpitale i karetki pogotowia, w tym incydentem, w którym żołnierze bez prowokacji ostrzelali palestyńskie pojazdy ratunkowe, a następnie zmiażdżyli je i zasypali buldożerami. Początkowe twierdzenie IDF, że pojazdy zachowywały się podejrzanie, zostało obalone przez nagranie wideo zarejestrowane przez jednego z mężczyzn zabitych przez izraelski ogień.

Do tego dochodzi nieustanne bombardowanie Izraela, które systematycznie sprawiło, że ogromne obszary Gazy stały się niezdatne do zamieszkania. Rząd izraelski potępił oskarżenia, że prowadzi kampanię czystek etnicznych, ale te zaprzeczenia są sprzeczne z wyraźnymi oświadczeniami wysokich rangą członków izraelskiego rządu.

„W ciągu kilku miesięcy…Strefy Gazy zostanie całkowicie zniszczona” – zapewnił izraelski minister finansów Bezalel Smotrich podczas konferencji osadników z Zachodniego Brzegu w maju ubiegłego roku. „Mieszkańcy Gazy zostaną skoncentrowani na południu. Będą całkowicie zrozpaczeni, zrozumieją, że nie ma nadziei i nie ma czego szukać w Gazie, i będą szukać możliwości przeniesienia się, aby rozpocząć nowe życie w innych miejscach”.

Po tym, jak Times of Israel i Haaretz poinformowały o potwierdzeniu przez wysokiego rangą przedstawiciela IDF liczby ofiar śmiertelnych w Gazie, rzecznik IDF próbował odwrócić uwagę, pisząc w mediach społecznościowych, że „opublikowane szczegóły nie odzwierciedlają oficjalnych danych IDF”. Nie zaprzeczając kategorycznie oświadczeniom przedstawiciela, wpis wydawał się odzwierciedlać irytację IDF, że przedstawiciel przedwcześnie ujawnił informacje bez pozwolenia. „Wszelkie publikacje lub raporty na ten temat będą publikowane za pośrednictwem oficjalnych i uporządkowanych kanałów” – podsumowano w poście.

Jeśli i kiedy IDF w końcu pozwoli zagranicznym dziennikarzom poruszać się po Gazie, prawdopodobnie zobaczymy jeszcze więcej potwierdzeń oskarżeń o zbrodnie wojenne. Jak napisał międzynarodowy prawnik Jonathan Meta w weekendowym artykule opiniotwórczym w Times of Israel: „Jeśli przez dwa lata liczba była odrzucana jako propaganda, a potem nagle potraktowana jako zbliżona do rzeczywistości, to co jeszcze zostało odrzucone nie dlatego, że było fałszywe, ale dlatego, że było niewygodne?”.




Jak katastrofalny kryzys w łańcuchu dostaw minerałów krytycznych dławi amerykańskie siły zbrojne

Stany Zjednoczone stoją na krawędzi nieodwracalnego upadku. To imperium w fazie rozkładu, dławione nie przez zagraniczną inwazję, ale przez własną wewnętrzną zgniliznę – katastrofalne zadłużenie, wydrążoną bazę przemysłową i fatalną zależność od swojego największego strategicznego rywala w zakresie materiałów, które napędzają jego potęgę militarną.

Nie jest to odległa przyszłość, ale teraźniejszość. Zrozumienie tej historycznej sytuacji i uznanie, że jesteśmy świadkami końcowej fazy jednej epoki i gwałtownego narodzin kolejnej, jest niezbędne do przetrwania zbliżającego się kryzysu. Iluzja amerykańskiej niepokonalności została zburzona i zastąpiona ponurą rzeczywistością supermocarstwa, które nie jest w stanie utrzymać własnej machiny wojennej. Ostatni rozdział nie jest pisany na polach bitew, ale w odległych kopalniach i rafineriach kontrolowanych przez Pekin.

Czym są pierwiastki ziem rzadkich i dlaczego są ważne?

U podstaw tej wrażliwości leżą pierwiastki ziem rzadkich (REE) – grupa 17 minerałów o właściwościach magnetycznych i przewodzących, które są siłą napędową nowoczesnej technologii i zaawansowanego uzbrojenia. Pierwiastki takie jak neodym i dysproz nie są „rzadkie” pod względem geograficznym, ale ich rafinacja jest niezwykle trudna i toksyczna dla środowiska.

