Analiza amerykańskiej operacji informacyjnej w Iranie

W ramach amerykańskiej kampanii mającej na celu doprowadzenie do zmiany reżimu w Iranie, armia USA i społeczność wywiadowcza wykorzystują tzw. Operacyjne Przygotowanie Środowiska (Operational Preparation of the Environment – OPE). Według wspólnych publikacji wojskowych (np. JP 3-05 Operacje Specjalne), OPE to działania niebędące wywiadem, prowadzone przed lub w ramach przygotowań do potencjalnych operacji militarnych, mające na celu stworzenie warunków dla osiągnięcia sukcesu. Obejmuje to kształtowanie środowiska operacyjnego poprzez wywiad, nadzór, rozpoznanie, operacje informacyjne, sprawy cywilne, operacje psychologiczne i inne działania przygotowawcze – często na obszarach niedostępnych lub wrażliwych politycznie.

Uważam, że jednym z głównych wysiłków w ramach OPE jest przekonanie amerykańskiej opinii publicznej, że zdecydowana większość Irańczyków nienawidzi Republiki Islamskiej i pragnie jej obalenia. Moim zdaniem kluczowym graczem w tym OPE jest ośrodek badania opinii publicznej znany jako GAMAAN. GAMAAN (Group for Analyzing and Measuring Attitudes in Iran) współpracuje z Psiphon VPN, narzędziem powszechnie używanym w całym Iranie. Wyniki GAMAAN konsekwentnie malują obraz masowego sprzeciwu wobec irańskiego reżimu:

  • Według sondaży GAMAAN przeprowadzonych przed 2025 rokiem, znaczna większość Irańczyków – około 70% – sprzeciwia się kontynuacji Republiki Islamskiej. Najwyższy poziom sprzeciwu, 81%, odnotowano podczas powstania „Kobieta, Życie, Wolność” pod koniec 2022 roku. Wsparcie dla „zasad rewolucji islamskiej i Najwyższego Przywódcy” spadło z 18% w 2022 r. do 11% w 2024 r.
  • Tylko około 20% Irańczyków popiera kontynuację Republiki Islamskiej. Zapytani o preferowane alternatywy, około 26% opowiada się za świecką republiką, a około 21% popiera monarchię.

Źródła finansowania: GAMAAN i Psiphon

Jakie są jednak źródła finansowania GAMAAN i Psiphon VPN? GAMAAN opisuje się jako niezależna fundacja badawcza non-profit zarejestrowana w Holandii, założona przez naukowców z holenderskich uniwersytetów (Tilburg i Utrecht). Korzysta ona z innowacyjnych metod online (anonimowe próbkowanie za pośrednictwem sieci VPN, takich jak Psiphon), aby pokonać autocenzurę w kontekstach autorytarnych.

Założycielem i dyrektorem GAMAAN jest dr Ammar Maleki, profesor nauk politycznych na Uniwersytecie w Tilburgu. Maleki nie ukrywa swoich poglądów politycznych – jego profil uniwersytecki wyraźnie stwierdza, że jest on „działaczem prodemokratycznym i analitykiem politycznym polityki irańskiej”, który stara się „wywierać wpływ na debaty polityczne dotyczące demokratyzacji Iranu”.

Tu obraz staje się bardziej kontrowersyjny. GAMAAN polega na finansowanym przez rząd USA dostawcy VPN – Psiphon; współpracuje z finansowanym przez USAID Instytutem Tony’ego Blaira; oraz otrzymuje fundusze od historyk Ladan Boroumand, współzałożycielki Centrum Praw Człowieka im. Abdorrahmana Boroumanda, które z kolei jest wspierane przez finansowany przez rząd USA National Endowment for Democracy (NED).

Psiphon Inc. to kanadyjska korporacja, która od 2008 roku otrzymuje granty od Departamentu Stanu USA w ramach programu Internet Freedom. Ostatnio, w kwietniu 2024 roku, Open Technology Fund (OTF) ogłosił zwiększenie długoterminowego finansowania dla Psiphon, z kwotami sięgającymi 18,54 mln USD na rok 2024 i 5,87 mln USD na rok 2025. OTF jest administrowany przez US Agency for Global Media (USAGM), niezależną agencję federalną rządu USA.

Alternatywne dane: Maryland University

Istnieje alternatywna baza danych sondażowych, która maluje radykalnie inny obraz nastrojów w Iranie. Centrum Studiów Międzynarodowych i Bezpieczeństwa w Maryland (CISSM) przeprowadziło serię badań metodą telefoniczną, które pokazują bardziej umiarkowane wyniki. Ich ustalenia z lat 2023-2024 wskazują, że około 75% respondentów spodziewa się, że konstytucja i system polityczny Iranu pozostaną w przybliżeniu takie same za dziesięć lat, a tylko 17% zgadza się z postulatami protestujących o zastąpienie Republiki Islamskiej.

Z sondaży z 2024 roku wynikało, że prezydent Pezeshkian był postrzegany pozytywnie przez 66% ankietowanych na początku swojej kadencji, a 70% wyraziło przekonanie, że będzie on uczciwym i godnym zaufania prezydentem.

Skutki wydarzeń z 2025 i 2026 roku

Od czasu niespodziewanego ataku Izraela z 13 czerwca 2025 r. nie przeprowadzono nowych sondaży, jednak reakcja w Iranie była podobna do tej w USA po 11 września – nastąpił wzrost jedności narodowej.

Nieudana „kolorowa rewolucja” zainicjowana 28 grudnia 2025 r. przez USA i Izrael tylko wzmocniła poparcie dla Republiki Islamskiej. Ważnym wydarzeniem było podpisanie pod koniec stycznia Trójstronnego Porozumienia o Bezpieczeństwie z Rosją i Chinami. Kraje te zapewniają obecnie więcej zasobów i wsparcia w celu stabilizacji irańskiego rządu.

Groźby Donalda Trumpa dotyczące ataku na Iran przynoszą odwrotny skutek wśród większości populacji. Atak z czerwca 2025 r., połączony z zagranicznymi prowokacjami pod koniec 2025 r., obudził nowe poczucie nacjonalizmu wśród irańskiej opinii publicznej.

Wiara Zachodu w to, że Iran jest obecnie bardziej podatny na upadek niż kiedykolwiek w ciągu ostatnich 46 lat, jest tworem finansowanej przez USA kampanii propagandowej. Opiera się ona na ideologicznie uprzedzonym ośrodku badawczym, który produkuje wyniki mające przekonać Amerykanów, że Iran „tęskni za wolnością” i wystarczy jedynie zlikwidować tamtejsze przywództwo.




Gigantyczne zapasy ropy w Chinach sygnałem przygotowań do wojny o Tajwan

Chiny po cichu gromadzą wojenny fundusz ropy naftowej – wystarczający do zasilania gospodarki i wojska przez miesiące bez ani jednego importowanego transportu. Nowe dane ujawniają, że Pekin zgromadził szacunkowo od 1,1 do 1,2 miliarda baryłek, a analitycy ostrzegają, że nie chodzi tu tylko o bezpieczeństwo energetyczne; chodzi o przygotowania do wojny. Pytanie nie brzmi, czy Chiny szykują się do konfliktu, lecz kiedy uderzą.

Od lat Chiny gromadzą surowce na niespotykaną dotąd skalę: 80% światowych zasobów miedzi, 70% kukurydzy, 51% pszenicy, a teraz – w ciągu zaledwie ostatnich dwóch lat – ponad 400 milionów baryłek ropy. Jednak ropa to co innego. W przeciwieństwie do żywności czy metali, ropa jest krwią współczesnej wojny, napędzającą czołgi, odrzutowce i floty marynarki wojennej. Chiny, które importują ponad 70% swojej ropy drogą morską przez szlaki patrolowane przez marynarkę wojenną USA, wiedzą, że ich linie zaopatrzeniowe są narażone. Jeśli wybuchnie wojna o Tajwan, trasy te mogą zostać odcięte w ciągu kilku dni. Rozwiązanie Pekinu? Trzymiesięczny bufor, który wystarczy, by utrzymać gospodarkę i wojsko w ruchu nawet w obliczu amerykańskiej blokady.

Ukryty arsenał: Dlaczego chińskie rezerwy ropy oznaczają niebezpieczeństwo

Chiny nie tylko gromadzą ropę; one ją ukrywają. Rząd traktuje poziomy zapasów jako tajemnicę państwową, odmawiając ujawnienia, ile i gdzie jest przechowywane. Zdjęcia satelitarne i dane handlowe sugerują, że Pekin uzupełnia rezerwy w zawrotnym tempie, dodając po 400 milionów baryłek zarówno w 2024, jak i 2025 roku. To nie jest zwykły fundusz na czarną godzinę; to rezerwa wojenna.

Historycznie narody gromadziły ropę przed wielkimi konfliktami. Przed II wojną światową Wielka Brytania i USA budowały rezerwy strategiczne, by ich armie nie zostały bez paliwa. Chiny robią to samo, ale na niespotykaną dotąd skalę. Analitycy zeznający przed Komisją Przeglądu Gospodarczego i Bezpieczeństwa USA-Chiny ostrzegli, że ta kumulacja jest „strategicznym wskaźnikiem ostrzegawczym”, świadczącym o tym, że Pekin przygotowuje się do konfrontacji z USA o Tajwan.

