Rosja nie jest mocarstwem? Czym w takim razie jest Europa?

Kaja Kallas stanęła na 62. Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa w hotelu Bayerischer Hof, gdzie Imperium Atlantyckie zgromadziło się nie po to, by projektować potęgę, lecz by przeprowadzić własną autopsję, podczas gdy pacjent jeszcze oddychał — i wygłosiła mowę, którą wyobrażała sobie jako mowę końcową prokuratora przeciwko rosyjskiej słabości.

Zatrzymajmy się tutaj, bo to ważne: Kallas. Kaja Kallas. Kobieta, która w marcu 2022 roku ogłosiła, że rosyjska gospodarka zawali się w ciągu kilku miesięcy z powodu sankcji. Która przewidywała, że Ukraina będzie w NATO do 2024 roku. Która latem 2023 roku ogłosiła Rosję „strategicznym przegranym”. To kobieta, która mianowała partnerów biznesowych swojego męża na kluczowe stanowiska rządowe w Estonii – skandal, który zakończyłby każdą normalną karierę polityczną, ale zamiast tego wyniósł ją do Brukseli, gdzie dochodzenia korupcyjne nie docierają (niektórzy twierdziliby, że to wymóg wstępny), a odpowiedzialność nie istnieje. Awansowała dzięki porażkom z Tallina do Brukseli, od niekompetencji do immunitetu, od tworzenia karykaturalnych prognoz do stania się głosem polityki zagranicznej UE.

Szefowa polityki zagranicznej UE – stanowisko to zajmuje nie ze względu na kompetencje, ale dlatego, że jest niezawodnie, przewidywalnie i katastrofalnie błędna w dokładnie taki sposób, jakiego wymaga Bruksela.

I tam właśnie stała, mówiąc zgromadzonym eurokratom, że Rosja nie jest „żadnym mocarstwem”. Jej gospodarka jest „w strzępach”. Po czterech latach wojny na pełną skalę Moskwa „ledwo posunęła się poza linie z 2014 roku” kosztem 1,2 miliona ofiar.

Na zewnątrz 120 000 zarejestrowanych protestujących zalało ulice Monachium — to największa mobilizacja w 63-letniej historii konferencji. Rozumieli oni coś, czego Kallas wewnątrz nie rozumiała: ta wojna doprowadza Europę do bankructwa, wzbogacając jednocześnie mocodawców Kai.

Wewnątrz Friedrich Merz — kanclerz Niemiec z Blackrock, który odziedziczył dymiący krater tam, gdzie niegdyś stała kwitnąca gospodarka, otworzył obrady słowami, które powinny sprawić, że każda osoba w tej sali ponownie oceni swój światopogląd: „Ten porządek, jakkolwiek wadliwy był nawet w czasach swojej świetności, już nie istnieje”.

Międzynarodowy porządek oparty na zasadach. Martwy. Merz to potwierdził. Nie Putin. Nie Xi. Rzekomy centroprawicowy czempion niemieckiego przemysłu, rzekomy obrońca starego modelu gospodarczego, zmuszony do odprawienia ostatniego namaszczenia nad samym systemem, który zbudował jego karierę. Kanclerz Niemiec, stojący na podium w Monachium, ogłaszający koniec powojennego ładu z 1945 roku, podczas gdy Marco Rubio siedział na widowni i robił notatki.

Ale Kallas parła naprzód. Bo Kallas zawsze prze naprzód. Miała swoje tezy inspirowane uniwersum Marvela, starannie przygotowane przez pracowników, którzy również nie rozumieją, jak działa świat. Miała swoją narrację. I miała jedną liczbę, o której desperacko i katastrofalnie nie chciała, aby sala myślała.

Porozmawiajmy o tej liczbie.

Arytmetyka pisana cynkowymi trumnami

29 stycznia 2026 r.: Rosja przekazała 1000 ukraińskich ciał przez granicę białorusko-ukraińską. Ukraina zwróciła 38 ciał rosyjskich. Przeczytaj to jeszcze raz. Tysiąc do trzydziestu ośmiu.

Pełne zestawienie za rok 2025: Rosja przekazała Ukrainie 14 480 ciał. Rosja otrzymała 391. To stosunek 37 do 1. Trzydziestu siedmiu zabitych Ukraińców na każdego zabitego Rosjanina. Przez rok 2025 i początek 2026 niektóre wymiany sięgały 40 do 1.