Minerały te nie są opcjonalnymi dodatkami, ale mają fundamentalne znaczenie. Neodym jest niezbędny do produkcji silnych magnesów trwałych stosowanych w systemach naprowadzania precyzyjnych pocisków, silnikach elektrycznych zaawansowanych myśliwców, takich jak F-35, oraz siłownikach systemów robotycznych. Dysproz zapewnia, że magnesy te mogą funkcjonować w ekstremalnych warunkach cieplnych silnika odrzutowego lub lotu pocisku. [4] Bez nich przewaga technologiczna armii amerykańskiej znika. Są one „kryzysem elementarnym”, który decyduje o przyszłości światowej potęgi, dyktując, kto może wystawić armie robotów sterowanych sztuczną inteligencją, a kto nie.

Dziesięciolecia zależności: jak Chiny kontrolują dostawy

Stany Zjednoczone nie znalazły się w tej niebezpiecznej sytuacji przez przypadek. Przez dziesięciolecia, poprzez połączenie krótkowzrocznej polityki i offshoringu korporacyjnego napędzanego zyskiem, Ameryka pozwoliła Chinom ustanowić faktyczny monopol na światowy handel tymi krytycznymi lantanowcami. Obecnie Chiny kontrolują ponad 90% światowej produkcji metali ziem rzadkich i mają jeszcze większy udział w zdolnościach rafinacyjnych, które opanowały dzięki zaawansowanej technologii i gotowości do zaakceptowania poważnego zanieczyszczenia środowiska, jakie powoduje ten proces.

Kontrola ta nie jest bierna; jest to broń geopolityczna. Chiny wielokrotnie demonstrowały gotowość do wykorzystania dostaw jako broni, nakładając surowe kontrole eksportowe i wymogi licencyjne w celu zdławienia zagranicznych gałęzi przemysłu technologicznego i obronnego. [6] Działania te pogrążyły globalne łańcuchy dostaw w chaosie, bezpośrednio zagrażając dominacji wojskowej i technologicznej Stanów Zjednoczonych poprzez ograniczenie dostępu do elementów niezbędnych do wszystkiego, od pojazdów elektrycznych po zaawansowane systemy obronne. Zagrożenie jest tak poważne, że nawet Unia Europejska uznała je za „krytyczne” i poszukiwała partnerstw w trybie pilnym, aby zmniejszyć zależność.

20–25 lat za późno: luka infrastrukturalna

Uświadomienie sobie zagrożenia to jedno, a rozwiązanie go to coś zupełnie innego. Różnica między ambicjami a rzeczywistością mierzy się w dziesięcioleciach. Budowa krajowych mocy rafineryjnych od podstaw to ogromne przedsięwzięcie wymagające ogromnych nakładów kapitałowych, poruszania się po labiryncie przepisów dotyczących ochrony środowiska i pokonania silnego sprzeciwu opinii publicznej ze względu na dobrze udokumentowaną toksyczność procesu rafinacji.

Nawet jeśli prezydent Trump skorzysta z uprawnień nadzwyczajnych, aby przyspieszyć krajowe wydobycie i przetwarzanie, harmonogram jest zbyt ambitny. Wysiłki mające na celu wydobycie metali ziem rzadkich z alternatywnych źródeł, takich jak zidentyfikowane w amerykańskich popiołach węglowych zasoby warte miliardy dolarów, są obiecujące pod względem technologicznym, ale obecnie mają znikomą skalę i nie są w stanie zaspokoić pilnych, ogromnych potrzeb bazy wojskowo-przemysłowej. Jak zauważył komentator Andy Schectman, wiele ogłoszonych rozwiązań, takich jak budowa nowych centrów danych lub zakładów przetwórczych, jest przedstawianych jako natychmiastowe realia, ale nie będą one działać przez wiele lat. [12] Bolesną prawdą jest to, że Ameryka ma 20–25 lat opóźnienia w budowie bezpiecznego, krajowego łańcucha dostaw, którego tak bardzo potrzebuje.

Od blefu do upadku: zdolności bojowe USA

Ten krytyczny uścisk mineralny przekłada się bezpośrednio na katastrofalną słabość militarną. Wojsko amerykańskie, pomimo trylionów dolarów wydatków, jest papierowym tygrysem w trwałym, intensywnym konflikcie konwencjonalnym. Jego zdolność do walki mierzy się nie w latach, ale w tygodniach.

