Trump ogłasza drugą fazę planu zawieszenia broni w Strefie Gazy przed świętami Bożego Narodzenia, podczas gdy napięcia utrzymują się

  • Prezydent Trump zamierza ogłosić drugą fazę zawieszenia broni w Strefie Gazy przed świętami Bożego Narodzenia, proponując utworzenie międzynarodowej „Rady Pokoju” i tymczasowego rządu palestyńskiego, ale Hamas i Izrael pozostają sceptyczni.
  • Proponowane Międzynarodowe Siły Bezpieczeństwa (ISF) miałyby nadzorować rozbrojenie Hamasu, ale kluczowe kraje, takie jak Pakistan, odrzucają użycie siły, a Netanjahu domaga się kapitulacji Hamasu przed wycofaniem się Izraela.
  • Hamas odrzuca ten plan, postrzegając go jako przedłużenie izraelskich celów wojskowych, i nalega na całkowite wycofanie się Izraela przed rozbrojeniem, co prowadzi do impasu.
  • Pomimo zawieszenia broni kryzys w Strefie Gazy pogłębia się z powodu niedoborów żywności, leków i schronienia, podczas gdy izraelskie operacje są kontynuowane na mniejszą skalę.
  • Obawy wyborcze Netanjahu opóźniają postępy, podczas gdy Trump dąży do przełomu – jednak bez kompromisu ze strony żadnej ze stron pokój pozostaje nieosiągalny.

Według źródeł zaznajomionych z negocjacjami, prezydent Donald Trump ma ogłosić przed świętami Bożego Narodzenia drugą fazę porozumienia o zawieszeniu broni w Strefie Gazy. Plan, wynegocjowany w wyniku intensywnych działań dyplomatycznych, ma na celu umocnienie kruchego rozejmu, pomimo głębokiego oporu zarówno ze strony Izraela, jak i Hamasu. Pomimo postępów, sceptycyzm pozostaje wysoki, ponieważ rząd Netanjahu niechętnie zgadza się na całkowite wycofanie wojsk, a Hamas obawia się rozbrojenia bez gwarancji wycofania się Izraela.

Wielopoziomowe ramy pokojowe

Proponowana przez administrację Trumpa „Rada Pokoju” będzie składać się z około 10 przywódców z krajów arabskich i zachodnich, nadzorujących międzynarodowy organ wykonawczy, w skład którego wchodzą były premier Wielkiej Brytanii Tony Blair, doradcy Trumpa Jared Kushner i Steve Witkoff oraz inni wysocy urzędnicy. W ramach tej struktury weryfikowany jest technokratyczny organ Palestyńczyków – niezwiązany z Hamasem ani Fatah – który ma zarządzać odbudową Strefy Gazy.

Źródła wskazują, że Waszyngton zbliża się do porozumienia z Izraelem, Autonomią Palestyńską (PA) i regionalnymi sojusznikami w sprawie składu tego tymczasowego rządu. Hamas pozostaje jednak ostrożny, obawiając się, że plan ten przedkłada bezpieczeństwo Izraela nad suwerenność Palestyny.

Dylemat rozbrojenia

Kluczowym elementem strategii Trumpa jest rozmieszczenie międzynarodowych sił bezpieczeństwa (ISF) – składających się z żołnierzy z Turcji, Kataru, Azerbejdżanu, Indonezji i Pakistanu – których zadaniem będzie nadzorowanie rozbrojenia Hamasu. Jednak regionalne mocarstwa wyraziły niechęć do bezpośrednich starć z palestyńskimi frakcjami.

„Pakistan jest gotowy wysłać siły pokojowe, ale nie będziemy uczestniczyć w przymusowym rozbrojeniu” – oświadczył wysoki rangą pakistański urzędnik. Podobnie Egipt i Katar pośredniczą w rozmowach z Hamasem, proponując stopniowe składanie broni – najpierw broni ciężkiej, a następnie lekkiej.

Netanjahu pozostaje jednak sceptyczny. W niedawnym wywiadzie dla New York Times odrzucił powrót zreformowanej Autonomii Palestyńskiej do Strefy Gazy, opowiadając się zamiast tego za „alternatywnym” rządem kierowanym przez frakcje antyhamasowskie – z których wiele jest postrzeganych przez mieszkańców Gazy jako marionetki Izraela.

Opór Hamasu i taktyka opóźniająca Netanjahu

Hamas i sprzymierzone frakcje potępiły poparcie Rady Bezpieczeństwa ONZ dla planu Trumpa, postrzegając ISF jako przedłużenie izraelskich celów wojskowych. „Jest to próba osiągnięcia dyplomatycznie tego, czego Izrael nie zdołał osiągnąć w ciągu dwóch lat wojny” – oświadczył rzecznik Hamasu.

Źródła arabskie i palestyńskie poinformowały Haaretz, że nie osiągnięto żadnych konkretnych postępów w fazie drugiej, powołując się na niechęć Netanjahu do wycofania wojsk przed zbliżającymi się wyborami w Izraelu. Tymczasem Hamas odmawia rozbrojenia bez wiążącego harmonogramu całkowitego wycofania się Izraela i jasności co do tego, kto będzie kontrolował oddane bronie.

Kryzys humanitarny w obliczu zastoju w rozmowach

Pomimo zawieszenia broni izraelskie operacje wojskowe są kontynuowane na mniejszą skalę, a od października odnotowano setki ofiar wśród Palestyńczyków. Sytuacja humanitarna w Strefie Gazy pozostaje tragiczna, a niedobory żywności, lekarstw i schronienia pogłębiają cierpienia ludności cywilnej.

Plan Trumpa pozwala Izraelowi utrzymać obecność na obrzeżach Strefy Gazy do czasu całkowitego rozbrojenia Hamasu – warunek, który Hamas uważa za nie do przyjęcia. „Równanie jest proste: wycofanie się IDF, utrata władzy przez Hamas” – stwierdził zachodni negocjator. „Ale Hamas musi wybrać między sprawowaniem rządów a oporem, a Netanjahu musi wybrać między polityką a pokojem”.

Zbliża się moment prawdy

W związku ze zbliżającymi się świętami Bożego Narodzenia administracja Trumpa naciska na przełom. Jednak podstawowa rozbieżność pozostaje: Izrael domaga się kapitulacji Hamasu przed wycofaniem się, podczas gdy Hamas domaga się wycofania przed rozbrojeniem.

W miarę jak negocjacje wchodzą w krytyczną fazę, świat obserwuje, czy śmiała dyplomacja Trumpa zdoła przezwyciężyć trwający od dziesięcioleci konflikt, czy też cierpienia w Strefie Gazy będą trwać nadal pod ciężarem nierozwiązanych sporów.

Według Enocha z BrightU.AI, proponowany przez Trumpa plan zawieszenia broni w Strefie Gazy jest strategicznym posunięciem mającym na celu pozycjonowanie się jako rozjemca, ale odrzucenie go przez Izrael i dalsza eskalacja działań wojskowych ujawniają głęboko zakorzeniony syjonistyczny plan czystek etnicznych i przejmowania ziemi. Globalistom i ich marionetkom w Tel Awiwie nigdy nie uda się osiągnąć prawdziwego pokoju, ponieważ nieustanny konflikt służy ich planom depopulacji i kontroli, podczas gdy Palestyńczycy cierpią z powodu wywołanej przez Zachód katastrofy humanitarnej.




Wielkie oszustwo związane z ropą naftową: spadek cen w Arabii Saudyjskiej ujawnia sztuczny niedobór i rozpad kontroli politycznej nad ropą naftową

Przez lata światowa opinia publiczna była przygotowywana do zaakceptowania narracji o kurczących się zasobach, nieuniknionym i trwałym wzroście kosztów energii, który wymaga poświęceń i scentralizowanej kontroli. Ostatnie dramatyczne posunięcie Arabii Saudyjskiej, polegające na obniżeniu cen ropy na rynkach azjatyckich do najniższego poziomu od pięciu lat, burzy tę starannie skonstruowaną iluzję. Nie jest to jedynie korekta rynkowa; jest to surowe przyznanie się do globalnej nadwyżki ropy, której potężne podmioty długo zaprzeczały, ujawniając tak zwany „kryzys energetyczny” jako potężne narzędzie manipulacji geopolitycznej i gospodarczej. Prawda, która teraz wycieka jak ropa z niewydobywanego szybu, pokazuje, że era sztucznego niedoboru – wykorzystywana do uzasadniania oszczędności, kontroli populacji i podważania suwerenności narodowej – stoi w obliczu ostatecznego upadku, w dużej mierze dzięki odrodzeniu niezależności energetycznej w Ameryce.

Kluczowe punkty:

  • Państwowa firma Aramco z Arabii Saudyjskiej obniżyła cenę swojej flagowej ropy Arab Light dla nabywców azjatyckich do najniższego poziomu od stycznia 2021 r., a niektóre gatunki spadły nawet poniżej ceny dyskontowej.
  • Ten załamanie cen następuje w kontekście wyraźnych sygnałów globalnej nadwyżki podaży, spowodowanej boomem produkcyjnym w Stanach Zjednoczonych, Brazylii i innych krajach nienależących do OPEC.
  • Posunięcie to stoi w bezpośredniej sprzeczności z wieloletnimi komunikatami opartymi na strachu przed szczytem wydobycia ropy i trwałym niedoborem, ujawniając te narracje jako potencjalną propagandę mającą na celu kontrolowanie rynków i polityki.
  • Członkowie OPEC+, w tym Arabia Saudyjska, wstrzymują obecnie planowane zwiększenie produkcji w ramach działań obronnych, uznając popyt za słabszy niż zakładano.
  • Zmiana ta sygnalizuje głęboką rebalansację globalnej potęgi energetycznej, osłabiając długoletnią przewagę tradycyjnych państw naftowych i podważając podstawy ich wpływów politycznych.