Najnowszy raport Pentagonu potwierdza najgorsze: chińskie wojsko jest na dobrej drodze, by być gotowym do inwazji na Tajwan na pełną skalę do 2027 roku. Prezydent Xi Jinping publicznie poprzysiągł „zjednoczenie” wyspy, w razie potrzeby siłą. Dzięki pociskom hipersonicznym, jednostkom wojny cybernetycznej i gwałtownie rozbudowującej się marynarce wojennej, Chiny nie są już tylko zagrożeniem regionalnym; są zagrożeniem globalnym. Ich rezerwy ropy gwarantują, że nawet pod wpływem sankcji lub blokady ich machina wojenna się nie zatrzyma.

Odliczanie do Tajwanu: Dlaczego rok 2027 jest czerwoną linią

Pentagon od dawna ostrzega, że rok 2027 jest docelową datą chińskiej inwazji na Tajwan. To wtedy Pekin spodziewa się, że jego armia będzie wystarczająco silna, by przytłoczyć amerykańską obronę na Pacyfiku. Ale ropa jest brakującym elementem układanki. Bez bezpiecznych dostaw paliwa chińskie okręty wojenne, myśliwce i dywizje pancerne stanęłyby w miejscu w ciągu kilku tygodni. Gromadząc zapasy odpowiadające trzymiesięcznemu importowi, Pekin zapewnia sobie zdolność do prowadzenia – i wygrania – długotrwałego konfliktu.

Stawka jest wysoka. Tajwan to nie tylko spór terytorialny; to światowa stolica półprzewodników, wytwarzająca ponad 60% globalnej produkcji czipów i około 90% najbardziej zaawansowanych układów scalonych na świecie. Jeśli Chiny przejmą wyspę, z dnia na dzień zmienią kształt globalnej gospodarki. Biorąc pod uwagę, że chińska armia jest obecnie zdolna do uderzeń w zasięgu od 1500 do 2000 mil morskich od swoich brzegów, amerykańskie bazy na Guam, w Japonii i na Filipinach znajdują się w strefie rażenia.

USA kończy się czas

Reakcja Ameryki? Sankcje, pobrzękiwanie szablą i nadzieja. USA próbowały ograniczyć Chinom dostęp do zaawansowanych czipów poprzez kontrole eksportu, ale wysiłki te były niespójne – administracja Trumpa zarówno zaostrzała, jak i łagodziła ograniczenia – podczas gdy Chiny częściowo zniwelowały ich skutki dzięki krajowym innowacjom i przemytowi, choć wciąż pozostają w tyle w produkcji najbardziej zaawansowanych układów.

Tymczasem marynarka wojenna USA, niegdyś niekwestionowana władczyni mórz, z trudem dotrzymuje kroku. Zdolności stoczniowe Chin są 200 razy większe niż amerykańskie, a ich flota jest obecnie największa na świecie. Jeśli wybuchnie wojna, USA mogą nie być w stanie ochronić linii zaopatrzeniowych Tajwanu… ani własnych.

Jeśli Pekin odetnie eksport metali ziem rzadkich, doprowadzi do krachu dolara lub wykorzysta rezerwy ropy jako broń, USA mogą stanąć w obliczu hiperinflacji, niedoborów paliwa i załamania giełdy, a wszystko to podczas prowadzenia wojny, której mogą nie wygrać. Zapasy ropy, ćwiczenia wojskowe, cyberataki na infrastrukturę USA… wszystko to prowadzi do jednego wniosku: Pekin wierzy, że może zwyciężyć.




Zegar wojenny tyka, a ceny ropy gwałtownie rosną: Administracja Trumpa gotowa dołączyć do Izraela w katastrofalnym ataku na Iran

Stany Zjednoczone stoją na krawędzi zainicjowania niszczycielskiej, nieautoryzowanej wojny na Bliskim Wschodzie, napędzanej przez wykreowany kryzys i ukrytej przed opinią publiczną. Według nowego raportu portalu Axios, administracja Trumpa aktywnie przygotowuje się do masowej, wspólnej kampanii wojskowej z Izraelem przeciwko Iranowi, przy czym operacje mogą rozpocząć się w najbliższym czasie. Dążenie do konfliktu następuje pomimo ocen społeczności wywiadowczej, która nie znalazła dowodów na to, że Iran buduje broń jądrową, co obnaża niebezpieczny program uzasadniania agresji poprzez strach. Podczas gdy druga amerykańska grupa lotniskowców zmierza w stronę regionu, a Kongres jest rozproszony, naród amerykański prowadzony jest po omacku ku konfliktowi, który może przyćmić ugrzęźnięcie w Iraku i Afganistanie.

Wykreowany kryzys na potrzeby nielegalnej wojny

Powiedzmy to jasno: oficjalny pretekst do tego pośpiesznego parcia ku wojnie – zapobieżenie uzyskaniu broni jądrowej przez Iran – jest oszustwem. Agencje wywiadowcze, czyli te same podmioty, których zadaniem jest znajomość faktów, wielokrotnie stwierdzały, że nie ma dowodów na to, by Teheran dążył do zdobycia bomby. Tu nie chodzi o bezpieczeństwo; chodzi o stworzenie urojonego zagrożenia, aby uprawomocnić zaplanowany wcześniej atak. Administracja Bidena odblokowała wcześniej miliardy zamrożonych aktywów dla irańskiego reżimu, wzmacniając jego możliwości, a teraz establishment polityczny stara się posprzątać własny bałagan kosztem amerykańskiej krwi i pieniędzy. To ten sam scenariusz stosowany od dziesięcioleci: sfinansuj i stwórz problem, a następnie przedstaw się jako jedyne rozwiązanie, żądając niekończącej się wojny i zrzeczenia się swobód obywatelskich.

Teraz, gdy uwaga opinii publicznej jest zmanipulowana i podzielona, architekci wojny działają w cieniu. Raport Axios przerażająco zauważa, że „podczas gdy uwaga Kongresu i opinii publicznej jest zajęta czymś innym, debata publiczna na temat tego, co mogłoby być najważniejszą amerykańską interwencją wojskową na Bliskim Wschodzie od co najmniej dekady, niemal nie istnieje”. Gdzie jest wypowiedzenie wojny? Konstytucja nie jest sugestią. Przystąpienie urzędującego prezydenta do konfliktu na taką skalę bez zgody Kongresu jest czynem kwalifikującym się do impeachmentu – rażącym zawłaszczeniem władzy, które drwi z republiki. Boją się debaty, ponieważ prawda nie przetrwa w świetle dziennym.

Teatr dyplomatyczny w obliczu gotowości rakiet

Podczas gdy Pentagon przygotowuje się do bitwy, odgrywana jest cienka fasada dyplomacji. Odbyły się pośrednie rozmowy w Omanie i Genewie, a mediatorzy twierdzą, że nastąpił „dobry postęp”. Iran poprosił o zaledwie dwa tygodnie na opracowanie szczegółowej propozycji. Jednak prawdopodobnie jest to desperacka próba kupienia czasu w obliczu nadchodzącego ataku z zaskoczenia. Pytanie, które powinien zadać sobie każdy Amerykanin, brzmi: po co ten gorączkowy pośpiech do wojny, skoro dyplomacja działa?

Odpowiedź leży w politycznej potrzebie kryzysu. Prezydent borykający się z politycznymi trudnościami historycznie szuka momentu „machania psem” (wag the dog) – zagranicznego konfliktu, aby zmobilizować poparcie i odwrócić uwagę od krajowych niepowodzeń. Wysłanie drugiej grupy lotniskowców do regionu nie jest ruchem na rzecz pokoju; to prowokacja. Globalny rynek ropy, ten wielki barometr geopolitycznego strachu, zareagował natychmiast, a ceny skoczyły po raporcie Axios. „Głębokie państwo” (deep state) i jego korporacyjni partnerzy w kompleksie militarno-przemysłowym ślinią się na perspektywę kolejnego niekończącego się konfliktu, kolejnej rzeki dolarów z podatków i kolejnego kroku w stronę totalnej kontroli.

Amerykański żołnierz po raz kolejny ma zostać użyty jako przynęta, stacjonując w strefie zagrożenia, aby uzasadnić ataki odwetowe, które planiści wojenni mają już na swoich deskach kreślarskich. Musimy postrzegać tę eskalację taką, jaką jest: kryminalny spisek mający na celu rozpoczęcie nielegalnej wojny, sprzedany opinii publicznej za pomocą splotu kłamstw. Koszt zostanie zmierzony w tysiącach istnień ludzkich, zrujnowanej gospodarce światowej i ostatecznej erozji tego, co pozostało z naszych konstytucyjnych rządów.




Akta Epsteina demaskują globalistyczny scenariusz: Od transgenderyzmu po Cyfrową Tożsamość

Przez lata osoby określane mianem „teoretyków spiskowych” za mówienie o klasie rządzącej operującej ponad rządami, były wyśmiewane, cenzurowane i karane finansowo. Długo odkładane, częściowe upublicznienie przez Departament Sprawiedliwości dokumentów związanych z siatką Jeffreya Epsteina przyniosło im wstrząsające potwierdzenie racji. Akta te potwierdzają istnienie potężnej, ponad-rządowej kabały, której perwersyjne gusta i przestępcze przedsięwzięcia są zaledwie jednym z aspektów szerszego planu globalnej kontroli.