Wyczerpane zapasy broni, zwłaszcza amunicji precyzyjnej, która wymaga magnesów z metali ziem rzadkich, oraz całkowity brak możliwości zwiększenia produkcji oznaczają, że Pentagon może wyczerpać swój arsenał w ciągu kilku tygodni. [13] Jak ujął to analityk Peter Tchir, Stany Zjednoczone próbują zbudować gospodarkę „wojenną”, w której większość zaawansowanych technologicznie komponentów potrzebnych do zwalczania wroga pochodzi właśnie od tego wroga. [13] Niedobór ten powoduje przerażającą eskalację konfliktu: nie będąc w stanie wygrać wojny konwencjonalnej, zdesperowani przywódcy Stanów Zjednoczonych mogą uznać eskalację do broni taktycznej za jedyną opcję, co grozi katastrofalnym odwetem i ostatecznym końcem Ameryki jako supermocarstwa.

Radzenie sobie z nieuniknionym: gotowość w świecie po upadku imperium

Wynik kolejnego konfliktu między mocarstwami może być już przesądzony. Stany Zjednoczone faktycznie przegrały kolejną wojnę światową, zanim padł pierwszy strzał, pokonane przez nieodwracalne awarie łańcucha dostaw i dziesięciolecia strategicznej krótkowzroczności. Dlatego też należy przenieść punkt ciężkości z niemożliwego zadania ratowania imperium na niezbędne działania mające na celu zapewnienie odporności osobistej i społecznej w obliczu jego upadku.




Milczenie wojska ChRL ws. usunięcia czołowego generała wskazuje na niezadowolenie wewnątrz struktur – twierdzą analitycy

Eksperci twierdzą, że istnieją oznaki wskazujące, iż usunięcie Zhang Youxii może nie być ostateczne, a sytuacja nadal pozostaje niejasna.

Minęło już kilka dni, odkąd czołowy chiński generał został usunięty przez przywódcę Komunistycznej Partii Chin (KPCh) Xi Jinpinga, a chińskie wojsko milczy.

Analitycy twierdzą, że milczenie chińskich generałów i dowódców wskazuje na zamieszanie w najwyższych kręgach KPCh, w tym na obawy przed potencjalnym zamachem stanu.

Ministerstwo Obrony chińskiego reżimu ogłosiło nagle, że Zhang Youxia, wiceprzewodniczący Centralnej Komisji Wojskowej KPCh, oraz Liu Zhenli, członek Centralnej Komisji Wojskowej i szef Połączonego Departamentu Sztabowego, zostali 24 stycznia odwołani ze stanowisk i są obecnie objęci śledztwem.

Tego samego dnia „Dziennik ChALW”, oficjalny organ prasowy Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej, opublikował artykuł redakcyjny, w którym ostro skrytykował Zhanga i Liu za „poważne naruszenie i podważenie systemu odpowiedzialności podlegającego przewodniczącemu Centralnej Komisji Wojskowej oraz zagrożenie dla fundamentów rządów KPCh”.

Jednakże w przeciwieństwie do poprzednich incydentów ani różne departamenty Centralnej Komisji Wojskowej, ani główne dowództwa wojskowe nie wydały żadnych oficjalnych oświadczeń popierających czystkę przeprowadzoną przez Xi wobec dwóch najwyższych rangą generałów.

Co kontrastuje z sytuacją po usunięciu byłych przewodniczących Centralnej Komisji Wojskowej Xu Caihou w 2014 r. i Guo Boxionga w 2015 r. Wówczas już następnego dnia w całym wojsku wydano oświadczenia popierające decyzję Xi, uczyniły tak m.in. cztery departamenty generalne wojska, siedem regionów wojskowych oraz formacje takie jak marynarka wojenna, siły powietrzne i Drugi Korpus Artylerii.

Chen Pokong, starszy komentator ds. chińskich mieszkający w Stanach Zjednoczonych, powiedział gazecie „The Epoch Times”, że zarówno Zhang, jak i Liu cieszą się stosunkowo pozytywnym wizerunkiem w środowisku wojskowym i są uważani za doświadczonych generałów.

„Obaj brali udział w wojnie w Wietnamie, co czyni ich jedynymi generałami w KPCh mającymi rzeczywiste doświadczenie bojowe” – stwierdził.

Chen powiedział, że jego zdaniem niezadowolenie rozprzestrzeniło się już w szeregach wojska. „Byli podwładni Zhang Youxii mogą próbować ustalić miejsce pobytu swojego byłego dowódcy, a nawet podjąć próbę jego ratunku. Xi Jinping musi uważać na potencjalny zamach stanu przeprowadzony przez wojsko” – powiedział.