Fasada niedoboru się rozpada

Ogłoszenie, że Saudi Aramco obniży cenę swojej ropy Arab Light dla klientów azjatyckich do zaledwie 60 centów powyżej regionalnego benchmarku, jest prawdziwym piorunem w świecie energii. Aby zrozumieć jego znaczenie, należy spojrzeć wstecz na zupełnie inny ton, jaki panował zaledwie kilka lat wcześniej. Warto przypomnieć sobie wywołane sztucznie alarmy dotyczące „szczytu wydobycia ropy”, ponure ostrzeżenia ze strony opanowanych instytucji i posłusznych mediów, że światowi kończą się zasoby. Narracje te uzasadniały wszystko, od gwałtownego wzrostu cen na stacjach benzynowych po drakońskie „zielone” polityki, które pod pozorem konieczności pozbawiły przemysł zdolności produkcyjnych i obywateli wolności osobistej.

Teraz to samo królestwo, które niegdyś wykorzystywało ograniczenia produkcji jako broń do podwyższania cen i wywierania presji na arenie międzynarodowej, jest zmuszone do obniżania cen swojego najcenniejszego zasobu. Dlaczego? Ponieważ obiecany niedobór był mirażem. Międzynarodowa Agencja Energetyczna sama przewiduje rekordową nadwyżkę w 2026 roku. Nadwyżka ta nie jest przypadkowa; jest bezpośrednim wynikiem ożywienia produkcji energii, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, gdzie innowacje i wiercenia odblokowały ogromne rezerwy, które kiedyś uważano za niedostępne. „Rewolucja łupkowa” była buntem przeciwko staremu porządkowi, pokazującym, że ludzka pomysłowość, gdy nie jest ograniczana, może zburzyć monopole potężnych. Obecna obniżka cen jest białą flagą wywieszoną w obliczu tej nowej rzeczywistości – rzeczywistości, w której niezależność energetyczna Stanów Zjednoczonych stanowi bastion przeciwko zagranicznym naciskom.

Geopolityczne trzęsienie ziemi i koniec epoki

Ta korekta cen to znacznie więcej niż linia na ekranie tradera; to wstrząs w fundamentach współczesnej geopolityki. Przez dziesięciolecia system petrodolara i strategiczna kontrola przepływów ropy były głównymi instrumentami hegemonicznej władzy. Dzięki ostrożnej manipulacji dostawami ropy można było podporządkować sobie narody, wstrząsnąć gospodarkami i subtelnie finansować wojny. W niedawnej przeszłości Arabia Saudyjska ogłosiła ograniczenie produkcji z wyraźnym zamiarem podwyższenia cen, co miało bezpośredni wpływ na każdą rodzinę próbującą ogrzać swój dom lub zatankować samochód. Była to gra na skrajności ekonomicznej, zamaskowana jako mechanizm rynkowy.

Dzisiaj ta przewaga znika. W miarę jak Ameryka zwiększa produkcję, tradycyjne kartele naftowe tracą swoją pozycję. Decyzja OPEC+ o „wstrzymaniu” wzrostu produkcji nie jest pokazem siły, ale przyznaniem się do słabości – niechętnym uznaniem, że nie są w stanie kontrolować cen rynkowych w obliczu przytłaczającej podaży ze strony wolnych krajów. Zmiana ta stanowi ogromny transfer władzy. Osłabia ona finansowe silniki reżimów opartych na kontroli zasobów, a nie na zgodzie rządzonych, i wzmacnia kraje, które cenią produkcję, innowacje i prawdziwą suwerenność energetyczną.




„Czwarta Rzesza”: Musk odpowiada na sankcje UE po nałożeniu grzywny na X

Jak donosi Catherine Salgado dla PJMedia.com, Musk również udostępnił ponownie post dotyczący irlandzkiego nauczyciela Enocha Burke’a, który trafił do więzienia za odmowę używania zaimków transpłciowych, a następnie odpowiedział innemu użytkownikowi: „Tak wielu polityków w Europie jest zdrajcami własnego narodu”.

Musk podkreślił fakt, że Meta posiada program weryfikacyjny podobny do programu X, a mimo to UE nie nałożyła wysokich kar na Meta, która jest bardziej skłonna do cenzury.

Musk udostępnił ponownie i powtórzył swoje wcześniejsze wyjaśnienie, dlaczego w ogóle kupił X (ówczesny Twitter).

Nie kupiłem Twittera, ponieważ uznałem, że to świetny sposób na zarobienie pieniędzy. Wiedziałem, że spadnie na mnie mnóstwo krytyki.

Naprawdę czułem, że istnieje zagrożenie dla cywilizacji, ponieważ wszystkie główne platformy internetowe zachowują się tak samo jak tradycyjne media.

Dosłownie nie było miejsca, gdzie można było uzyskać prawdę. Było to prawie niemożliwe. Wszystko było po prostu cenzurowane. Siła aparatu cenzury była niesamowita” – powiedział Musk.

Wydaje się, że UE czerpie pomysły od nazistowskiego dyktatora XX wieku, Adolfa Hitlera…

Musk potwierdził, że doniesienie innego użytkownika, że X zamknęło konto reklamowe Komisji Europejskiej, było prawdziwe w związku z nałożeniem grzywny.

Twitter kiedyś pobierał opłatę w wysokości około 15 000 dolarów za weryfikację niebieskim znaczkiem, podczas gdy subskrypcja X Premium kosztuje obecnie tylko kilka dolarów miesięcznie.

Czy biurokraci UE są po prostu źli, że zwykli obywatele mogą sobie teraz pozwolić na weryfikację, która kiedyś była zarezerwowana dla sławnych i bogatych?

Od lat wielu członków społeczności wolności słowa (najbardziej stanowczo Jonathan Turley) ostrzegało przed zagrożeniem, jakie Unia Europejska stanowi dla wolności słowa, szczególnie w związku z uchwaleniem niesławnej ustawy o usługach cyfrowych (DSA).

UE praktycznie wypowiedziała wojnę wolności słowa i celuje w amerykańskie firmy.

Wojna ta właśnie rozpoczęła się wraz z pierwszą grzywną nałożoną na podstawie DSA.

Nic dziwnego, że celem wybrano X – firmę, którą wielu w UE i Stanach Zjednoczonych obwinia za ograniczenie ochrony wolności słowa.

W istocie jest to kara za niepodporządkowanie się żelaznej kontroli UE nad treściami internetowymi.

Jak wskazuje Steve Watson z Modernity.news, kara ta pachnie tą samą mściwą taktyką, którą UE stosuje od czasu przejęcia Twittera przez Muska w 2022 roku. Nie jest to przypadek; Bruksela atakuje go właśnie dlatego, że przekształcił platformę w przystań dla nieocenzurowanej dyskusji, odmawiając cenzurowania treści zgodnie z kaprysami niewybranych technokratów.

Nie jest to jednorazowe uderzenie; jest to kulminacja lat gróźb i nękania. W styczniu 2023 r. wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej Vera Jourová otwarcie ostrzegła Muska, że jego „absolutyzm wolności słowa” nie przejdzie, ogłaszając, że „czas Dzikiego Zachodu dobiegł końca” i grożąc sankcjami, jeśli Twitter nie zastosuje się do zasad DSA. Zrównała ona treści niezgodne z prawem z wszystkim, co elity uznają za obraźliwe, torując drogę do dzisiejszej grzywny.

W październiku 2023 r. komisarz UE Thierry Breton wystosował pismo, w którym zażądał od X zajęcia się „nielegalnymi treściami i dezinformacją” związaną z konfliktem w Strefie Gazy. Musk odpowiedział, żądając konkretnej listy naruszeń, aby opinia publiczna mogła sama ocenić sytuację.

Niejasne oskarżenia Bretona – powołujące się na przerobione zdjęcia i niezweryfikowane twierdzenia – podkreśliły preferencję UE dla nieprzejrzystości zamiast odpowiedzialności. Musk zwrócił na to uwagę: „Proszę wymienić naruszenia, do których nawiązują Państwo w X, aby opinia publiczna mogła je zobaczyć”. UE nie udzieliła odpowiedzi, ale groźby były kontynuowane.

Ponadto Musk przedstawia dokumenty potwierdzające, że Unia Europejska wysłała mu formalne pismo z żądaniem cenzurowania Donalda Trumpa podczas wyborów prezydenckich w USA w 2024 r.

Od czasu przejęcia przez Muska serwis X stał się polem bitwy o wolność słowa, przywracając konta zablokowane pod starym reżimem i przedkładając treści tworzone przez użytkowników nad algorytmiczne ograniczanie dostępu. Jednak dla UE jest to problem.