Niezależni dziennikarze, tacy jak ja i Maria Zeee, którzy od dawna informowali o tych powiązanych sieciach władzy, mierzyli się z deplatformingiem i zamykaniem kont finansowych za głoszenie tej prawdy. Akta Epsteina to nie tylko odrażająca lista przestępstw; to klucz do rozszyfrowania globalistycznego scenariusza. Scenariusz ten, mozolnie składany w całość przez media niezależne, nakreśla skoordynowany plan obejmujący wykreowane pandemie, przymusowe kampanie szczepień i radykalną inżynierię społeczną – wszystko to zbieżne z dystopijnymi celami Agendy 2030.

Ujawnione dowody ilustrują, że osoby zamieszane w sprawę nie są przypadkowymi celebrytami, lecz kluczowymi węzłami w systemie, który finansuje i promuje destrukcyjne ideologie, takie jak transgenderyzm i transhumanizm, używając ich jako narzędzi do demontażu naturalnej ludzkiej tożsamości i spójności społecznej w ramach przygotowań do stworzenia w pełni cyfrowego, kontrolowanego społeczeństwa.

Kluczowe objawienie: Rządy jako figuranci

Najgłębszym wnioskiem płynącym z dokumentów Epsteina nie są poszczególne akty deprawacji, jakkolwiek przerażające, ale niepodważalny dowód na istnienie „Klasy Epsteina” – ponad-rządowej sieci, która kieruje wydarzeniami na świecie.

Klasa ta operuje bezkarnie, traktując narody i ich obywateli jak aktywa, którymi należy zarządzać i które należy eksploatować. Akta dostarczają mapy tego, jak elitarne sieci służą jako kanały finansowania i promowania kluczowych globalistycznych projektów. Projekty te, w tym agresywna normalizacja transgenderyzmu i dążenie do transhumanizmu – połączenia ludzkiej biologii ze sztuczną inteligencją i maszynami – nie są oddolnymi ruchami społecznymi. Są one finansowane, reżyserowane i wykorzystywane jako broń do erozji naturalnych granic biologicznych i struktur rodzinnych, tworząc populację bardziej podatną na cyfrową integrację.

Analiza historyczna ujawnia, że wielkie kryzysy jawią się jako wyreżyserowane rozdziały długoterminowego planu. Tragiczne wydarzenia z 11 września 2001 roku oraz globalnie skoordynowana odpowiedź na COVID-19, z jej lockdownami i zastrzykami będącymi bronią biologiczną, wpisują się w schemat taktyki doktryny szoku. Wydarzenia te służą centralizacji władzy, demontażowi swobód obywatelskich i transferowi bogactwa na monumentalną skalę, co Catherine Austin Fitts opisała jako „jeden z największych transferów bogactwa w historii”.

Siatka Epsteina, z jej powiązaniami z agencjami wywiadowczymi, operacjami szantażu i globalnymi finansami, pełni rolę zarówno mechanizmu egzekwowania, jak i symbolu tej nieodpowiedzialnej struktury władzy.

Potwierdzenie bez sprawiedliwości: System bezkarności

Mimo góry dowodów wymieniających prominentne postacie ze świata polityki, mediów i nauki, opinia publiczna jest świadkiem całkowitej klęski wymiaru sprawiedliwości. Nie doszło do żadnych znaczących aresztowań ani poważnych śledztw wymierzonych w wysokich rangą patronów i uczestników siatki Epsteina. Ta rażąca bezczynność ujawnia istnienie dwuszczeblowego systemu sprawiedliwości: jednego dla kontrolowanej opozycji i ogółu społeczeństwa, oraz drugiego dla chronionej „Klasy Epsteina”.

Podczas gdy głosiciele prawdy, jak Maria Zeee, mierzyli się z zamykaniem kont bankowych pod pretekstem „bezpieczeństwa narodowego” za swoje reportaże, osoby wymienione w aktach kontynuują swoje kariery bez przeszkód. Narracja o „zamkniętej sprawie” forsowana przez skorumpowane media jest celowym tuszowaniem prawdy w celu ochrony sieci promujących destrukcyjne programy. Obejmuje to promowanie okaleczania dzieci pod maską „opieki afirmującej płeć” – projektu bliskiego eugenice, finansowanego i normalizowanego przez te same kręgi elity.

Brak ścigania winnych nie jest błędem systemu; jest jego cechą definiującą. Potwierdza to, że instytucje mające zapewniać mechanizmy kontroli – sądy, media, establishment polityczny – są całkowicie przejęte. Ten sabaż jest bezpośrednim wynikiem „oporu głębokiego państwa wobec przejrzystości i odpowiedzialności”.

Zdrada: Złowieszczy zwrot administracji Trumpa

Głęboka zdrada dotyka tych, którzy pokładali nadzieje w politycznych wybawicielach. Administracja Trumpa, która doszła do zwycięstwa na obietnicach „Ameryka Pierwsza”, osuszenia bagna i ochrony wolności słowa, wykonała zwrot w stronę aktywnego wspierania tych samych globalistycznych programów powiązanych z Epsteinem, którym niegdyś retorycznie się sprzeciwiała.

Kampanijne obietnice polityki antywojennej wyparowały, zastąpione eskalacjami ryzykującymi bezpośredni konflikt z mocarstwami nuklearnymi. Tymczasem administracja promuje kluczowe filary sieci kontroli: transhumanizm i uzbrojenie sztucznej inteligencji. Inicjatywy takie jak „Stargate Project”, który konsoliduje rozwój SI w rękach kilku niewiarygodnych korporacji, takich jak Oracle i OpenAI, obnażają to przymierze. Dążenie do scentralizowanej dominacji SI stoi w sprzeczności z zasadami decentralizacji i rozwoju otwartego oprogramowania (open-source), które są kluczowe dla ludzkiej wolności.

Co więcej, agresywne dążenie administracji do wprowadzenia globalnych stablecoinów powiązanych z dolarem, w partnerstwie z podmiotami takimi jak BlackRock, nie służy innowacji finansowej dla ludzi; jest to strategia mająca na celu „rozszerzenie dominacji dolara” i stworzenie tylnymi drzwiami systemu Cyfrowej Waluty Banku Centralnego (CBDC). Ta inżynieria finansowa, prowadzona pod pozorem zachowania siły USA, buduje infrastrukturę dla całkowitej cyfrowej kontroli, zdradzając obietnicę suwerenności ekonomicznej narodu amerykańskiego.

Finał: Cyfrowa Tożsamość i finansowe niewolnictwo

Ostatecznym celem tego globalistycznego scenariusza jest więzienie zbudowane nie z krat, lecz z bajtów. Systemy Cyfrowej Tożsamości, reklamowane jako wygodne cyfrowe licencje, są w rzeczywistości architekturą dla całodobowej inwigilacji i kontroli powiązanej z zachowaniem. Jak ostrzegł informatyk Aman Jabbi, cyfrowa tożsamość będzie wymagana do odblokowania wszystkich aspektów życia – od dostępu do internetu i podróży, po żywność i usługi finansowe.

To nie jest teoria; to jasno określony cel, w którym narody takie jak Ukraina są wykorzystywane jako „laboratorium testowe dla narzędzi globalistycznego przejęcia”, w tym cyfrowej tożsamości i systemu kredytu społecznego, finansowanych przez amerykańskich podatników. Prawdziwe niebezpieczeństwo rośnie wykładniczo, gdy Cyfrowa Tożsamość zostaje nierozerwalnie powiązana z Cyfrowymi Walutami Banku Centralnego. Ta fuzja tworzy ekosystem doskonałej finansowej tyranii. Zgodność z arbitralnymi nakazami – od przyjęcia najnowszego zastrzyku broni biologicznej po przestrzeganie zatwierdzonych kodów językowych – może być nagradzana cyfrowymi kredytami.

I odwrotnie, „myślozbrodnia” lub brak posłuszeństwa mogą być natychmiast karane blokadami transakcji, mrożeniem kont lub zaprogramowaną erozją oszczędności poprzez ujemne stopy procentowe. Niedawne działania rządu, takie jak wzywanie do wydania danych osobowych krytyków i „odbankowanie” dysydentów, takich jak dr Joseph Mercola, dają przedsmak tego, jak ten system zostanie wykorzystany do miażdżenia sprzeciwu. To ostateczny mechanizm egzekwowania globalistycznego scenariusza, redukujący istoty ludzkie do programowalnych węzłów w cyfrowym roju.

Od rozpaczy do zdecentralizowanej samoobrony

Akta Epsteina potwierdzają najtrudniejszą prawdę: nadzieja w jakimkolwiek politycznym wybawcy lub przejętej instytucji jest drogą do rozpaczy. Sam system, od departamentów sprawiedliwości po centra finansowe, jest skorumpowany. „Klasa Epsteina” operuje wewnątrz niego i ponad nim. Dlatego jedyną realną drogą do zachowania wolności jest całkowite ominięcie tych scentralizowanych systemów.