Jak dodał, w tych okolicznościach Xi podjął znaczne ryzyko, biorąc na cel Zhanga i Liu, obawiając się buntu w wojsku.

Komentator spraw bieżących Li Linyi powiedział „The Epoch Times”, że powodem milczenia po oficjalnym usunięciu Zhanga i Liu ze stanowisk mogła być również chęć Xi, aby szybko załagodzić incydent z Zhangiem i uniknąć negatywnej reakcji w wojsku.

Być może to nie koniec tej sprawy

Według ekspertów istnieją oznaki wskazujące na to, że usunięcie Zhanga w pełni się nie zakończyło, a walka o władzę w najwyższych kręgach KPCh trwa nadal.

Obecnie informacje o dotychczasowej działalności Zhang Youxii są nadal dostępne na stronie internetowej chińskiego Ministerstwa Obrony Narodowej, natomiast informacje o He Weidongu, innym wiceprzewodniczącym Centralnej Komisji Wojskowej, który został odwołany ze stanowiska w zeszłym roku, zostały całkowicie usunięte.

Oficjalna strona internetowa Centralnej Komisji Kontroli Dyscyplinarnej KPCh usunęła z nieznanych przyczyn opublikowane wcześniej ogłoszenie Ministerstwa Obrony Narodowej dotyczące odwołania Zhanga w dniu 24 stycznia.

Shen Ming-shih, pracownik naukowy Wydziału Badań nad Bezpieczeństwem Narodowym tajwańskiego Institute for National Defense and Security Research (pol. Instytut Badań nad Obronnością Narodową i Bezpieczeństwem), powiedział „The Epoch Times”, że milczenie oznacza, iż wiele jednostek wojskowych nadal obserwuje sytuację, ponieważ nie wiedzą, czy Zhang Youxia i Liu Zhengli zostali aresztowani, gdzie są przetrzymywani ani czy nadal przeciwstawiają się aresztowaniu. Ponieważ sytuacja jest wciąż niejasna, nie wydali oni jeszcze żadnego oświadczenia ani nie zajęli stanowiska.

Znany zagraniczny działacz na rzecz demokracji Tang Baiqiao napisał 25 stycznia na stronie X.com: „Właśnie otrzymałem informacje z pierwszej ręki, że sprawa Zhang Youxii nie została jeszcze rozstrzygnięta. Obie strony debatują nad legalnością aresztowania. Rodzina Zhanga i niektórzy z jego podwładnych publicznie wyrazili niezadowolenie i zażądali zadośćuczynienia. Władze wstrzymały dalsze działania [przeciwko Zhangowi]. Po raz pierwszy zakwestionowano absolutną władzę Xi. Prawdopodobieństwo eskalacji konfliktu rośnie”.

Źródło




W Chinach rodzice zabierają dzieci ze szkół w związku z szerzącymi się w internecie obawami dotyczącymi grabieży organów

Zarzuty pojawiające się w internecie oraz oficjalne kampanie promujące dawstwo organów [wśród nieletnich] wywołują panikę w Chinach, gdzie rodzice zabierają dzieci ze szkół, powołując się na obawy dotyczące bezpieczeństwa.

Rodzice w wielu regionach Chin zabierają swoje dzieci ze szkół po pojawieniu się w internecie licznych zarzutów dotyczących nielegalnego pobierania organów od nieletnich, co wywołało falę obaw o bezpieczeństwo dzieci pod rządami Komunistycznej Partii Chin.

Chińskie platformy społecznościowe, w tym WeChat, Douyin i RedNote, zostały zalane postami rodziców, którzy twierdzą, że przestali posyłać swoje dzieci do szkoły z obawy o ich życie. Internauci nazwali to zjawisko „zawieszeniem nauki, aby pozostać przy życiu”.

W ostatnich latach krążyły szeroko w internecie doniesienia o zaginionych w Chinach młodych ludziach, czemu często towarzyszyły pogłoski o brakujących organach w oddawanych ciałach. Pomimo rozbudowanego systemu monitoringu w Chinach wielu z tych młodych ludzi rzekomo zniknęło bez żadnego wyjaśnienia ani relacji na temat tego, co wydarzyło się, zanim zwrócono ich ciała.

Posty internetowe omawiające takie przypadki są często cenzurowane, co dodatkowo podsyca podejrzenia i strach wśród rodziców.