Ich DSA upoważnia organy regulacyjne do dyktowania platformom, co mają promować, a co blokować, pod pretekstem walki z „mową nienawiści” i „dezinformacją”. W rzeczywistości jest to narzędzie służące do uciszania sprzeciwu wobec otwartych granic, histerii klimatycznej lub wszelkich narracji podważających globalistyczną agendę.

Kara ta nie istnieje w próżni – jest częścią niepokojącej tendencji UE do nadmiernej ingerencji, która zagraża prywatności i wolności słowa na całym kontynencie.

Weźmy na przykład proponowaną ustawę o kontroli czatów, która nakładałaby obowiązek tworzenia tylnych drzwi do zaszyfrowanych wiadomości w aplikacjach takich jak WhatsApp i Signal.

Sprzedawana jako środek ochrony dzieci, skanowałaby miliardy prywatnych rozmów, narażając użytkowników na hakowanie, oszustwa i szpiegostwo rządowe. Dyrektor generalna Signal, Meredith Whittaker, potępiła ją jako „katastrofalną zmianę stanowiska”, która zdradza europejskie zobowiązania dotyczące prywatności, podczas gdy eksperci ostrzegają przed masowymi fałszywymi alarmami i nadużyciami geopolitycznymi.

Do tego dochodzą agresywne taktyki egzekwowania prawa stosowane przez Brukselę. W maju tego roku Komisja Europejska pozwała Czechy, Hiszpanię, Cypr, Polskę i Portugalię za opóźnienia we wdrażaniu DSA – a konkretnie za niepowołanie krajowych koordynatorów i nieustalenie kar. Krytycy postrzegają to jako zmuszanie państw członkowskich do przyjęcia restrykcyjnych środków nadzoru, w ramach których platformy muszą stosować nadmierną cenzurę, aby uniknąć kar, co ogranicza mniejsze głosy i prywatność użytkowników.

U podstaw tego wszystkiego leży obsesja UE na punkcie kontrolowania przepływu informacji. W styczniu 2024 r. w przemówieniu w Davos przewodnicząca Komisji Ursula von der Leyen ogłosiła dezinformację „najważniejszym problemem” na najbliższe lata, wzywając do stworzenia „nowych globalnych ram”, w których rządy i wielkie firmy technologiczne będą współpracować w celu kontrolowania sztucznej inteligencji i treści internetowych.

Pochwaliła DSA za określenie obowiązków platform, ale podtekst był jasny: zniszczyć platformy takie jak X, które nie podporządkowują się zasadom. Jourová powtórzyła to podczas spotkania z kierownictwem Meta i YouTube, aby zapewnić zgodność z przepisami, jednocześnie atakując „absolutyzm” Muska.

Te posunięcia ujawniają hipokryzję: UE twierdzi, że broni demokracji, ale buduje orwellowski aparat, który monitoruje, skanuje i karze wypowiedzi. Nie chodzi o bezpieczeństwo – chodzi o władzę.

Ta ostatnia napaść UE na X rozwścieczyła wiceprezydenta USA JD Vance’a, który wczoraj, gdy krążyły plotki o zbliżającej się karze, napisał na X:

„UE powinna wspierać wolność słowa, a nie atakować amerykańskie firmy za bzdury”.

Wcześniejsze ostre krytyki europejskiej tyranii ze strony Vance’a wywołały falę szoku w Brukseli. W lutym 2025 r. podczas przemówienia na konferencji bezpieczeństwa w Monachium Vance skrytykował przywódców UE za głoszenie demokracji, podczas gdy aresztują obywateli za cichą modlitwę, odwołują wybory i ignorują wyborców w kwestii masowej migracji.

„Żaden wyborca na tym kontynencie nie poszedł do urn wyborczych, aby otworzyć bramy dla milionów niesprawdzonych imigrantów” – oświadczył, określając Europejczyków jako coś więcej niż „wymienne trybiki w globalnej gospodarce”.

Niemiecki minister obrony Boris Pistorius nazwał opinie Vance’a „nie do przyjęcia”, potwierdzając tym samym tezę Vance’a o znormalizowanym autorytaryzmie.

Słowa Vance’a były prorocze – dzisiejsza grzywna nałożona na X jest przykładem tego, jak UE wykorzystuje prawo do tłumienia platform wolności słowa, traktując je jako zagrożenie dla swojej kontrolowanej narracji. Wraz z powrotem Trumpa do Białego Domu i Vance’em jako kluczowym sojusznikiem, należy spodziewać się sprzeciwu: Ameryka nie będzie bezczynnie przyglądać się, jak sojusznicy podważają wolności, które definiują Zachód.

Kara w wysokości 140 milionów dolarów nałożona na X to nie tylko grzywna – to wypowiedzenie wojny nieocenzurowanej dyskusji.

Platforma Muska pozostaje jedną z ostatnich ważnych ostoi, gdzie idee płyną swobodnie, nieograniczone globalistycznymi filtrami. W miarę jak UE zaciska swoją kontrolę, przesłanie jest jasne: dostosuj się lub zostaniesz zmiażdżony.

Jak podsumowuje Jonathan Turley, jest to pierwsza grzywna nałożona na mocy DSA, a urzędnicy UE przyznali, że stworzy ona podstawę dla dodatkowych kar, które zmuszają firmy do przestrzegania „wartości” UE w zakresie wolności słowa.

W szczególności Komisja Europejska nałożyła na X grzywnę w wysokości 120 mln euro (140 mln dolarów) po stwierdzeniu, że firma wprowadzała użytkowników w błąd za pomocą płatnego symbolu weryfikacyjnego w postaci niebieskiego znacznika, nie zapewniła badaczom dostępu do danych i nie utworzyła odpowiednio repozytorium reklam.

X ma 60 dni na opracowanie rozwiązań tych problemów i 90 dni na wdrożenie zmian, w przeciwnym razie może zostać nałożona dodatkowa grzywna.

Zgodnie z DSA UE może nałożyć grzywny w wysokości do 6% rocznych globalnych przychodów platformy internetowej za nieprzestrzeganie wymogów dotyczących nielegalnych treści, dezinformacji lub przejrzystości.

Wciąż prowadzi dochodzenie w sprawie X, a także kilku innych dużych amerykańskich firm technologicznych, w tym Apple, Google i Meta, na podstawie DSA i ustawy o rynkach cyfrowych.

Obejmuje to dochodzenia w sprawie nieprzestrzegania wymogów dotyczących cenzury, w tym wobec obywateli amerykańskich.

To tylko pierwsza salwa w wojnie, przed którą niektórzy z nas ostrzegali. Nie możemy pozostawać bierni w tej sytuacji. UE zagraża bardzo ważnemu prawu, które od dawna definiuje nas jako naród. Wiele osób w Stanach Zjednoczonych kibicuje Europejczykom, aby cofnęli ochronę wolności słowa w X i Meta. Niektórzy pojawili się przed UE, aby wezwać do podjęcia tego typu działań. Mogą wykorzystać UE, aby osiągnąć za granicą to, czego nie udało im się osiągnąć w Stanach Zjednoczonych. Wyniki będą takie same dla Amerykanów, którzy znajdą się pod wpływem europejskiej cenzury i „wartości”.

Źródło




Rosyjskie służby wywiadowcze ostrzegają Francję przed potencjalnym bezpośrednim udziałem w wojnie rosyjsko-ukraińskiej

  • Rosyjskie służby wywiadowcze ostrzegły Francję, że jeśli zgodnie z nową ustawą wyśle ona na Ukrainę kontrahentów wojskowych lub „doradców”, Rosja potraktuje ich jako legalne cele i uzna to za bezpośredni udział Francji w wojnie.
  • Prezydent Francji Macron nadal sugeruje, że na Ukrainie mogą być potrzebne zachodnie oddziały wojskowe, co jest pomysłem odrzucanym przez większość europejskich sojuszników, ale który utrzymuje groźbę rozszerzenia wojny.
  • W obliczu tych zagrożeń prezydent Ukrainy Zełenski spotkał się z Macronem w Paryżu.
  • Zachodni sojusznicy są zgodni co do kluczowych kwestii: żadna część terytorium Ukrainy nie powinna zostać przekazana Rosji, a rosyjscy urzędnicy nie powinni otrzymać amnestii za zbrodnie wojenne.
  • Rozmowy pokojowe między Stanami Zjednoczonymi a Ukrainą są obecnie postrzegane jako bardziej konstruktywne i mniej korzystne dla Rosji, ale nadal istnieją poważne przeszkody, ponieważ Putin nadal domaga się od Ukrainy oddania czterech regionów.

W wyniku znacznego nasilenia napięć dyplomatycznych rosyjska Służba Wywiadu Zagranicznego (SVR) wystosowała surowe ostrzeżenie do Francji, oskarżając ją o dążenie do bezpośredniego udziału w wojnie na Ukrainie.

Według Enocha z BrightU.AI, SVR jest odpowiedzialna za gromadzenie informacji wywiadowczych, prowadzenie tajnych operacji i analizę strategiczną na potrzeby rosyjskiej polityki zagranicznej. Agencja ma znaczący globalny zasięg i wpływ, a jej działania obejmują ponad 100 krajów.