Biały Dom uderza w gigantów technologicznych, by chronić konsumentów przed kosztami energii dla AI

Podczas gdy boom na sztuczną inteligencję wywołuje bezprecedensową ekspansję energochłonnych centrów danych w całych Stanach Zjednoczonych, administracja Trumpa formułuje odpowiedź na krytyczne pytanie: Kto powinien płacić za to, by światło nie zgasło? W obliczu rosnących cen energii elektrycznej i regionalnych sieci uginających się pod nowym popytem, urzędnicy Białego Domu forsują ramy polityczne mające na celu zapewnienie, że to firmy technologiczne napędzające ten wzrost – a nie amerykańskie gospodarstwa domowe – wezmą na siebie pełny ciężar finansowy kosztów mediów i odporności swojej infrastruktury.

Polityka „internalizacji” kosztów

Człowiek administracji odpowiedzialny za tę kwestię, Starszy Doradca ds. Handlu i Produkcji Peter Navarro, nakreślił to podejście w niedawnym wystąpieniu telewizyjnym. Stwierdził on, że budowniczy centrów danych, od Meta w dół, muszą zostać zmuszeni do „płacenia za wszystkie, wszystkie koszty”, w tym nie tylko za bezpośrednie zużycie energii elektrycznej i wody, ale także za szersze koszty zapewnienia niezawodności sieci. „Muszą płacić również za odporność, na którą wpływają” – powiedział Navarro, wskazując, że Biały Dom ocenia środki mające na celu zmuszenie firm do „internalizacji” tych wydatków. Cel jest jasny: zapobiec sytuacji, w której korporacyjne zużycie energii powoduje wzrost rachunków za media dla konsumentów.

Te działania administracyjne są zbieżne z krokami podjętymi już na szczeblu stanowym. W styczniu Biały Dom dołączył do kilku stanów, wzywając PJM Interconnection – operatora sieci w regionach o dużym zagęszczeniu centrów danych, takich jak Północna Wirginia i New Jersey – do wymagania od dużych firm technologicznych sfinansowania miliardów dolarów w nowe moce wytwórcze. Sekretarz Energii Chris Wright podkreślił powagę sytuacji, zauważając: „Być może żaden region w Ameryce nie jest bardziej zagrożony niż PJM”.

Pakt: Dobrowolne porozumienie z „pazurem”

Za kulisami administracja rozsyła projekt dobrowolnego porozumienia, czyli „paktu”, do podpisania przez główne firmy zajmujące się SI, takie jak Microsoft, Google, Amazon i Meta. Zgodnie z dokumentami uzyskanymi przez POLITICO, pakt wiązałby firmy zestawem zasad gwarantujących, że ich ekspansja nie podniesie cen energii elektrycznej dla gospodarstw domowych, nie obciąży zasobów wodnych ani nie podważy niezawodności sieci. Główne zobowiązania obejmują:

  • Pokrycie 100% kosztów nowej generacji energii i modernizacji przesyłu wymaganych dla ich obiektów.
  • Pracę nad ustaleniem stawek, które chronią lub, najlepiej, obniżają ceny energii elektrycznej dla mieszkańców w obszarach ich działalności.
  • Zobowiązanie do bycia „dodatnim pod względem wodnym” (water positive) i łagodzenia skutków dla społeczności, takich jak hałas i ruch uliczny.

Pakt stanowi strategiczny wysiłek mający na celu ukształtowanie boomu infrastrukturalnego SI bez formalnych regulacji, przy jednoczesnym zajęciu się rosnącą wrażliwością polityczną. Prezydent Trump pochwalił się wczesną współpracą, ogłaszając umowę z Microsoftem i obiecując, że wkrótce pojawią się kolejne porozumienia.

Sprzeciw branży i stawka polityczna

Firmy technologiczne szybko zaczęły zapewniać, że już teraz są odpowiedzialnymi aktorami korporacyjnymi. Rzecznik Meta stwierdził: „Meta pokrywa pełne koszty energii zużywanej przez nasze centra danych, więc nie są one przenoszone na konsumentów – a idziemy dalej, płacąc za nową i zmodernizowaną lokalną infrastrukturę”. Grupy branżowe argumentują, że dobrze skonstruowane umowy mogą sprawić, iż centra danych staną się wartością dodaną netto dla stabilności sieci i kosztów.

Jednak kontekst polityczny jest napięty. W obliczu znacznego wzrostu cen energii elektrycznej i „przystępności cenowej” stającej się głównym tematem opozycji, administracja stoi pod presją, by pokazać, że chroni konsumentów przed skutkami ekspansji korporacyjnej. Navarro próbował powiązać obecną presję cenową z polityką poprzedniej administracji Bidena, ale sondaże pokazują, że wyborcy coraz częściej pociągają obecne kierownictwo do odpowiedzialności za warunki ekonomiczne.

Historyczne rozdroże dla infrastruktury

Spór ten przypomina historyczne momenty, w których szybki postęp technologiczny zderzał się z limitami infrastruktury publicznej. Rozbudowa samej sieci elektrycznej na początku XX wieku wymagała ustalenia, kto finansuje wzrost – zakłady użyteczności publicznej, użytkownicy przemysłowi czy społeczeństwo. Dzisiejszy gwałtowny wzrost liczby centrów danych stanowi nowoczesną paralela, testującą sposób, w jaki koszty fundamentalnej infrastruktury cyfrowej są uspołeczniane. Polityka administracji skłania się ku modelowi „użytkownik płaci”, nakładając obowiązek bezpośrednio na beneficjentów z sektora prywatnego.

Zabezpieczenie przyszłości sieci

W miarę zbliżania się wyborów środka kadencji w 2026 r., manewry administracji w kwestii kosztów centrów danych to coś więcej niż spór o media; to imperatyw polityczny i test polityki przemysłowej. Wynik wpłynie na to, czy rewolucja SI wzmocni krajową sieć energetyczną jako efekt uboczny prywatnych inwestycji, czy też pogłębi obciążenie finansowe amerykańskich konsumentów. Pakt Białego Domu i wszelkie silniejsze środki, które mogą po nim nastąpić, mają na celu zapewnienie, że energia potrzebna do zasilenia następnej generacji technologii nie przyćmi bezpieczeństwa ekonomicznego przeciętnego obywatela.




Starannie zaaranżowana spontaniczność „szokującej” publikacji akt Epsteina

Ilekroć „skandal” taki jak sprawa akt Epsteina dominuje w wiadomościach, możemy być pewni, że ma on odwrócić uwagę od czegoś bardziej złowrogiego na horyzoncie. Akta Epsteina znajdowały się w rękach FBI od ośmiu lat lub dłużej. Dlaczego więc zredagowane pliki zostały opublikowane dopiero niedawno? Cui bono? (Kto na tym korzysta?)

I kto stoi za publikacją, która nie nastąpiła ani za pierwszej administracji Trumpa, ani za czasów Bidena? Cui bono? Czy ludobójstwo w Gazie i zastępcza wojna USA przeciwko Rosji – wspierane zarówno przez Bidena, jak i Trumpa – pasują do ram czasowych i redakcji dokumentów, skoro możemy założyć, że Mossad, CIA, NSA i MI6 również od dawna miały do nich dostęp? Atak USA/Izraela na Iran? Podobnie jak w przypadku filmów, wszystkie operacje propagandowe i maskujące mają starannie dobrane daty premier.

Ostatnie pytanie: Dlaczego ktokolwiek miałby być zszokowany treścią akt Epsteina, choć wydaje się, że wielu ludzi jest? Tak, do listy zdegenerowanych elit, które z radością uczestniczyły w przestępczym przedsięwzięciu Epsteina, dopisano kolejne nazwiska, ale ujawnienie ich potwierdza jedynie, jak rozległy był to proceder. Od dawna wiedzieliśmy o przestępczej działalności zdegenerowanego Epsteina, finansistów, celebrytów, polityków i osób publicznych, które do niego dołączyły. Szantaż seksualny, współpraca służb wywiadowczych ze światem przestępczym, tajne umowy finansowe, planowanie wojen w imię pokoju – tak od dawna działa kapitalizm. Choć badacze tych zjawisk wiedzą o tym od lat (zob. np. One Nation Under Blackmail Whitney Webb), zwykły człowiek być może w końcu zaczyna to pojmować; ale szokujące to nie jest. To „być może” należy podkreślić. Wszyscy od dawna żyjemy w kulturze postępującej „szokowej” zgnilizny, gdzie najbardziej groteskowe wiadomości i rozrywka są podstawą mediów masowych – od Waszyngtonu po Hollywood i cały internet.

Kultura szoku i nihilizm

Bycie zszokowanym wydaje się być bardzo popularne; urozmaica życie, wywołuje ten dreszczyk emocji (frisson), który tylko seks, śmierć i pogoda mogą wnieść do codziennych rozmów. „Czy możesz w to uwierzyć?” i „Niewiarygodne!” niosą się echem po kraju, płynąc z ust, ekranów i stron internetowych. Zwykli ludzie stali się jak Regan MacNeil, dziewczynka opętana przez demona w Egzorcyście.

Gdyby media korporacyjne kiedykolwiek sięgnęły głębiej, musiałyby zdemaskować się jako agenci tych samych sił, które stały za dojściem Epsteina do władzy. Jak często media te łączą Epsteina z Izraelem, Mossadem, CIA itd.? Rządzą nie tylko źli osobnicy, ale struktura zła, system, głęboko zakorzeniony porządek społeczny, prowadzony obecnie publicznie przez Trumpa, który w niedawnym wywiadzie dla The New York Times, zapytany, czy czuje jakieś granice swojej globalnej potęgi, odpowiedział: „Tak, jest jedna rzecz. Moja własna moralność. Mój własny umysł. To jedyna rzecz, która może mnie powstrzymać”.