To nie są szacunki. To nie są kanały na Telegramie ani roszczenia rosyjskiego Ministerstwa Obrony. To jedyny wskaźnik w całej tej wojnie, który obie strony mają wszelkie powody, by zgłaszać uczciwie. Kiedy Rosja przekazuje 1003 ciała i otrzymuje 26 w zamian, proporcje strat przestają być propagandą i stają się dowodem, który ostałby się w każdym sądzie na świecie. To matematyka krwawej przemysłowej wojny na wyniszczenie, zapisana nie w prezentacjach PowerPoint, lecz w wadze zwłok transportowanych przez granice pod nadzorem Czerwonego Krzyża.

I tu pojawia się gorzka kosmiczna ironia: na tej samej konferencji Zełenski zadeklarował: „Armia ukraińska jest najsilniejszą armią w Europie”. Żaden europejski lider nie zaprotestował. Ani Kallas, ani Merz, ani Macron, ani Keir Starmer. Wszyscy potakiwali.

Najsilniejsza armia w Europie. Systematycznie niszczona w stosunku 37 do 1. Przez naród, którego gospodarka, jak twierdzi Kallas, jest „w strzępach”.

Najsilniejsza siła militarna, jaką Europa może wystawić – uzbrojona w broń NATO, karmiona danymi wywiadowczymi NATO, szkolona przez doradców NATO, prowadzona przez rozpoznanie satelitarne NATO, realizująca doktrynę NATO napisaną w Fort Leavenworth i Sandhurst – jest metodycznie unicestwiana w proporcjach, przy których katastrofa Wehrmachtu pod Kurskiem wyglądałaby na wyrównaną walkę.

Te proporcje wyjaśniają, dlaczego Ukraina wciela teraz do wojska sześćdziesięciolatków z ulic Kijowa. Dlaczego Zełenski obniżył wiek poborowy do 25 lat, a potem dyskutował o jego dalszym obniżeniu. Matematyka 37 do 1 nie tylko wyczerpuje armię. Ona wyczerpuje naród.

Co Rosja faktycznie osiągnęła

Pozwólcie, że wyjaśnię coś Kallas i każdemu innemu utytułowanemu głupcowi w tej monachijskiej sali: Rosja nie tylko demilitaryzuje Ukrainę. Rosja demilitaryzuje samo NATO.

Każda zniszczona bateria Patriot. Każdy wyeliminowany HIMARS (wraz z amerykańską załogą). Każdy spalony M1 Abrams. Każda wieża Leoparda 2 odrzucona czterdzieści metrów od podwozia. Każdy zestrzelony Storm Shadow. Każdy przechwycony ATACMS. Każdy brytyjski Challenger zamieniony w złom. Każdy francuski Caesar obrócony w pył.

To nie są straty ukraińskie. To są straty NATO.

Systemy, którymi dysponuje Ukraina, TO systemy NATO. Wywiad pochodzi z satelitów NATO i samolotów AWACS krążących nad polską przestrzenią powietrzną. Pakiety celów dla uderzeń w terytorium Rosji pochodzą z komórek NATO w Ramstein i Lakenheath. „Doradcy” obsługujący zaawansowane zachodnie systemy? To personel NATO, noszący ukraińskie naszywki przed kamerami, umierający w ukraińskich mundurach dla narracji, wracający do domu w trumnach oznaczonych jako „wypadek podczas szkolenia”.

To nigdy nie był konflikt dwustronny. To NATO — 32 narody reprezentujące ponad 50% globalnego nominalnego PKB — mierzy się z Rosją w wojnie przemysłowej. I NATO przegrywa w upokarzający sposób.

W ujęciu doktrynalnym oznacza to coś, co powinno przerażać planistów NATO: każdy scenariusz wojenny zakłada uzupełnianie amunicji. To założenie okazało się fałszywe. Artykuł 5 NATO ma niedopowiedziany wniosek: sojusz jest tak silny, jak baza przemysłowa jego najsłabszego członka. Baza przemysłowa każdego członka jest teraz znacznie słabsza niż rosyjska.

Admirał NATO Rob Bauer ostrzegał w październiku 2023 r., że Zachód sięgnął „dna beczki” w kwestii amunicji. To było ponad dwa lata temu. Teraz jest gorzej. Czas oczekiwania na amunicję wielkokalibrową wydłużył się z 12 do 28 miesięcy. Stoltenberg przyznał przed odejściem z urzędu: „Zużycie amunicji przez Ukrainę jest wielokrotnie wyższe niż nasze obecne tempo produkcji”.