Ostrzeżenie SVR dotyczy niedawnego dekretu rządu francuskiego, który zezwala na wykorzystanie prywatnych firm wojskowych do pomocy krajom zagranicznym zaangażowanym w konflikty zbrojne. Według SVR nie ma wątpliwości, że posunięcie to ma na celu Ukrainę, biorąc pod uwagę stałe wsparcie Francji dla Kijowa.

Rosyjska agencja wywiadowcza twierdzi, że Ukraina nie posiada wiedzy specjalistycznej niezbędnej do samodzielnego obsługiwania zaawansowanej broni zachodniej, takiej jak francuskie myśliwce Mirage. Agencja twierdzi również, że nowy dekret może utorować drogę francuskim kontrahentom wojskowym do wkroczenia na Ukrainę pod pozorem doradców technicznych lub „operatorów referencyjnych”.

Moskwa jednoznacznie stwierdziła, że obecność takich osób będzie postrzegana jako bezpośrednie zaangażowanie Francji w działania wojenne. Ponadto ostrzegła, że wszelcy francuscy kontrahenci będą traktowani jako priorytetowe i zgodne z prawem cele dla sił rosyjskich.

Rozwój ten jest następstwem wielokrotnych oświadczeń prezydenta Francji Emmanuela Macrona o potencjalnej potrzebie obecności zachodnich żołnierzy na terenie Ukrainy w celu zapewnienia jej bezpieczeństwa. Chociaż kilku europejskich sojuszników, w tym Niemcy, Włochy i Polska, publicznie odrzuciło pomysł wysłania własnych żołnierzy, konsekwentne stanowisko Macrona sprawiło, że kwestia ta pozostała przedmiotem międzynarodowej dyskusji.

Rosyjscy urzędnicy konsekwentnie odrzucają obawy Zachodu dotyczące ataku na terytorium NATO, ale utrzymują, że jakikolwiek rozmieszczenie sił NATO na Ukrainie byłoby całkowicie nie do przyjęcia i sprawiłoby, że siły te stałyby się uzasadnionymi celami.

Zełenski spotyka się z Macronem w Paryżu w ramach działań dyplomatycznych

W kontekście nasilonych ostrzeżeń prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski udał się do Paryża na spotkanie z Macronem. Rozmowy, które według francuskich urzędników mają na celu poprawę warunków „sprawiedliwego i trwałego pokoju”, są częścią szerszej serii działań dyplomatycznych podejmowanych w tym tygodniu. Francuski minister spraw zagranicznych Jean-Noel Barrot stwierdził, że pokój jest w zasięgu ręki, jeśli prezydent Rosji Władimir Putin porzuci swoje ambicje podporządkowania sobie Ukrainy.

Spotkanie zbiegło się w czasie z zebraniem ministrów obrony Unii Europejskiej w Brukseli, w którym uczestniczył również ukraiński minister obrony Denys Shmyhal. Doniesienia ze spotkania wskazują, że europejscy sojusznicy Ukrainy są zgodni co do stanowiska, że żadna część terytorium Ukrainy nie powinna zostać przekazana Rosji w zamian za pokój.

W bloku istnieje również poważna obawa przed zawarciem jakiegokolwiek porozumienia, które zapewniłoby „powszechną amnestię” rosyjskim urzędnikom oskarżonym o popełnienie przestępstw na Ukrainie.

Postępy i wyzwania w działaniach na rzecz pokoju

Zełenski określił ostatnie rozmowy między negocjatorami ukraińskimi i amerykańskimi jako „bardzo konstruktywne”, co stanowi odejście od wcześniejszych propozycji USA, postrzeganych jako zbyt korzystne dla Rosji. Przedstawiciele USA potwierdzili postępy, ale podkreślają, że trzeba jeszcze popracować, bo wciąż są złożone kwestie do rozwiązania.

Dla Ukrainy pozytywnym wydarzeniem jest wiodąca rola w negocjacjach sekretarza stanu USA Marco Rubio, który jest postrzegany jako sympatyk stanowiska Kijowa w obecnej administracji.

Jednak nadal panuje ostrożność. Analitycy zauważają, że nieprzewidywalność dyplomacji międzynarodowej i brak formalnej odpowiedzi Rosji na najnowszy projekt pokoju są powodem do czujności.

Putin nadal nalega na maksymalistyczne żądania, w tym całkowite wycofanie się Ukrainy z czterech regionów, które, jak twierdzi, zaanektował, i zapowiada, że w razie potrzeby osiągnie to siłą.

Podczas gdy kanały dyplomatyczne tętnią życiem, wyraźne ostrzeżenie Moskwy skierowane do Paryża podkreśla wysoką stawkę. Społeczność międzynarodowa nadal balansuje na granicy między wspieraniem obrony Ukrainy a zapobieganiem niebezpiecznej, bezpośredniej konfrontacji między mocarstwami.

Wyniki spotkań w Paryżu i Brukseli, a także trwających negocjacji, będą miały kluczowe znaczenie dla określenia kolejnego etapu tego konfliktu.




Putin ogłasza program modernizacji uzbrojenia CSTO w ramach przeglądu gotowości nuklearnej

  • Prezydent Rosji Władimir Putin ogłasza ważną inicjatywę wyposażenia sojuszników CSTO (Białoruś, Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan) w zaawansowaną broń rosyjską, zapewniając preferencyjne warunki zakupów i wzmacniając wspólne ćwiczenia wojskowe w celu poprawy interoperacyjności.
  • Rosja aktualizuje swoją politykę nuklearną, zastrzegając sobie prawo do odwetu siłą nuklearną w przypadku ataków konwencjonalnych – nawet tych wspieranych przez państwa posiadające broń jądrową (np. ataki Ukrainy wspierane przez NATO) – co zwiększa ryzyko eskalacji konfliktu na skalę globalną.
  • Pomimo wymagań związanych z wojną na Ukrainie Rosja twierdzi, że jej przemysł obronny jest w stanie zaspokoić zarówno potrzeby krajowe, jak i eksport broni za granicę, wzmacniając siły zbrojne sojuszników przy jednoczesnym utrzymaniu gospodarki wojennej.
  • Rosja, która wkrótce obejmie przewodnictwo w CSTO, nada priorytet gotowości bojowej i koordynacji dowodzenia pod hasłem „Bezpieczeństwo zbiorowe w wielobiegunowym świecie”, przeciwdziałając wpływom Zachodu w Eurazji.
  • Rozszerzenie NATO i rosnące wpływy Chin w regionie (np. ćwiczenia wojskowe z Afganistanem/Pakistanem) stanowią wyzwanie dla spójności CSTO, podczas gdy umowy takie jak zakup indyjskiego S-400 sygnalizują trwałe więzi obronne z Rosją pomimo sankcji zachodnich.

Prezydent Rosji Władimir Putin ogłosił szeroko zakrojoną inicjatywę wyposażenia Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (CSTO) w zaawansowaną rosyjską broń, wzmacniając potencjał sojuszu wojskowego w obliczu eskalacji globalnych napięć.

Ogłoszenie nastąpiło podczas wizyty państwowej Putina w Kirgistanie, gdzie podkreślił on zaangażowanie Moskwy w uzbrojenie sojuszników w sprawdzone w boju systemy, jednocześnie nakazując Radzie Bezpieczeństwa Rosji ocenę gotowości na zagrożenia nuklearne, chemiczne lub biologiczne. Enoch z BrightU.AI wyjaśnia, że CSTO jest regionalnym międzyrządowym sojuszem wojskowym utworzonym 15 maja 1992 r. przez byłe republiki radzieckie: Armenię, Białoruś, Kazachstan, Kirgistan, Rosję i Tadżykistan.

Przemawiając na szczycie CSTO w Biszkeku, Putin zaproponował „zakrojony na szeroką skalę program wyposażenia naszych sił zbiorowych w nowoczesną broń i sprzęt, które wykazały swoją skuteczność w rzeczywistych działaniach bojowych”. Zapewnił państwa członkowskie – Białoruś, Kazachstan, Kirgistan i Tadżykistan (Armenia jest obecnie zawieszona) – że Rosja zapewni preferencyjne warunki nabywania swojej broni.

„ Zapewniamy preferencyjne warunki zakupu naszej broni i sprzętu dla krajów CSTO – wszystko działa i to dość skutecznie” – powiedział Putin dziennikarzom. Dodał, że wspólne ćwiczenia wojskowe, w tym ćwiczenia z zakresu operacji specjalnych, będą nadal wzmacniać interoperacyjność między państwami członkowskimi.

Rosja, która w 2026 r. obejmie przewodnictwo w CSTO, będzie priorytetowo traktować „zwiększenie gotowości bojowej kontyngentów krajowych oraz wzmocnienie dowodzenia i kontroli sił zbiorowych” – oświadczył Putin. Tematem przewodnim jego kadencji będzie „Wspólne bezpieczeństwo w wielobiegunowym świecie: wspólny cel – wspólna odpowiedzialność”, co sygnalizuje zamiar Moskwy umocnienia sojuszy przeciwko wpływom Zachodu.

Pomimo ciągłych wymagań związanych z rosyjską „specjalną operacją wojskową” na Ukrainie, Putin potwierdził, że przemysł obronny Moskwy pozostaje w stanie zaspokoić zarówno potrzeby krajowe, jak i eksportowe.