To stwierdzenie wyłożyło karty na stół. To kredo nihilisty, fundamentalne dla dzisiejszego etosu. Brak honoru, brak tradycyjnych standardów etycznych, brak Boga, brak miłości do ludzkości – tylko fałszywe wiadomości mające szokować.

Producenci i aktorzy

Donald Trump, prezydent rodem z reality-show – twarz jawnego imperializmu i dyktatorskich rządów wewnętrznych, brutalny zbir, którego maksymą jest „siła daje prawo” i którego nazwisko pojawia się wielokrotnie w aktach Epsteina – doskonale wie, jak gra się w tę grę. Po swojej telewizyjnej walce z Zełenskim w zeszłym roku powiedział: „To będzie świetna telewizja”. Tak samo jest z filmem o Epsteinie. Może powstanie serial.

W ruinach Pompejów, w wejściu do Domu Wettiuszów, znajduje się obraz przedstawiający boga Priapa ważącego swojego penisa na szali z fioletowych złotych monet. Idealnie symbolizuje to przepaść między międzynarodowymi klasami rządzącymi a resztą z nas. Złoto, Bóg, bogactwo i władza – my rządzimy. To stara opowieść nihilistycznych mężczyzn, desperacko pragnących udowodnić swoją potencję poprzez dominację nad bezbronnymi dziewczętami, kobietami i całym światem.

Banalność zła i degradacja języka

Wielu pyta, jak to możliwe, by Epstein i wszyscy wymienieni (oraz niewymienieni) czynili takie zło? Zło wydaje się wielce konsternować współczesnych intelektualistów. Wyjaśnienie Hannah Arendt dotyczące zachowania Adolfa Eichmanna – banalność zła – jest jednym z tych, które teraz przywołuje się w kontekście Epsteina. Inni mówią, że nie miał sumienia, że był narcyzem. To powierzchowne wyjaśnienia. Żadne nie dotyka sedna sprawy. Niektórzy błędnie obwiniają Nietzschego i ideę Übermenscha (nadczłowieka), choć Nietzsche ostrzegał, że skoro ludzie zabili Boga, „wkrótce zadebiutuje coś niezwykle wstrętnego i złego”. Nie był tym zachwycony.

Nasza kulturowa dekadencja znajduje odzwierciedlenie w dekadencji naszego języka. Trump i Epstein odzwierciedlają w tym względzie szerszą kulturę. Jednym z powodów jest internet i media cyfrowe, a zwłaszcza telefon komórkowy z aparatem i wiadomościami tekstowymi. To nie przypadek, że ułatwiło to masową komunikację między Epsteinem a jego „przyjaciółmi” oraz łatwość, z jaką można było dokonywać szantażu.

Symboliczne przesunięcie: Od sym-bollic do dia-bollic

Przez wiele dziesięcioleci przechodziliśmy masową transformację symboliczną, w której kontrolujący porządek symboliczny (z greckiego: rzucać razem) jest zastępowany przez swoje przeciwieństwo – porządek diaboliczny (z greckiego: rzucać osobno, rozdzielać, diabeł) z nowymi opowieściami mającymi mieszać ludziom w głowach i nastawiać ich przeciwko sobie.

Cała władza jest w swej istocie władzą negowania śmiertelności. Dotyczy to zarówno władzy państwa, kościoła, jak i tajnych grup takich jak siatka Epsteina. Ludzie często pytają, dlaczego superbogaci zawsze chcą więcej. To proste. Chcą przekroczyć swoją ludzką śmiertelność i stać się bogami – nieśmiertelnymi. Głupio wierzą, że jeśli będą panować nad innymi, zabijać, dominować, gwałcić, zostaną miliarderami czy celebrytami, będą w jakiś sposób żyć wiecznie.

W procesie trwającym co najmniej sto pięćdziesiąt lat nasze tradycyjne systemy kulturowe i religijne zostały radykalnie podkopane, najbardziej drastycznie przez faustowskie stworzenie „Pana Nuklearnego” (broni jądrowej). Wszystkie formy symbolicznej nieśmiertelności zostały zagrożone. To jest upiór czający się w tle dzisiejszego życia.

Małe ludziki jak Epstein i ci dobrowolnie złapani w jego sieć, wszyscy ci desperaci z rękami w spodniach, kłamiący w żywe oczy, gdy szli z Pinokiem i Woźnicą na Wyspę Przyjemności…

Cięcie! Zapomnijcie o scenariuszu. Jeszcze nic nie widzieliście.




Co zastąpi stary porządek?

Przemówienie, które usłyszał cały świat.

Kluczowe pytanie o to, co nastąpi po rozpadzie liberalnego porządku międzynarodowego, zdominowało dyskusje na najwyższych szczeblach polityki europejskiej w zeszłym tygodniu.

Sekretarz stanu Marco Rubio udzielił własnej, zdecydowanej odpowiedzi podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa 2026. Idąc w ślady prowokacyjnego przemówienia wiceprezydenta JD Vance’a z zeszłego roku, Rubio wygłosił równie płomienną mowę, która stanowiła ultimatum: racjonalizowanie upadku i słabości nie jest już polityką Stanów Zjednoczonych – i nie powinno być również polityką Europy. Ameryka nie ma „interesu w byciu uprzejmym i uporządkowanym opiekunem zarządzanego upadku Zachodu” – stwierdził bez ogródek.

Zamiast tego Rubio wezwał do reformy „globalnych instytucji starego porządku”, aby bronić i wzmacniać kluczowe filary cywilizacji zachodniej.

Krytyka instytucji międzynarodowych

W ocenie Rubio problem polegał na tym, że XX-wieczna sieć sojuszy międzynarodowych, zaprojektowana w celu przeciwdziałania Sowietom po dwóch niszczycielskich wojnach światowych, zaczęła żyć własnym życiem. Jej kustosze zaczęli stawiać zachowanie ponadnarodowych relacji „ponad żywotnymi interesami naszych obywateli i naszych narodów”. Instytucje takie jak ONZ całkowicie zawiodły w ochronie interesów narodowych i po prostu nie mają odpowiedzi na najbardziej palące problemy dzisiejszych stosunków międzynarodowych. Zamiast tego aktywnie promują deindustrializację, masową migrację i krótkowzroczną politykę klimatyczną, powodując utratę zaufania do samych źródeł, które przez stulecia zapewniały Zachodowi witalność.

Aby temu przeciwdziałać, Rubio zaproponował, by USA wspólnie z Europą przewodziły „odrodzonemu sojuszowi… który śmiało pędzi w przyszłość”. Skupi się on na „realizacji naszych wspólnych interesów i nowych wyzwań, uwalniając naszą pomysłowość, kreatywność i dynamicznego ducha budowy nowego zachodniego stulecia”. Jeśli Zachód chce chronić i promować swój historyczny styl życia, to międzynarodowe przegrupowanie sił jest nieuchronnie konieczne.

Dialog Globalny w Budapeszcie

Tematy poruszone przez Rubio były również przedmiotem tegorocznego „Budapeszteńskiego Dialogu Globalnego” (Budapest Global Dialogue), który odbył się na początku ubiegłego tygodnia. Coroczna konferencja organizowana przez Węgierski Instytut Spraw Międzynarodowych (HIIA) oraz Observer Research Foundation skupiła się w tym roku na wyborach stojących przed światem, które przedstawił prezes HIIA Gladden Pappin: niekończący się konflikt, który prawdopodobnie wymknie się spod kontroli, albo wyłonienie się fundamentów pod długoterminowe bezpieczeństwo, pokój i dobrobyt.

Prelegenci i paneliści zgodzili się, że dalsze podtrzymywanie rozpadającego się porządku międzynarodowego nie jest realną opcją. Jak powiedział niedawno sekretarz Rubio grupie reporterów przed wystąpieniem w Monachium: „Stary świat odszedł”, zauważając, że narody muszą ponownie przeanalizować swoje role w naszej „nowej erze geopolityki”.

Cenzura i suwerenność

Pilność tego projektu została wzmocniona przez różne działania Unii Europejskiej przeciwko rządom cieszącym się poparciem społecznym. Jej machina cenzury próbuje eksportować unijne prawo ograniczające wolność do Ameryki i innych narodów zachodnich. Problem cenzury, na którym koncentrował się wiceprezydent Vance, zdominował rozmowy panelowe pierwszego wieczoru.

W dyskusji, w której udział wzięli Sarah B. Rogers (Podsekretarz Stanu USA ds. Dyplomacji Publicznej) oraz Balázs Orbán (dyrektor polityczny premiera Viktora Orbána), omówiono liczne problemy wynikające z unijnego Aktu o Usługach Cyfrowych (DSA). Wykorzystuje on „zaufane podmioty sygnalizujące”, takie jak HateAid – organizacja finansowana przez rząd niemiecki – do cenzurowania wypowiedzi online, w tym wypowiedzi Amerykanów. Jak stwierdziła wprost Rogers: „Nie ma samorządności bez wolności słowa”.