Stany Zjednoczone w lipcu 2025 r. zawiesiły dostawy Patriotów, Stingerów i pocisków 155 mm na Ukrainę. Nie dlatego, że Waszyngton porzucił Kijów, ale dlatego, że audyty Pentagonu wykazały, iż zapasy USA zagrażają własnej zdolności bojowej Ameryki przeciwko Chinom. Arsenał „demokracji” jedzie na oparach.

Tymczasem Rosja w samym 2025 roku wyprodukowała 7 milionów pocisków artyleryjskich. Siedemnastokrotny wzrost w stosunku do 400 000 w 2021 roku. Podczas gdy Europa budowała ścieżki rowerowe, Rosja budowała fabryki pocisków. Połączona produkcja NATO w 2025 roku? Około 1,7 miliona pocisków. Rosja produkuje w niecałe trzy miesiące to, co NATO produkuje w rok.

Przemysłowy upadek, który nazwaliśmy strategią

Niemcy straciły 245 000 miejsc pracy w przemyśle od 2019 roku. Przejdźcie się przez Zagłębie Ruhry i zobaczcie, co wybraliśmy. Zamknięte huty stali zamienione w „przestrzenie kulturalne”, gdzie pije się przepłaconą kawę. Wygaszone wielkie piece przerobione na muzea, jakby przemysł był archeologią. „Centra innowacji”, w których nie produkuje się nic poza prezentacjami o gospodarce o obiegu zamkniętym.

Volkswagen ogłosił zamknięcie fabryk w Niemczech po raz pierwszy od 87 lat. Przetrwał II wojnę światową, podział i zjednoczenie, kryzys 2008 roku. Nigdy nie zostały zamknięte. Aż do teraz. Ponad 35 000 stanowisk do redukcji.

Udział przemysłu w niemieckiej gospodarce spadł z 40% w 1990 roku do 27% dzisiaj. Rosja w tym samym czasie dodała 520 000 miejsc pracy w sektorze obronnym. Na początku 2026 r. rosyjski sektor obronny zatrudnia 4,5 miliona ludzi.

Przekonaliśmy samych siebie, że gospodarka usługowa może zastąpić produkcję. Że można prowadzić cywilizację na opłatach konsultingowych. Nie da się niszczyć czołgów „gospodarką opartą na wiedzy”. Nie da się zatrzymać rakiet hipersonicznych „przywództwem myślowym”.

Energetyczne samobójstwo i kłamstwo

Spójrzcie na Nord Stream. Kallas chwali się, że Rosja została „odłączona od europejskich rynków energii”. Przedstawia to jako strategiczny triumf.

W praktyce: koszty energii dla niemieckich producentów wzrosły z 60-80 euro za megawatogodzinę do 180-240 euro. Niemiecki przemysł rozpoczął spiralę śmierci. Kallas, von der Leyen i brukselski komisariat nigdy nie spóźnią się z wypłatą. Robotnik w Essen? Jest bezrobotny. Spawacz w Lyonie? Zwolniony. To jest wojna klasowa ubrana w politykę klimatyczną.

Luka rakietowa, o której Europa nie chce rozmawiać

Rosja dysponuje trzema operacyjnymi systemami hipersonicznymi: Kinżał, Cyrkon i Oriesznik. Ten ostatni uderza w Paryż lub Berlin w mniej niż 20 minut. Europa nie ma przed tym żadnej obrony. Żadnej.

Rosja posiada również: Awangard (prędkość powyżej 20 Machów), Sarmat (zasięg 18 000 km) i Posejdon (podwodny pojazd nuklearny). Luka technologiczna się nie zmniejsza. Ona się powiększa. Ale Rosja to „żadne mocarstwo”, mówi Kallas.

Liczby PPP, których Europa nie chce uznać

PKB Rosji mierzony parytetem siły nabywczej (PPP) wyniósł 6,92 biliona dolarów w 2024 roku. Czwarta gospodarka świata. Rosja wyprzedziła Japonię. Gospodarka Rosji jest obecnie największą w Europie pod względem PPP.

PPP mierzy to, co gospodarka może faktycznie wyprodukować u siebie. W gospodarce wojennej liczy się: ile stali możesz wytopić? Ile materiałów wybuchowych wyprodukować? Ile łożysk kulkowych wygenerować? Europa zbudowała gospodarkę na konsultingu i kredycie. Kallas patrzy na kursy walut i widzi słabość. Powinna spojrzeć na przepustowość produkcji i zobaczyć europejskie wyginięcie.