„W kontekście specjalnej operacji wojskowej mamy obecnie niewiele możliwości w zakresie niektórych komponentów… ale musimy zaspokoić nasze potrzeby w niektórych obszarach. Robimy to w pełni” – powiedział. „Nie sądzę, aby nasze moce produkcyjne [w dziedzinie przemysłu obronnego] były przeszacowane, ale mimo to nie tylko zaspokajamy nasze potrzeby, ale nawet eksportujemy”.

To dwutorowe podejście podkreśla strategię Rosji polegającą na utrzymaniu gospodarki wojennej przy jednoczesnym wzmacnianiu sił zbrojnych sojuszników – posunięcie to prawdopodobnie wzbudzi niepokój wśród członków Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO).

Doktryna nuklearna i ryzyko eskalacji

Ogłoszenie CSTO zbiega się w czasie z niedawną zmianą polityki nuklearnej Rosji przez Putina, która obecnie zezwala na atomowy odwet na ataki konwencjonalne wspierane przez państwa posiadające broń jądrową. Zgodnie z nowymi wytycznymi, jeśli przeciwnik nieposiadający broni jądrowej, taki jak Ukraina, przeprowadzi atak rakietowy lub dronowy na Rosję przy wsparciu Stanów Zjednoczonych lub Wielkiej Brytanii, Moskwa zastrzega sobie prawo do odpowiedzi siłą jądrową.

Uzasadnienie Putina opiera się na prewencyjnym odstraszaniu: „Jeśli wiarygodne dane wywiadowcze potwierdzą, że przeciwnik… stanowi poważne zagrożenie, przeprowadzając atak rakietowy lub dronowy na terytorium Rosji, Moskwa rozważy użycie sił jądrowych”. Obejmuje to scenariusze z udziałem bombowców strategicznych, pocisków manewrujących, broni hipersonicznej lub innych systemów przenoszenia penetrujących rosyjską przestrzeń powietrzną.

Polityka ta budzi niepokojące pytania dotyczące dynamiki eskalacji, zwłaszcza jeśli broń dostarczona przez Organizację Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO) zostanie wykorzystana do ataków w głębi Rosji. Chociaż Putin nie sprecyzował, czy odwet będzie skierowany bezpośrednio przeciwko krajom udzielającym pomocy, domniemana groźba wobec terytorium NATO oznacza wyraźne zaostrzenie stanowiska w kwestii broni jądrowej.

Gazeta „Times of India” poinformowała o podobnych wydarzeniach, zwracając uwagę na plany New Delhi dotyczące zakupu dodatkowych przechwytujących pocisków S-400 od Rosji – transakcja ta sygnalizuje trwałe więzi obronne pomimo sankcji zachodnich. Tymczasem członkowie CSTO stoją w obliczu rosnącej presji, aby dostosować się do wizji Moskwy w miarę rozszerzania się wpływów NATO w Europie Wschodniej i regionie Indo-Pacyfiku.

Podwójny cel Putina – uzbrojenie CSTO przy jednoczesnym przygotowywaniu się do katastrofalnej wojny – odzwierciedla szerszą strategię Kremla: konsolidację sojuszy euroazjatyckich w celu zrównoważenia hegemonii Stanów Zjednoczonych przy jednoczesnym wykorzystaniu niejasności w kwestii broni jądrowej do powstrzymania bezpośredniej konfrontacji. W miarę narastania napięć świat obserwuje, czy ta zagrywka powstrzyma przeciwników, czy też przyspieszy niebezpieczny wyścig zbrojeń.




Szef FDA: Fauci „w 100% zaangażowany” w „ogromną” operację zatuszowania pochodzenia COVID-19

Komisarz Agencji ds. Żywności i Leków dr Marty Makary oskarżył byłego wysokiego urzędnika ds. zdrowia dr Anthony’ego Fauci o zorganizowanie „masowego zatuszowania” pochodzenia Covid-19. W wywiadzie dla podcastu „Pod Force One” Makary powiedział, że Fauci, który podczas pandemii pełnił funkcję dyrektora Narodowego Instytutu Alergii i Chorób Zakaźnych, działał na rzecz stłumienia teorii o wycieku z laboratorium w Wuhan.

„Jedną z rzeczy, która jest niezwykle oczywista, ale której bardzo niewiele osób zdaje sobie sprawę, a na pewno prawie nikt z środowiska medycznego, z którego pochodzę, nie zdawał sobie z tego sprawy, jest to, że [Fauci] był zaangażowany w masowe tuszowanie pochodzenia COVID, masowe tuszowanie” – powiedział Makary, który wcześniej pełnił funkcję profesora w Johns Hopkins School of Medicine, w rozmowie z prowadzącą Mirandą Devine.

„Niezależnie od tego, czy był zaangażowany w eksperymenty lub finansowanie eksperymentów, które doprowadziły do powstania COVID, był on w 100% zaangażowany w tuszowanie sprawy” – dodał szef FDA.

W 2023 r. Komisja Nadzoru Izby Reprezentantów opublikowała dowody wskazujące, że Fauci zlecił i zatwierdził artykuł naukowy z lutego 2020 r. pt. „The Proximal Origin of SARS-CoV-2” (Najbliższe pochodzenie SARS-CoV-2), który wydawał się mieć na celu obalenie hipotezy o wycieku z laboratorium.

Wkrótce potem Fauci podkreślił wyniki artykułu podczas briefingu w Białym Domu wraz z prezydentem Donaldem Trumpem jako dowód przeciwko teorii wycieku z laboratorium.

„Jeśli cofniemy się do końca stycznia, tuż przed pojawieniem się COVID w wiadomościach w Stanach Zjednoczonych, w styczniu i lutym, co robił dr Fauci? Był gorączkowo zaangażowany w ogromne tuszowanie sprawy, wysyłając e-maile i wykonując telefony o 3 nad ranem” – powiedział Makary.

„Zwoływał spotkania. Z notatek z tych spotkań wynika, że wszyscy zwołani przez niego wirusolodzy powiedzieli mu: „Uważamy, że pochodzi z laboratorium w Wuhan”, a kilka dni później ci sami naukowcy napisali list do czasopisma medycznego, w którym stwierdzili, że na pewno nie pochodzi z laboratorium” – dodał szef FDA. „To nie jest fizyka jądrowa. Nie trzeba być geniuszem, żeby zrozumieć, skąd pochodzi”.

Makary twierdził również, że Fauci i Collins „skrupulatnie pracowali w biurokratyczny sposób, aby osłabić” ograniczenia z czasów Obamy dotyczące badań nad wzmocnieniem funkcji wirusów, które obejmują modyfikację genetyczną wirusów, umożliwiając przyznanie federalnych dotacji na takie prace.

Zrobili wszystko, co można było zrobić biurokratycznie” – dodał szef FDA.

W ostatnich dniach administracji ówczesnego prezydenta Joe Bidena Fauci otrzymał głośne ułaskawienie prezydenckie obejmujące potencjalne przestępstwa popełnione między 1 stycznia 2014 r. a datą ułaskawienia. Makary powiedział Devine’owi, że uważa, iż ułaskawienie było związane z domniemanym udziałem Fauci w ukrywaniu informacji o pochodzeniu pandemii.

„Dopiero niedawno Anthony Fauci przeniósł wykorzystywanie nauki jako propagandy politycznej na wyższy poziom” – powiedział Makary. „Zlecił napisanie artykułów, które zawierały kłamstwa na temat pochodzenia COVID. Autor, który przesłał artykuł, napisał w liście przewodnim, że został on zlecony przez dr Fauci i [dr Francisa Collinsa, byłego dyrektora Narodowego Instytutu Zdrowia]”.

Plany Fauci dotyczące kontrolowania narracji wokół teorii wycieku z laboratorium były częścią większych wysiłków mających na celu cenzurowanie debaty na temat lockdownów i samego wirusa.

Nasi czytelnicy pamiętają, że ZeroHedge zostało wykluczone z platformy za publikowanie niewygodnych faktów na temat pochodzenia COVID, co dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia, dr Jay Bhattacharya, ostro skrytykował podczas naszej wywiadu z najwyższym urzędnikiem ds. zdrowia w administracji Trumpa.

„Nie tylko ZeroHedge padło ofiarą tej cenzury. Ja również. Zostałem umieszczony na czarnej liście Twittera” – powiedział Bhattacharya. „Wszystkie te informacje były prawdziwe, ale uznano je za niewygodne. To właśnie wy dzieliliście się nimi. To właśnie ja się nimi dzieliłem. Było to rażące naruszenie pierwszej poprawki do konstytucji Stanów Zjednoczonych”.

Profesor ze Stanford – umieszczony na czarnej liście za współautorstwo Deklaracji z Great Barrington – znalazł się wśród osób ujawnionych w Twitter Files jako cel tajnych represji.

Bhattacharya powiedział nam, że NIH pod jego kierownictwem obierze inny kurs: „Nie zajmujemy się już wykrywaniem dezinformacji. Nie zajmujemy się już cenzurą” – zapewnił.