Pappin i inni uczestnicy zwrócili również uwagę na problemy wynikające z niekontrolowanej globalizacji. Narody chętnie oddały podstawowe elementy suwerenności za „miskę soczewicy” w postaci niższych cen wybranych towarów. Uzasadniano to językiem wolnego rynku, w którym osiągnięcie jak najwyższego PKB stało się rzekomym summum bonum (najwyższym dobrem) życia politycznego.

Kryzys przemysłowy i energetyczny

W Stanach Zjednoczonych kluczowe łańcuchy dostaw zostały w większości przeniesione za granicę, co w pełni obnażył debakl związany z COVID. USA de facto realizowały systematyczny plan deindustrializacji, pomagając budować potęgę innych krajów, zwłaszcza Chin.

Obecnie Chiny są światowym liderem w wielu pozytywnych wskaźnikach ekonomicznych. Kraj ten dąży również do zostania pierwszym na świecie „elektropaństwem”, dodając co roku kolejny gigawat mocy do swojej sieci. Tymczasem USA borykają się z narastającymi problemami z siecią elektroenergetyczną, co pogłębia budowa centrów danych i wyłączanie starszych elektrowni (w USA w latach 1996–2016 nie zbudowano ani jednej elektrowni jądrowej).

Wybory na Węgrzech i kwestia migracji

Choć na konferencji nie było osobnego panelu poświęconego imigracji, temat ten pojawiał się wielokrotnie. Alexandre del Valle, profesor z francuskiego IPAG, nazwał masową islamską imigrację do Europy „długoterminową bombą”. Z kolei węgierski minister spraw zagranicznych i handlu Péter Szijjártó z zadowoleniem stwierdził, że nielegalna migracja na Węgry nie istnieje.

Szijjártó podkreślił również wagę nadchodzących wyborów parlamentarnych na Węgrzech (12 kwietnia). Starcie to będzie osobistą bitwą między Viktorem Orbánem a Péterem Magyarem, liderem partii TISZA. Plakaty wyborcze w Budapeszcie sugerują, że Magyar chętnie uległby naciskom prezydenta Wołodymyra Zełenskiego w kwestii wysłania węgierskiej broni na Ukrainę. Fidesz pyta wyborców, czy chcą rządu Orbána, czy tych, którzy poświęciliby krew i majątek narodu na wojnie. Administracja Trumpa wyraźnie popiera tego pierwszego – Rubio podczas wizyty w Budapeszcie potwierdził, że amerykański prezydent jest „głęboko zaangażowany” w zwycięstwo Orbána.

Podsumowanie: Nowa era sojuszy

Z perspektywy administracji Trumpa ścieżka naprzód jest jasna: utrzymywanie sojuszy tam, gdzie cele polityczne i tradycje są wspólne, jak w przypadku Węgier i USA. Gdy sojusze stają się napięte, konieczna jest ich odnowa poprzez myślenie strategiczne łączące środki z celami – przykładem jest koncepcja „NATO 3.0” Elbridge’a Colby’ego, w której sojusznicy USA biorą na siebie większy ciężar finansowy.

Poważni liderzy muszą uznawać obecne realia i łączyć retorykę z działaniami prowadzącymi do pokoju, dobrobytu i dobra Zachodu – a nade wszystko dobra Ameryki. Nie zawsze jest to Monachium 1938; sojusze powinny być zawierane, odnawiane lub rozwiązywane w zależności od tego, czy zabezpieczają interesy narodu w teraźniejszości.




Wolność mediów… jeśli uda nam się ją zachować!

W zeszłym tygodniu miałem przyjemność ponownie pojawić się w popularnym programie Tuckera Carlsona. Choć program ten ukazuje się na kilku różnych platformach, na samym portalu X odcinek ten obejrzało ponad dwa i pół miliona osób. Nie obejmuje to różnych klipów i krótkich filmów, które ludzie sami stworzyli i opublikowali. To niewiarygodne, jak zasięg i wpływ mediów niezależnych wzrósł w ciągu ostatniej dekady.

Jak często powtarzałem, choć w internecie znajduje się wiele złych rzeczy, jednocześnie dysponujemy narzędziami do przekazywania niefiltrowanego przesłania wolności jak nigdy dotąd.

Mimo że program Tuckera Carlsona w Fox News był niezwykle popularny – numer jeden w kraju – sieć i tak go usunęła, ponieważ nie podobały im się niektóre rzeczy, które mówił.

Obecnie Tucker i inne postacie niezależnych mediów nie odpowiadają przed szefami studiów z ich własnymi agendami, lecz bezpośrednio przed narodem amerykańskim na rynkowym placu idei. Zasięg Carlsona jako twórcy niezależnego jest prawdopodobnie większy niż wtedy, gdy pracował w Fox.

Jest wielu innych jemu podobnych, z dużymi – i nie tak dużymi – kręgami odbiorców, którzy zwracają się bezpośrednio do „konsumenta”, bez pośrednika mówiącego im, co wolno, a czego nie wolno im mówić. Trzeba przyznać, że czasem to, co ludzie mówią, jest brzydkie, ale nie mamy wolności słowa po to, by rozmawiać wyłącznie o pogodzie.

Wielkie media i wielki rząd są ze sobą w zmowie i nienawidzą faktu, że możemy komunikować się ze sobą bez ich filtrów i wpływów. Tęsknią za czasami, gdy mogli nam wpychać do gardeł dokładnie to, co chcieli, abyśmy słyszeli i w co wierzyli.

Bitwa a wojna o wolność wypowiedzi

Choć możemy wygrywać tę bitwę o wolną ekspresję, nie możemy łudzić się, że wygraliśmy wojnę. Musimy pamiętać, że zaledwie kilka lat temu, podczas COVID, wystarczyło odważyć się zakwestionować „mądrość” Anthony’ego Fauciego, aby Twoja platforma została zmieciona z powierzchni ziemi.

Nawet dziś istnieją siły dążące do wykorzystania władzy państwowej do uciszania opinii, z którymi się nie zgadzają.

W Europie wolność słowa jest atakowana przez totalitarne środki, takie jak Akt o Usługach Cyfrowych (Digital Services Act), który tworzy państwo policyjne w imię „ochrony” obywateli przed „dezinformacją”. Oczywiście „dezinformacja” to po prostu informacje, których rządy lub elity nie chcą ujawniać. W Europie można trafić do więzienia za post na portalu X, podczas gdy brutalni przestępcy są wypuszczani na wolność.

Nie miejcie złudzeń – wielu w USA chciałoby wprowadzenia takiego systemu, aby chronić wypowiedzi, które im się podobają, i karać te, których nie lubią. Widzieliśmy już próby zastraszania – a nawet deportacji – ludzi, którzy protestowali na przykład przeciwko niedawnym masowym zabójstwom w Gazie. Także wymuszona przez rząd USA sprzedaż TikToka nie była zwycięstwem wolności słowa.

Kultura unieważniania i przyszłość

Prawda jest taka, że „kultura unieważniania” (cancel culture) istnieje zarówno po lewej, jak i po prawej stronie oraz wszędzie pomiędzy nimi. Jeśli chcemy utrzymać i rozszerzać naszą zdolność do swobodnej komunikacji oraz wzmacniać nasz głos w sferze mediów niezależnych, nie możemy stracić czujności. Zasada „wolność słowa dla mnie, ale nie dla ciebie” – czyli wykorzystywanie siły państwa do uciszania niechcianych głosów – doprowadzi do tego, że wolności słowa nie będzie miał nikt. A raz utraconą, nie będzie łatwo odzyskać.

Źródło




Chiński dziennikarz, który ujawnił zbrodnie popełniane w obozach pracy KPCh, nadal przebywa w pekińskim areszcie

Niezależni dziennikarze i autorzy, tacy jak Du Bin, odczuwają w ostatnich latach rosnącą presję, ponieważ KPCh umacnia kontrolę nad społeczeństwem.

Chiński dziennikarz, którego praca ujawniła łamanie praw człowieka przez Komunistyczną Partię Chin (KPCh), przebywa w areszcie w Pekinie od ponad 100 dni.

54-letni Du Bin został formalnie aresztowany pod koniec listopada ubiegłego roku, według osób zaznajomionych ze sprawą, które poprosiły o zachowanie anonimowości z obawy przed represjami. Jak poinformowały źródła „The Epoch Times”, jego sprawa została przekazana pod koniec stycznia do prokuratury w celu zbadania i wniesienia oskarżenia.

Du przebywa w Ośrodku Detencyjnym Shunyi w Pekinie od października 2025 roku, kiedy to policja zabrała go z miejsca zamieszkania, poinformowała o tym jego siostra, a także organizacje broniące praw człowieka.

Władze powiadomiły wówczas siostrę, że Du został zatrzymany pod zarzutem „wszczynania kłótni i prowokowania kłopotów”. Ten niejasno sformułowany zarzut jest często wykorzystywany przez reżim do zwalczania dysydentów i obrońców praw człowieka.

Osoby zaznajomione ze sprawą twierdzą, że władze, skoro nie znalazły wystarczających dowodów na poparcie pierwotnego zarzutu, dążą obecnie do postawienia nowego, który może „dotyczyć przywódców państwowych”.

Szczegóły sprawy Du, w tym przyczyny jego aresztowania, pozostają niejasne, a władze powołują się na „tajemnicę państwową” jako powód odmowy udzielenia informacji adwokatowi.