W Chinach, które są światowym centrum transplantacji organów, rządzący reżim komunistyczny opublikował ustandaryzowane wytyczne dotyczące opłat za przeszczepy organów. Posunięcie to spotkało się z krytyką obrońców praw człowieka, którzy twierdzą, że grozi to zachęcaniem do nadużyć wobec grup szczególnie wrażliwych, w tym nieletnich i więźniów sumienia.

Rodzice zabierają dzieci ze szkół

22 stycznia użytkownik Douyin o pseudonimie „Zhugege” powiedział w filmie, że zabiera swoją 14-letnią córkę ze szkoły pomimo silnej presji chińskiego społeczeństwa, aby osiągać doskonałe wyniki w konkurencyjnym systemie edukacji.

„To, czy odniesie sukces w nauce, nie ma już znaczenia” – powiedział użytkownik. „Wystarczy, że dorasta bezpiecznie, zdrowo i szczęśliwie”.

Film szybko zebrał setki komentarzy. Jedna z osób napisała, że jej 16-letni syn pozostaje w domu „tak długo, jak długo jest bezpieczny i zdrowy”. Inna osoba stwierdziła, że jej 15-letnie dziecko porzuciło szkołę, aby podjąć pracę i dodała: „Dopóki żyje, nic innego nie ma znaczenia”. Wiele z tych komentarzy otrzymało dużą liczbę polubień.

Zhang, prawnik z chińskiej prowincji Hubei, który ze względu na swoje bezpieczeństwo podał jedynie nazwisko, powiedział gazecie „The Epoch Times”, że reakcja ta odzwierciedla raczej ogólny spadek zaufania społecznego, nie jest zaś odpowiedzią na pojedyncze zdarzenie.

„W systemie, w którym informacje są nieprzejrzyste, a władza nie podlega skutecznej kontroli, społeczeństwo nie ma możliwości zweryfikowania prawdy ani pociągnięcia winnych do odpowiedzialności” – powiedział. „Istnieje ogromna przepaść między oficjalnymi narracjami a tym, co ludzie odczuwają”.

Jak powiedział Zhang, rodzice coraz częściej oceniają ryzyko na podstawie fragmentarycznych informacji z mediów społecznościowych, przytaczając krążące w sieci doniesienia o uczniach, którzy rzekomo zmarli w szkole, zaginęli lub zmarli wkrótce po przyjęciu do szpitala.

„Kiedy rodzice czują, że nie mogą być nawet pewni, czy ich dziecko będzie bezpieczne w szkole, zabranie go staje się formą samoobrony” – powiedział.

Szkolne badania lekarskie

Obawy dotyczą również obowiązkowych badań lekarskich w szkołach. W Chinach rodzice kwestionują w mediach społecznościowych rutynowe badania lekarskie obejmujące pobieranie krwi. Wielu z nich zwraca uwagę, że takie procedury nie były wymagane, gdy sami byli uczniami.

Strach jeszcze bardziej się nasilił, gdy chińscy internauci zwrócili uwagę, że badania krwi mogą być wykorzystywane do dopasowywania narządów. Wielu ostrzegało rodziców, aby „natychmiast zabrali dzieci do domu, aby ocalić im życie”.

Niepokój rodziców podsyciły również ostatnie oficjalne działania promocyjne związane z dawstwem organów. 20 stycznia na koncie WeChat „China Organ Donation” opublikowano film przedstawiający 18-latka, który po śmierci oddał swoje organy, zawierający ujęcia personelu medycznego składającego hołd zmarłemu oraz zdjęcia tortu urodzinowego i certyfikatu dawcy. Promocja „dobrowolnego dawstwa organów” wywołała szeroką dyskusję w internecie.

Osobno pojawiły się zrzuty ekranu z wydarzeń szkolnych, na których uczniowie trzymają plakaty z napisami takimi jak „oddawanie narządów” i „poświęcenie życia”. Wang, rodzic z Wuhan, który ze względu na swoje bezpieczeństwo podał tylko nazwisko, powiedział chińskojęzycznej edycji „The Epoch Times”, że wraz z żoną zdecydowali się przejść na nauczanie domowe z obawy, że ich dziecko może zostać zmuszone do podpisania dokumentów dotyczących dawstwa narządów bez pełnego zrozumienia, co to oznacza.

Władze chińskie nie odniosły się publicznie do paniki w sieci ani nie odniosły się do konkretnych zarzutów krążących w mediach społecznościowych.

Źródło