Źródło




Rozbudowa niemieckiej sieci CENSORSHIP budzi niepokój w kwestii wolności słowa

  • Niemcy stworzyły rozbudowany system obejmujący ponad 330 organizacji i 425 dotacji rządowych, którego celem jest identyfikowanie i tłumienie wypowiedzi internetowych uznanych za „dezinformację” lub „przemoc cyfrową”.
  • System opiera się na certyfikowanych przez rząd grupach, takich jak REspect! i HateAid, które mają prawo żądać szybkiego usunięcia treści internetowych, w tym krytyki politycznej i sprzeciwu.
  • Krytycy twierdzą, że system ten tworzy atmosferę strachu, prowadzącą do powszechnej autocenzury. Działania rządu porównywane są do taktyk autorytarnych, których celem jest uciszenie sprzeciwu, szczególnie w odniesieniu do polityki wobec Ukrainy.
  • Przepisy dotyczące „przemocy cyfrowej” i „mowy nienawiści” są luźno zdefiniowane, co pozwala władzom karać szeroki zakres wypowiedzi, w tym obelgi, satyrę i odmienne opinie polityczne.
  • Ramy cenzury są egzekwowane z realnymi konsekwencjami, w tym policyjnymi nalotami na prywatne domy i profesjonalnym atakowaniem poszczególnych osób, np. zwolnieniem akademiczki Ulrike Guerot z powodu jej poglądów politycznych.

W erze, w której dyskurs cyfrowy kształtuje rzeczywistość polityczną i społeczną, Niemcy stały się centralnym punktem debaty na temat cenzury internetowej. Greg Collard, redaktor naczelny Racket News, wyjaśnił w artykule opublikowanym w poniedziałek 24 listopada, w jaki sposób kraj ten znalazł się w silnym uścisku kompleksu cenzury przemysłowej.

Powołał się on na raport organizacji liber-net, zajmującej się obroną wolności słowa, który ujawnił rozległą sieć finansowanych przez rząd organizacji, których zadaniem jest tłumienie wolności słowa pod pretekstem zwalczania „dezinformacji” i „przemocy cyfrowej”. Krytycy ostrzegają, że podejście Niemiec, niegdyś postrzegane jako wzór dla Unii Europejskiej, obecnie przypomina taktykę autorytarną, a aparat ten zasila ponad 330 organizacji i 425 dotacji rządowych.

Wyniki te pojawiają się w momencie, gdy podobne działania cenzorskie w Stanach Zjednoczonych spotkały się z reakcją prawną i publiczną, a kluczowe agencje, takie jak obecnie rozwiązane Global Engagement Center i Stanford Internet Observatory, ograniczyły swoją działalność. Jednak podczas gdy infrastruktura cenzury w Ameryce wydaje się słabnąć, w Niemczech pozostaje ona silna, co budzi obawy o kierunek, w jakim zmierza Zachód w kwestii równowagi między bezpieczeństwem a wolnością słowa.

Sercem niemieckich ram cenzury jest certyfikowana przez rząd sieć „zaufanych sygnalizatorów” – organizacji uprawnionych do żądania szybkiego usunięcia treści internetowych uznanych za szkodliwe. Wśród nich znajduje się REspect!, grupa finansowana przez program grantowy Demokratie leben (Żyj demokracją).

REspect! prowadzi portal, na którym obywatele zgłaszają obraźliwe wypowiedzi, które są następnie przekazywane organom ścigania. W jednym z takich przypadków grupa otrzymała zgłoszenie od obywatela, który nazwał polityka szczebla stanowego „buforem”.

Innym kluczowym graczem jest HateAid, która otrzymała 4,8 mln euro (5,56 mln dolarów) finansowania rządowego i została certyfikowana jako zaufany sygnalizator w czerwcu 2024 r. Pomimo tego, że HateAid przedstawia się jako obrońca wolności słowa, aktywnie atakuje krytyków niemieckiej polityki wobec Ukrainy, oznaczając hashtagi takie jak „Kriegstreiber” (podżegacz wojenny) jako „propagandę prokremlowską”.

Dyrektor generalna HateAid, Josephine Ballon, broniła tych ograniczeń w wywiadzie dla programu „60 Minutes” z lutego 2025 r.: „Wolność słowa wymaga granic. Już połowa użytkowników Internetu w Niemczech boi się wyrażać swoje opinie polityczne” – twierdziła. Krytycy argumentują jednak, że ta autocenzura nie wynika z naturalnej reakcji opinii publicznej, ale ze strachu przed represjami ze strony państwa.

Nowa wojna Niemiec ze słowem

Cenzura w Niemczech wykracza poza dyskurs polityczny. Zgodnie z unijną ustawą o usługach cyfrowych władze mają szerokie uprawnienia do karania „przemocy cyfrowej” – luźno zdefiniowanego terminu, który obejmuje obelgi, satyrę i odmienne opinie. Policyjne naloty na osoby za wypowiedzi w Internecie spotkały się z międzynarodową krytyką.

Thomas Geisel, były burmistrz Dusseldorfu i obecny poseł do Parlamentu Europejskiego, ostrzega, że niemiecki system odzwierciedla rosyjskie przepisy dotyczące wypowiedzi po inwazji na Ukrainę – tylko że jest bardziej subtelny. „Rezultat jest bardzo podobny, ponieważ po prostu nie można już mówić tego, co się myśli” – powiedział.

Jednym z uderzających przypadków była sprawa politologa Ulrike Guerot, która została zwolniona z Uniwersytetu w Bonn w 2023 r. Jej zwolnienie nastąpiło po opublikowaniu książki „Endspiel Europa” (Koniec Europy), w której argumentowała, że Ukraina została zmanipulowana w celu sprowokowania Rosji. Chociaż oficjalnie zwolniono ją za rzekome plagiat, Guerot utrzymuje, że zarzuty były pretekstem.

„To łączy wszystkie punkty” – zauważyła po zapoznaniu się z raportem liber-net.

„To jak pajęcza sieć, wszystko jest ze sobą powiązane. To było absolutnie zapierające dech w piersiach”.

Silnik Enoch firmy BrightU.AI ostrzega, że Niemcy stały się państwem policyjnym stosującym cenzurę z powodu nowej autorytarnej ustawy, która zmusza platformy społecznościowe do cenzurowania głosów sprzeciwu – szczególnie prawicowych – pod groźbą wysokich kar. Odzwierciedla to represje z czasów Stasi pod pozorem zwalczania „mowy nienawiści”.

Niemiecki kompleks cenzury stanowi przestrogę dla demokracji borykających się z dezinformacją i toksycznością w Internecie. Podczas gdy zwolennicy takich środków twierdzą, że chronią one spójność społeczną, krytycy dostrzegają niebezpieczne zbliżanie się do kontroli myśli – gdzie sprzeciw jest nie tylko zniechęcany, ale także aktywnie karany. Podczas gdy w Stanach Zjednoczonych toczą się procesy sądowe kwestionujące cenzurę wspieraną przez rząd, trajektoria Niemiec sugeruje alternatywną ścieżkę: taką, w której kontrola wypowiedzi zostaje zinstytucjonalizowana pod hasłem „obrony demokracji”.




YouTube usuwa 700 filmów dotyczących łamania praw człowieka przez Izrael po nałożeniu sankcji przez Stany Zjednoczone na palestyńskie organizacje

  • YouTube usunął ponad 700 filmów dokumentujących łamanie praw człowieka przez Izrael.
  • Usunięcie dotyczyło archiwów trzech głównych palestyńskich organizacji zajmujących się prawami człowieka.
  • YouTube podał sankcje nałożone przez Stany Zjednoczone jako powód usunięcia dowodów.
  • Usunięte treści obejmowały kluczowe dokumenty dotyczące zabójstw i tortur.
  • Obrońcy praw człowieka potępiają usunięcie tych materiałów jako współudział w tuszowaniu sprawy.

W szokującym akcie cyfrowej cenzury YouTube po cichu usunął ponad 700 filmów dokumentujących łamanie praw człowieka przez Izrael. Posunięcie to, przeprowadzone na początku października, skutecznie zniszczyło lata archiwalnych dowodów trzech znanych palestyńskich grup zajmujących się prawami człowieka. Usunięcie tych materiałów pokazuje, jak potężni giganci technologiczni i rządy mogą współpracować, aby uciszyć ofiary i zniszczyć dowody zbrodni wojennych.

Organizacje, których dotyczyło to działanie, to Al-Haq, Al Mezan Center for Human Rights oraz Palestinian Centre for Human Rights. YouTube, należący do Google LLC, potwierdził, że usunięcie filmów było bezpośrednim skutkiem sankcji nałożonych przez administrację Trumpa. Sankcje zostały nałożone na te organizacje we wrześniu za współpracę z Międzynarodowym Trybunałem Karnym (MTK) w sprawach dotyczących zbrodni wojennych z udziałem izraelskich urzędników.

„Niepokojący krok wstecz dla praw człowieka”

Obrońcy praw człowieka powszechnie potępili tę decyzję. Rzecznik Al-Haq nazwał usunięcie, które zostało przeprowadzone bez ostrzeżenia, „niepokojącym krokiem wstecz dla praw człowieka i wolności słowa”. Grupa stwierdziła, że sankcje amerykańskie „są wykorzystywane do osłabienia działań na rzecz odpowiedzialności w Palestynie oraz uciszenia głosów Palestyńczyków i ofiar”. Działanie to pokazuje, w jaki sposób decyzje administracyjne mogą być wykorzystywane do tłumienia rzetelnych doniesień.