Jako fotograf i autor zajmujący się ujawnianiem historii, którą Pekin usiłuje zatrzeć, Du od ponad dekady jest na celowniku władz, lecz po raz pierwszy został formalnie aresztowany.

W 2013 roku Du był przetrzymywany w areszcie przez 37 dni. Jego przyjaciele powiedzieli wówczas Amnesty International, że zatrzymanie mogło mieć związek z filmem dokumentalnym ujawniającym przemoc, jakiej doświadczały kobiety w obozie pracy Masanjia.

Ośrodek detencyjny znajdujący się w mieście Shenyang na północy Chin jest znany z okrutnego traktowania osadzonych kobiet, zwłaszcza tych, które odmawiają wyrzeczenia się wiary w Falun Gong, znanego również jako Falun Dafa.

Ta duchowa dyscyplina – obejmująca ćwiczenia medytacyjne i nauki moralne oparte na zasadach Prawdy, Życzliwości i Cierpliwości – od 1999 roku jest brutalnie prześladowana, ponieważ KPCh uznała rosnącą popularność tej praktyki za zagrożenie dla swojej władzy. Tortury i znęcanie się są częścią trwającej kampanii mającej na celu wyeliminowanie Falun Gong, które pod koniec lat 90. przyciągnęło w Chinach od 70 do 100 milionów wyznawców.

W dwóch książkach wydanych w Hongkongu w 2014 roku Du szczegółowo opisał relacje byłych więźniów dotyczące tortur stosowanych przez strażników w Masanjia, w tym szokujące przypadki porażania genitaliów kobiet praktykujących Falun Gong pałkami elektrycznymi, a także rozbierania praktykujących do naga i zamykania ich w celach więźniów płci męskiej.

Kilka miesięcy po zwolnieniu Du został zapytany w wywiadzie, dlaczego zdecydował się pisać o Falun Gong, na temat, który sam uznał za najbardziej drażliwy w Chinach.

„Wszyscy jesteśmy ludźmi” – powiedział w rozmowie z „The Epoch Times” w grudniu 2014 roku. „Stosowanie tak nieludzkich metod wobec innych jest dla mnie nie do przyjęcia”.

W grudniu 2020 roku, na kilka dni przed planowaną publikacją na Tajwanie jego książki historycznej „Czerwony terror: Komunistyczny eksperyment Lenina”, Du został aresztowany przez pekińską policję, ponownie pod zarzutem „wszczynania kłótni i prowokowania kłopotów”. Został zwolniony po 37 dniach pobytu w areszcie.

„Rosnąca nietolerancja”

Niezależni dziennikarze i autorzy, tacy jak Du, odczuwają w ostatnich latach rosnącą presję, ponieważ KPCh zacieśnia kontrolę nad społeczeństwem.

W 2025 roku Pekin po raz kolejny zajął pierwsze miejsce na świecie pod względem liczby uwięzionych reporterów, jak podaje Committee to Protect Journalists (CPJ, pol. Komitet Ochrony Dziennikarzy) w swoim najnowszym raporcie rocznym opublikowanym w zeszłym miesiącu. Był to trzeci rok z rzędu, w którym reżim otrzymał miano największego prześladowcy dziennikarzy na świecie.

W tym miesiącu sąd w Hongkongu skazał Jimmy’ego Laia, założyciela zamkniętej obecnie gazety „Apple Daily”, znanej z krytycznego stosunku do KPCh, na 20 lat więzienia na mocy narzuconego przez Pekin prawa o „bezpieczeństwie narodowym”. Sąd wymierzył również surowe kary sześciu byłym pracownikom gazety w związku z zarzutami dotyczącymi bezpieczeństwa narodowego.

Według organizacji Reporters Without Borders (pol. Reporterzy bez Granic) władze prowincji Syczuan w Chinach kontynentalnych zatrzymały niedawno dwóch dziennikarzy śledczych, którzy pisali o korupcji lokalnych funkcjonariuszy partyjnych.

Międzynarodowe organizacje broniące praw człowieka potępiły kampanię nękania Du i wezwały do jego natychmiastowego uwolnienia.

„Społeczność międzynarodowa musi zwiększyć presję na Pekin, aby zapewnić uwolnienie Du, a także wszystkich innych dziennikarzy i obrońców wolności prasy zatrzymanych w Chinach” – przekazał w oświadczeniu z grudnia 2025 roku dyrektor ds. rzecznictwa i pomocy w organizacji Reporterzy bez Granic Antoine Bernard.

W oświadczeniu wydanym po aresztowaniu Du organizacja Human Rights Watch stwierdziła, że postawione mu zarzuty świadczą o „rosnącej nietolerancji wobec sprzeciwu” pod rządami Xi Jinpinga, najwyższego rangą przywódcy partii.

Du jest również fotografem, który niegdyś współpracował z międzynarodowymi mediami, w tym z „The New York Times”. Został jednak zmuszony do zaprzestania tej działalności po tym, jak władze odmówiły mu wydania pozwolenia na pracę z powodu jego książek.

Jego dorobek obejmuje książkę „Masakra na Placu Tiananmen”, zawierającą relacje naocznych świadków z nocy z 3 na 4 czerwca 1989 roku, kiedy to przywódcy KPCh skierowali wojsko i czołgi przeciwko nieuzbrojonym, prodemokratycznym studentom domagającym się reform politycznych. Wydarzenie to pozostaje jednym z najbardziej cenzurowanych tematów we współczesnych Chinach.

W wywiadzie dla „The Epoch Times” po swoim drugim zwolnieniu Du był spokojny i niezrażony.

„Nie jestem pesymistą ani się nie boję” – powiedział w styczniu 2021 roku. „Moja praca opiera się na faktach – jedyne, co zrobiłem, to je udokumentowałem”.

Źródło




„Tragiczna niesprawiedliwość”: Wyrok na potentata medialnego z Hongkongu Jimmy’ego Laia wywołuje potępienie na świecie

„Dla 78-latka jest to równoznaczne z dożywotnim wyrokiem” – powiedziała brytyjska minister spraw zagranicznych Yvette Cooper.

Surowa kara wymierzona przez sąd w Hongkongu byłemu potentatowi medialnemu Jimmy’emu Laiowi na mocy narzuconego przez Pekin prawa dotyczącego bezpieczeństwa narodowego spotkała się z potępieniem ze strony rządów i urzędników na całym świecie, którzy nazwali to posunięcie niesprawiedliwym i kolejnym dowodem na ograniczanie przez chiński reżim coraz bardziej się kurczących swobód w mieście.

Lai, zagorzały krytyk Komunistycznej Partii Chin (KPCh), został skazany na 20 lat więzienia za dwa zarzuty „spisku w celu zmowy z siłami zagranicznymi” na mocy ustawy o bezpieczeństwie narodowym, a także za drukowanie materiałów wywrotowych na mocy ustawy z czasów kolonialnych.

Wyrok został wydany 9 lutego przez trzech sędziów ds. bezpieczeństwa narodowego, dobranych ręcznie przez prochińskie władze miasta. Lai zaprzeczył wszystkim zarzutom.

Wyrok ten stanowi najsurowszą karę nałożoną dotychczas na podstawie ustawy o bezpieczeństwie, przewyższając poprzedni rekord 10 lat więzienia, który w 2024 r. wydał Sąd Wyższej Instancji Hongkongu wobec Benny’ego Taia, prawnika i działacza prodemokratycznego.

Lai, który cierpi na cukrzycę i arytmię serca, przebywa już w więzieniu w Hongkongu od pięciu lat i dwóch miesięcy. Ma teraz 28 dni na odwołanie się od wyroku sądu.

Sekretarz stanu USA Marco Rubio wezwał władze Hongkongu do uwolnienia Laia ze względów humanitarnych.

„Decyzja Sądu Wyższej Instancji Hongkongu o skazaniu Jimmy’ego Laia na 20 lat więzienia jest niesprawiedliwym i tragicznym zakończeniem tej sprawy” – przekazał Rubio w oświadczeniu z 9 lutego.

„Pokazuje to światu, że Pekin jest gotów posunąć się do niezwykłych środków, aby uciszyć tych, którzy opowiadają się za podstawowymi wolnościami w Hongkongu, lekceważąc międzynarodowe zobowiązania podjęte przez Pekin we Wspólnej deklaracji chińsko-brytyjskiej z 1984 roku”.

Minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii Yvette Cooper stwierdziła, że Lai, który jest również obywatelem brytyjskim, został ukarany za „korzystanie z prawa do wolności słowa”.

„Dla 78-latka jest to równoznaczne z dożywotnim wyrokiem” – przekazała Cooper w oświadczeniu. „Nadal jestem głęboko zaniepokojona stanem zdrowia pana Laia i ponownie wzywam władze Hongkongu do zakończenia jego skandalicznej udręki i uwolnienia go ze względów humanitarnych, aby mógł ponownie połączyć się z rodziną”.

Cooper powiedziała, że rząd Partii Pracy „niezwłocznie zaangażuje się mocniej” w sprawę Laia po ogłoszeniu wyroku.

Premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer potwierdził, że podczas swojej ostatniej wizyty w Chinach poruszył sprawę Laia bezpośrednio z przywódcą chińskiego reżimu Xi Jinpingiem i wezwał do uwolnienia byłego wydawcy.