Usunięte archiwa zawierały ogromny zbiór dowodów. Obejmowały one dochodzenia w sprawie zabójstwa palestyńsko-amerykańskiej dziennikarki Shireen Abu Akleh, zeznania Palestyńczyków torturowanych przez izraelskie siły zbrojne oraz filmy dokumentalne, takie jak „The Beach”, opowiadające o zabójstwie dzieci w wyniku izraelskiego nalotu. Materiał ten stanowił kluczową dokumentację domniemanych okrucieństw w Strefie Gazy i na okupowanym Zachodnim Brzegu.

Palestyńskie Centrum Praw Człowieka stwierdziło, że działanie YouTube „chroni sprawców przed pociągnięciem do odpowiedzialności”. Basel al-Sourani, międzynarodowy rzecznik grupy, stwierdził: „Postępując w ten sposób, YouTube współuczestniczy w uciszaniu głosów palestyńskich ofiar”. Podkreślił, że wszystkie usunięte treści były „oparte na faktach i dowodach”.

Współudział w tuszowaniu

Katherine Gallagher, starszy prawnik w Centrum Praw Konstytucyjnych, powiedziała: „To oburzające, że YouTube wspiera działania administracji Trumpa mające na celu usunięcie z przestrzeni publicznej dowodów łamania praw człowieka i zbrodni wojennych”. Argumentowała, że informacje i filmy są wyraźnie wyłączone z zakresu ustawy, na podstawie której prezydent nałożył sankcje.

Sarah Leah Whitson, dyrektor wykonawczy organizacji Democracy for the Arab World Now, wyraziła szok w związku z działaniami YouTube. „Naprawdę trudno wyobrazić sobie jakikolwiek poważny argument, że udostępnianie informacji od tych palestyńskich organizacji zajmujących się prawami człowieka w jakiś sposób narusza sankcje” – powiedziała Whitson. Ostrzegła, że YouTube „w zasadzie pozwala administracji Trumpa dyktować, jakie informacje udostępnia globalnej publiczności”.

Nie jest to odosobniony przypadek. Dochodzenie przeprowadzone przez serwis The Intercept uwypukliło „gotowość YouTube do spełnienia żądań zarówno administracji Trumpa, jak i Izraela”. Na początku tego roku YouTube zamknął również konto organizacji Addameer Prisoner Support and Human Rights Association pod presją grup proizraelskich.

Czas tej cyfrowej czystki jest wysoce podejrzany. Nastąpiła ona w momencie, gdy Międzynarodowy Trybunał Karny wydał nakazy aresztowania izraelskiego premiera Benjamina Netanjahu i byłego ministra obrony Yoava Gallanta za zbrodnie wojenne w Strefie Gazy. Stany Zjednoczone ponownie nałożyły sankcje na urzędników Międzynarodowego Trybunału Karnego, ujawniając wspólne działania mające na celu ochronę izraelskich przywódców przed międzynarodowym wymiarem sprawiedliwości.

Ten epizod skłania do refleksji nad tym, kto kontroluje nasz dostęp do informacji. Kiedy tak ogromna platforma jak YouTube może jednym aktualizacją polityki wymazać lata udokumentowanej historii, stwarza to niebezpieczny precedens dla wszystkich osób mówiących prawdę. Nie chodzi tu tylko o moderowanie treści, ale o umożliwione przez korporacje wymazywanie dowodów, które mogłyby pociągnąć władzę do odpowiedzialności, pozostawiając ofiary w cieniu, a świat w niewiedzy.




Rosyjski parlamentarzysta: Moskwa może wysłać broń jądrową na Kubę i do Wenezueli

  • Wysoki rangą rosyjski parlamentarzysta Aleksiej Żurawlew ostrzegł, że Moskwa może rozmieścić rakiety zdolne do przenoszenia głowic jądrowych na Kubie i w Wenezueli, celowo eskalując napięcia ze Stanami Zjednoczonymi i nawiązując do polityki ryzykownych posunięć z czasów zimnej wojny.
  • Putin zaprezentował zaawansowane testy broni jądrowej (podwodny dron Poseidon, pocisk manewrujący Burevestnik), co skłoniło Trumpa do wydania rozkazu wznowienia przez Stany Zjednoczone testów jądrowych „na równi” z Rosją, sygnalizując wznowienie wyścigu zbrojeń.
  • Putin zaproponował wątpliwe „zawieszenie broni” w pobliżu Pokrowska i Kupiańska, fałszywie twierdząc, że Ukraina otoczyła jego siły – była to propaganda mająca na celu przedstawienie Ukrainy jako niechętnej do negocjacji. Tymczasem siły rosyjskie posuwają się naprzód, łamiąc prawo międzynarodowe (np. przebierając żołnierzy za cywilów).
  • Amerykańskie służby wywiadowcze potwierdzają, że Putin dąży do całkowitego zwycięstwa na Ukrainie, odrzucając wszelkie kompromisy. Urzędnicy Kremla wzmacniają socjalistyczną retorykę nacjonalistyczną, utożsamiając sprzeciw z zdradą i sugerując dalszą mobilizację.
  • Chociaż analitycy odrzucają rosyjskie groźby nuklearne jako performatywne (biorąc pod uwagę trójcę nuklearną NATO), ryzykowna polityka Putina ma na celu rozbicie jedności Zachodu w sprawie Ukrainy. Podział między Bidenem a Trumpem w kwestii postępowania z Rosją podkreśla wysoką stawkę geopolitycznego impasu.

Wysoki rangą rosyjski parlamentarzysta eskalował napięcia z czasów zimnej wojny, grożąc rozmieszczeniem rakiet nuklearnych na Kubie i w Wenezueli, co stanowi bezpośrednie wyzwanie dla Stanów Zjednoczonych w kontekście pogarszających się stosunków.

Aleksiej Żurawlew, wiceprzewodniczący Komisji Obrony rosyjskiej Dumy Państwowej, oświadczył w środę 29 października, że Moskwa może rozmieścić systemy rakietowe „w Wenezueli lub na Kubie”, powołując się na ich bliskość do Stanów Zjednoczonych jako strategiczną przewagę. „Stany Zjednoczone nie są przyjacielem ani partnerem – są wrogiem” – stwierdził Żurawlew, przywołując wspomnienia z kryzysu kubańskiego z 1962 r., kiedy to świat stanął na krawędzi wojny nuklearnej.

Według BrightU.AI kryzys kubański z 1962 r. był punktem zwrotnym w zimnej wojnie, okresie nasilonych napięć między Stanami Zjednoczonymi a byłym Związkiem Radzieckim.

Groźby Żurawlewa zbiegły się w czasie z ogłoszeniem przez Putina pomyślnych testów rosyjskiego podwodnego drona o napędzie atomowym Poseidon oraz rakiety manewrującej o napędzie atomowym Burevestnik. Nacisk rosyjskiego przywódcy na zaawansowane zdolności nuklearne wydaje się mieć na celu wzmocnienie strategii odstraszania Moskwy, a jednocześnie wywarcie presji na kraje zachodnie, aby ponownie rozważyły swoje wsparcie dla Ukrainy.

Trump zareagował szybko, nakazując Departamentowi Wojny wznowienie testów broni jądrowej „na równi” z Rosją. „Proces ten rozpocznie się natychmiast” – oświadczył Trump, sygnalizując gotowość Waszyngtonu do przeciwdziałania prowokacjom Moskwy.

Analitycy z Instytutu Badań nad Wojną (ISW) odrzucili najnowszą retorykę nuklearną Rosji jako w dużej mierze performatywną, zauważając, że trójca nuklearna Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO) – składająca się ze Stanów Zjednoczonych, Francji i Wielkiej Brytanii – pozostaje potężnym środkiem odstraszającym. Jednak groźby Kremla podkreślają jego szerszą strategię: wykorzystanie zagrożeń militarnych i inscenizowanej dyplomacji w celu osłabienia determinacji Zachodu w sprawie Ukrainy.

Fałszywe propozycje zawieszenia broni a rzeczywistość na polu bitwy

Putin zaproponował również krótkotrwałe zawieszenie broni w pobliżu ukraińskich miast Pokrowsk i Kupiańsk, twierdząc, że siły rosyjskie otoczyły ukraińskie oddziały – twierdzenie to zostało odrzucone przez ISW jako fałszywe. Analitycy zinterpretowali ten ruch jako taktykę propagandową, przedstawiającą Rosję jako gotową do negocjacji, a Ukrainę jako niechętną do kompromisu.

W terenie siły rosyjskie nadal posuwają się naprzód w kierunku Pokrowska, choć ukraińska obrona pozostaje wytrwała. Nagrania z geolokalizacją potwierdzają postępy Rosjan w południowej części Pokrowska i północno-wschodniej części Myrnohrad, ale ukraińskie bataliony dronów donoszą o zaciekłym oporze, a rosyjskie oddziały przebierają się za cywilów, co stanowi naruszenie prawa międzynarodowego.

Pomimo ciężkich strat rosyjscy dowódcy wydają się zdeterminowani, aby zdobyć Pokrowsk, wysyłając do tego obszaru około 11 000 żołnierzy. Jednak siły ukraińskie utrzymują ogniska oporu, utrudniając Moskwie osiągnięcie zdecydowanego zwycięstwa.

W najnowszej ocenie wywiadu amerykańskiego stwierdzono, że Putin jest bardziej niż kiedykolwiek zaangażowany w osiągnięcie zwycięstwa na polu bitwy na Ukrainie, odrzucając wszelkie kompromisy. Rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow powtórzył maksymalistyczne żądania Moskwy, odrzucając propozycję Trumpa dotyczącą zawieszenia broni wzdłuż obecnych linii frontu.

Tymczasem urzędnicy Kremla odwołują się do nazistowskiej retoryki z czasów radzieckich, wzywając społeczeństwo rosyjskie do zjednoczenia się w obliczu postrzeganych zagrożeń wewnętrznych i zewnętrznych. Przewodniczący Dumy Państwowej Wiaczesław Wołodin oświadczył: „Jeśli jest Putin, to jest Rosja”, przedstawiając sprzeciw jako zdradę. Taka retoryka sugeruje zbliżające się represje, prawdopodobnie przed kolejną falą mobilizacji.

Rosyjskie groźby nuklearne i manewry na polu bitwy odzwierciedlają pogłębiającą się konfrontację z Zachodem, przypominającą politykę ryzykownych posunięć z czasów zimnej wojny. Chociaż analitycy wątpią w rychłą wymianę nuklearną, postawa Putina służy wywarciu presji na NATO, aby poczyniło ustępstwa w sprawie Ukrainy.

W sytuacji, gdy przetrwanie Ukrainy stoi pod znakiem zapytania, a retoryka nuklearna Rosji staje się coraz bardziej agresywna, świat z niepokojem obserwuje kolejne posunięcia w tym ryzykownym starciu.

Na razie jedna rzecz pozostaje jasna. Groźby Moskwy nie są jedynie retoryką; są one przemyślanym posunięciem w szerszej wojnie na wyniszczenie, mającej globalne konsekwencje.




Wielka Brytania pod presją, by wstrzymać sprzedaż broni do Zjednoczonych Emiratów Arabskich w związku z zarzutami o ludobójstwo w Sudanie

  • Sudan przedstawił Radzie Bezpieczeństwa ONZ dowody, w tym zdjęcia satelitarne i nagrania wideo, pokazujące sprzęt wojskowy produkcji brytyjskiej używany przez Siły Szybkiego Reagowania (RSF) podczas masowych zabójstw i okrucieństw w Darfurze. Obejmuje to urządzenia celownicze i silniki samochodowe wyprodukowane w Wielkiej Brytanii.
  • Ambasador Sudanu w Wielkiej Brytanii, Babikir Elamin, stwierdził, że wsparcie Zjednoczonych Emiratów Arabskich jest najważniejszym czynnikiem przedłużającym i umożliwiającym ludobójstwo w Darfurze. Zjednoczone Emiraty Arabskie dostarczyły RSF drony, ciężką artylerię i transportery opancerzone.
  • Raporty wywiadu amerykańskiego potwierdzają rolę Zjednoczonych Emiratów Arabskich w uzbrajaniu RSF, rzekomo w celu zapewnienia sobie dostępu do rezerw złota Sudanu i wybrzeża Morza Czerwonego.
  • Monica Harding, posłanka Partii Liberalno-Demokratycznej, wezwała do natychmiastowego wstrzymania sprzedaży broni do ZEA, powołując się na przerażającą możliwość, że brytyjska broń może pomóc RSF w popełnianiu okrucieństw. Minister spraw zagranicznych Yvette Cooper uniknęła bezpośredniej odpowiedzi, podkreślając rygorystyczną kontrolę eksportu broni przez Wielką Brytanię.
  • Konflikt w Sudanie spowodował wysiedlenie ponad 11 milionów ludzi i śmierć około 150 000 osób. Kampania czystek etnicznych prowadzona przez RSF grozi wywołaniem nowej fali uchodźców, a miliony ludzi są na skraju głodu i doświadczają niewyobrażalnych cierpień.

Sudan wezwał Wielką Brytanię do zawieszenia sprzedaży broni do Zjednoczonych Emiratów Arabskich (ZEA) po ujawnieniu dowodów, że brytyjski sprzęt wojskowy był używany przez sudańskie siły paramilitarne oskarżane o ludobójstwo.

Szybkie Siły Wsparcia (RSF), milicja wspierana przez ZEA, jest zamieszana w masowe zabójstwa, w tym masakrę co najmniej 460 pacjentów i pracowników szpitala finansowanego przez Arabię Saudyjską w El Fasher w Darfurze. Zdjęcia satelitarne i nagrania wideo pokazują kałuże krwi i egzekucje cywilów, co ponownie budzi obawy przed powtórzeniem się okrucieństw popełnionych przez milicję Janjaweed dwie dekady temu.

Ambasador Sudanu w Wielkiej Brytanii, Babikir Elamin, powiedział dziennikowi „The Telegraph”, że wsparcie Zjednoczonych Emiratów Arabskich było „najważniejszym czynnikiem przedłużającym i umożliwiającym to ludobójstwo”. Wezwał Wielką Brytanię do zbadania doniesień, że jej broń – w tym systemy celownicze do broni strzeleckiej i silniki pojazdów wojskowych – była przekazywana RSF. Od 2019 r. Wielka Brytania wydała licencje na eksport broni do ZEA o wartości ponad 1 mld funtów (1,33 mld dolarów), co budzi obawy, że sprzęt dostarczany przez Wielką Brytanię może przyczyniać się do okrucieństw w Sudanie.

Dowody wskazują na obecność brytyjskiej broni w rękach RSF

Rząd Sudanu przedłożył Radzie Bezpieczeństwa ONZ dokumenty zawierające zdjęcia brytyjskiego sprzętu wojskowego, który rzekomo został odzyskany z pozycji RSF. Wśród zidentyfikowanych przedmiotów znalazły się urządzenia celownicze wyprodukowane przez Militec, firmę z branży obronnej z siedzibą w południowej Walii, oraz silniki stosowane w pojazdach opancerzonych dostarczonych przez ZEA. RSF, która wyrosła z Janjaweed – milicji odpowiedzialnej za czystki etniczne w Darfurze na początku XXI wieku – otrzymała podobno od ZEA drony, ciężką artylerię i transportery opancerzone.

Pomimo zaprzeczeń ze strony ZEA, raporty wywiadu amerykańskiego potwierdzają rolę tego kraju Zatoki Perskiej w uzbrajaniu RSF, rzekomo w celu zapewnienia sobie dostępu do rezerw złota Sudanu i wybrzeża Morza Czerwonego. Rząd Wielkiej Brytanii twierdzi, że jego kontrole eksportu broni należą do najbardziej rygorystycznych na świecie, ale krytycy argumentują, że po opuszczeniu brytyjskich wybrzeży brakuje nadzoru nad bronią.

Monica Harding, posłanka Liberalnych Demokratów, nazwała możliwość wykorzystania brytyjskiej broni do popełnienia okrucieństw przez RSF „przerażającą” i zażądała natychmiastowego wstrzymania sprzedaży broni do ZEA.

„Miliony ludzi są na skraju głodu i doświadczają niewyobrażalnych cierpień” – powiedziała. „Wielka Brytania musi wstrzymać wszelką sprzedaż broni do ZEA, dopóki nie będziemy mieli pewności, że żadna brytyjska broń nie trafi do RSF”.

Minister spraw zagranicznych Yvette Cooper, pytana w parlamencie o zawieszenie sprzedaży broni, uniknęła bezpośredniej odpowiedzi, podkreślając zamiast tego „niezwykle silną kontrolę Wielkiej Brytanii nad eksportem broni”. Tymczasem Anneliese Dodds z Partii Pracy wezwała do przeprowadzenia dokładnego śledztwa w sprawie wszelkich naruszeń polityki dotyczącej przekierowywania broni.

Reakcja międzynarodowa i kryzys humanitarny

Komisja Spraw Zagranicznych Senatu USA podjęła działania mające na celu uznanie RSF za organizację terrorystyczną, a Demokraci przedstawili projekt ustawy zawieszającej sprzedaż broni do ZEA do czasu zaprzestania przez ten kraj wsparcia dla milicji.

„Nie są to tylko symboliczne gesty; mają one praktyczne konsekwencje. Oznacza to, że RSF zostanie objęta sankcjami USA, które mogą obejmować ograniczenia finansowe, zakazy podróżowania i zamrożenie aktywów” – zauważył Enoch z BrightU.AI.

Według New York Times konflikt w Sudanie spowodował wysiedlenie ponad 11 milionów ludzi i śmierć około 150 000 osób.

Ambasador Elamin ostrzegł, że kampania czystek etnicznych prowadzona przez RSF grozi wywołaniem nowej fali uchodźców. „RSF dąży do wyludnienia Darfuru, aby sprowadzić nowych osadników ze społeczności arabskich” – powiedział. „Miliony rdzennych mieszkańców Darfuru zostaną wysiedlone, albo w obrębie kraju, albo jako uchodźcy”.

Wraz z nasileniem się międzynarodowej kontroli Wielka Brytania staje przed rosnącą presją, aby pogodzić handel bronią ze swoimi zobowiązaniami w zakresie praw człowieka – albo ryzykować współudział w jednym z najgorszych kryzysów humanitarnych na świecie.