Jako założyciel nieistniejącej już gazety „Apple Daily”, znanej z krytycznego nastawienia do KPCh i lokalnych władz, Lai był jednym z pierwszych celów ustawy o bezpieczeństwie narodowym, którą Pekin narzucił byłej kolonii brytyjskiej w czerwcu 2020 roku po miesiącach protestów prodemokratycznych.

Niecały rok po wejściu ustawy w życie „Apple Daily” zaprzestało działalności po zamrożeniu jego aktywów i aresztowaniu kilku wysokich rangą dyrektorów i redaktorów pod zarzutem naruszenia ustawy o bezpieczeństwie.

9 lutego sześciu byłych pracowników „Apple Daily” również otrzymało wyroki od sześciu lat i dziewięciu miesięcy do 10 lat.

Australijska minister spraw zagranicznych Penny Wong wezwała Pekin do „zaprzestania ograniczania wolności słowa, zgromadzeń, mediów i społeczeństwa obywatelskiego” oraz zaapelowała o uchylenie ustawy o bezpieczeństwie narodowym w Hongkongu.

„Rząd Australii jest głęboko zaniepokojony wyrokami wydanymi dzisiaj w Hongkongu wobec Jimmy’ego Laia i osób oskarżonych wraz z nim” – przekazała Wong w oświadczeniu. „W tym trudnym czasie nasze myśli są z członkami ich rodzin i sympatykami”.

Unia Europejska ponowiła apel o „natychmiastowe i bezwarunkowe uwolnienie” Laia, zwłaszcza ze względu na jego podeszły wiek i stan zdrowia.

„Politycznie motywowane ściganie Jimmy’ego Laia oraz byłych dyrektorów i dziennikarzy ‘Apple Daily’ szkodzi reputacji Hongkongu” – stwierdziła w oświadczeniu Europejska Służba Działań Zewnętrznych, dyplomatyczne ramię UE.

„UE wzywa władze Hongkongu do przywrócenia zaufania do wolności prasy w Hongkongu, jednego z filarów jego historycznego sukcesu jako międzynarodowego centrum finansowego, oraz do zaprzestania ścigania dziennikarzy”.

Sprawę Laia podniósł również w Parlamencie Europejskim europoseł Mariusz Kamiński. „Każdy autorytarny reżim niszczy ludzi i uderza w wolność słowa. Dlatego sprawa politycznych represji Chin przeciwko Jimmy’emu Laiowi musi być podnoszona w Europie” – napisał na platformie X, publikując zdjęcie, na którym wewnątrz PE on oraz inne osoby trzymają kartki z hasłem „Free Jimmy Lai”. „W PE będziemy walczyć o wolność dla tego dzielnego człowieka, którego w politycznym procesie skazano na więzienie do końca życia” – dodał.

Hongkong, Chiny

Szef władz Hongkongu John Lee w swoim oświadczeniu pochwalił wyrok skazujący Laia i stwierdził, że decyzja sądu „świadczy o przestrzeganiu zasad praworządności i sprawiedliwości”.

Rzecznik chińskiego ministerstwa spraw zagranicznych Lin Jian wyraził poparcie dla władz Hongkongu w zakresie ochrony bezpieczeństwa narodowego, nazywając sprawę Laia „sprawą wewnętrzną” podczas regularnej konferencji prasowej.

„Wzywamy odpowiednie kraje do poszanowania suwerenności Chin i praworządności w Hongkongu oraz do powstrzymania się od nieodpowiedzialnych wypowiedzi” na temat postępowania Hongkongu w tej sprawie – powiedział Lin dziennikarzom w Pekinie.

„Lekcja” dla Tajwanu

Joseph Wu, szef tajwańskiego bezpieczeństwa narodowego, powiedział, że surowy wyrok nałożony na Laia jest kolejnym dowodem na to, że Pekin tłumi sprzeciw w miejscu, które kiedyś było symbolem wolności.

„To lekcja dla #Tajwanu” – napisał Wu na platformie X, wzywając 23 miliony mieszkańców wyspy do odrzucenia wszelkich form zjednoczenia z komunistycznymi Chinami, w tym propozycji, która mogłaby uczynić Tajwan specjalną strefą administracyjną Chin na wzór Hongkongu.

„To zło” – powiedział.

Rada ds. Stosunków z Chinami Kontynentalnymi, najwyższy organ rządowy nadzorujący stosunki z Pekinem, potępiła KPCh i władze Hongkongu za „wykorzystywanie bezpieczeństwa narodowego jako pretekstu do tłumienia wolności i praw człowieka”.

„Przypominamy mieszkańcom Tajwanu, aby potraktowali bolesne doświadczenia Hongkongu jako lekcję i chronili nasze ciężko wypracowane wolności w codziennym życiu” – stwierdziła rada w oświadczeniu.

„Wzywamy również społeczność międzynarodową do zachowania czujności wobec ograniczania wolności i praw człowieka przez KPCh oraz do wsparcia Tajwanu w obronie demokratycznej linii frontu”.

„Umożliwione przez bezkarność”

Inter-Parliamentary Alliance on China (IPAC, pol. Międzyparlamentarna Koalicja ds. Chin), koalicja ustawodawców z 31 krajów, w tym ze Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, napisał na platformie X, że wyrok skazujący Laia jest „tragiczną niesprawiedliwością”.

„Skazanie 78-letniego wydawcy na 20 lat więzienia za pokojową działalność polityczną nie jest sprawiedliwością” – stwierdziło w oświadczeniu 86 parlamentarzystów należących do tej grupy. „Jest to kara za sprzeciw, umożliwiona przez bezkarność”.

Parlamentarzyści wezwali demokratyczne rządy do zareagowania na wyrok skazujący Laia skoordynowaną presją dyplomatyczną i pociągnięciem do odpowiedzialności.

„Prześladowanie Jimmy’ego Laia stanowi niezbity dowód na to, że system prawny Hongkongu podlega Pekinowi i nie można mu przyznawać żadnego statusu odróżniającego go od Chin” – stwierdzili.

„Reakcja rządów na to oburzające wydarzenie będzie testem nie tylko ich zaangażowania w przestrzeganie podstawowych praw i wartości, lecz także tego, czy poważne naruszenia traktatów powinny pociągać za sobą konsekwencje”.

Kongresman Chris Smith (Republikanin z New Jersey) powiedział telewizji NTD, siostrzanej stacji „The Epoch Times”, że tym wyrokiem Pekin pokazał „prawdziwe oblicze” swojej „całkowitej nietolerancji”.

„Zmiażdżą każdego, kto powie cokolwiek sprzecznego z zasadami Komunistycznej Partii Chin” – powiedział Smith. Dodał, że 20-letni wyrok będzie rzutował na chiński reżim i osobiście na Xi.

Smith powiedział, że Lai jest „wielkim człowiekiem”, który nie boi się mówić władzy prawdy, i wezwał do „odrobiny przyzwoitości i współczucia” poprzez przyznanie Laiowi zwolnienia warunkowego. Smith, długoletni obrońca praw człowieka w Kongresie, poparł starania o nominację Laia do Pokojowej Nagrody Nobla za walkę z tyranią i zorganizował wiele przesłuchań w sprawie Laia.

Smith dodał, że ta sprawa powinna stanowić niepokojący sygnał dla wszystkich, którzy chcą nawiązać współpracę z Hongkongiem, że oni również mogą być narażeni na ryzyko.

„Każdy mężczyzna i każda kobieta, w tym międzynarodowi biznesmeni, muszą być bardzo ostrożni we wszystkim, co robią w Hongkongu” – powiedział.

„To rujnuje Hongkong. Kiedyś był klejnotem gospodarczym. […] Teraz Hongkong i każdy, kto myśli, że może tam prowadzić interesy – niech uważa”.

Benedict Rogers, starszy dyrektor Fortify Rights (pol. Wzmacniaj Prawa) i współzałożyciel Hong Kong Watch, powiedział NTD, że chiński reżim próbuje zrobić z Jimmy’ego Laia „przykład odstraszający” i uciszyć sprzeciw wobec reżimu w Hongkongu.

Rogers, który napisał wiele publikacji na temat praw człowieka oraz Chin i Hongkongu, był kilkakrotnie wymieniany w procesie i wyroku dotyczącym Laia za korespondencję z nim na temat sytuacji w Hongkongu, wspólnej wiary katolickiej i praw człowieka.

Powiedział, że wyrok będzie miał wpływ zarówno na chiński reżim, jak i na społeczność międzynarodową, odnosząc się do pogorszenia stanu zdrowia Laia w ciągu ostatnich pięciu lat spędzonych w więzieniu.

„A jeśli rzeczywiście umrze w więzieniu, to umrze jako męczennik za wolność” – powiedział Rogers.

„Moje pytanie zarówno do władz w Pekinie i Hongkongu, jak i do społeczności międzynarodowej brzmi: Czy chcą, aby męczennik za wolność zmarł w hongkońskim więzieniu? Czy społeczność międzynarodowa chce mieć tę śmierć na sumieniu?”.

Rogers powiedział, że wolność w Hongkongu nie zostanie przywrócona pod obecnym reżimem, „ale gdy nastąpią zmiany w Chinach i dotrą one do Hongkongu […] ludzie są niezwykle przedsiębiorczy i przywrócą wolność prasy. Jest to możliwe”.

Źródło