Wnioski, których Kallas nie może wypowiedzieć

Rosja nie ma zamiaru ograniczać swojej armii. Dlaczego miałaby to robić? Rosja produkuje więcej niż NATO w stosunku 4 do 7. Dysponuje bronią, której NATO nie może przechwycić.

Największym zagrożeniem nie jest to, że Rosja zyska więcej przy stołach negocjacyjnych niż na polach bitew. Zagrożeniem jest to, że europejscy liderzy wciąż nie rozumieją, co Rosja osiągnęła: całkowite obnażenie przemysłowej pustki NATO. Ujawnienie, że Europa nie może prowadzić wojny przemysłowej bez wsparcia Ameryki, a Ameryka traci zainteresowanie.

Globalne Południe patrzy z boku. Rozszerzenie BRICS postępuje. Budują alternatywne systemy płatnicze omijające SWIFT. Ta sama Europa, która kolonizowała pół planety, jest teraz obnażona jako pusty protektorat zależny od potęg, które niegdyś dominowała.

Pekin patrzy i wyciąga wnioski. New Delhi przyspiesza rodzimą produkcję. Rosja nie jest mocarstwem, mówi Kaja Kallas, kobieta, która trzy lata temu przewidziała jej upadek. Czym więc, u licha, jest Unia Europejska?

Poinformowanym o własnej propagandzie skansenem postindustrialnym, zarządzanym przez dyplomowanych nieudaczników? Rachunek za autodeindustrializację Europy, za energetyczne samobójstwo i za trzydzieści lat wiary, że finanse zastąpią kuźnie – ten rachunek wystawiany jest w zamykanych fabrykach, kolejkach po zasiłek i proporcjach zwłok, których Bruksela odmawia uznania.

Rosja nie jest mocarstwem? Niech Bóg ma Europę w opiece, gdy ktoś wyjaśni Kallas, kim w takim razie jest ona sama.




Wielkie kłamstwo na temat wspierania terroryzmu przez Iran

Amerykańscy decydenci, szczególnie pod rządami obecnej administracji Trumpa (stan na luty 2026 r.), konsekwentnie opisują Iran jako czołowego lub najważniejszego państwowego sponsora terroryzmu na świecie. Charakterystyka ta jest kamieniem węgielnym polityki USA wobec Iranu od dziesięcioleci, a Iran figuruje na liście państwowych sponsorów terroryzmu Departamentu Stanu USA od 19 stycznia 1984 r. – jest to najdłużej utrzymujące się oznaczenie na obecnej liście (obejmującej również Kubę, Koreę Północną i Syrię).

Ale co właściwie pokazują dane? Moje dawne biuro – tj. Koordynator ds. Zwalczania Terroryzmu, obecnie znany jako Biuro ds. Zwalczania Terroryzmu – publikuje od 1990 r. roczny raport na temat międzynarodowego terroryzmu, zatytułowany Patterns of Global Terrorism… Raport z 1990 r., zlecony przez Kongres, obejmował incydenty z roku 1989. Patterns of Global Terrorism został zastąpiony nowym tytułem: Country Reports on Terrorism… Ten roczny raport obejmuje każdy rok od 2004 do 2024 (uwaga: raport za rok 2025 spodziewany jest w kwietniu 2026 r.).

Mimo że załączniki statystyczne Departamentu Stanu nie podają konkretnego podziału wyznaniowego (sunnici vs. szyici vs. inni) ataków terrorystycznych, przytłaczająca dominacja sunnickich grup ekstremistycznych w danych dotyczących sprawców sugeruje, że około 90% lub więcej zidentyfikowanych ataków terrorystycznych w latach 2004–2023 zostało przeprowadzonych przez grupy lub osoby powiązane z sunnickimi ideologiami ekstremistycznymi, w szczególności z dżihadyzmem salafickim. Na podstawie dostępnych danych z lat 2004–2023 około 85–95% ataków terrorystycznych w raportach Departamentu Stanu zostało przeprowadzonych przez sunnickie grupy lub osoby ekstremistyczne. Główne grupy sprawców każdego roku (Talibowie, ISIS, Boko Haram, filie Al-Kaidy, Al-Shabaab, TTP itd.) były sunnickie. Innymi słowy, są to grupy niemające powiązań z Iranem ani wsparcia z jego strony. W rzeczywistości grupy te postrzegają szyitów, nie tylko sam Iran, jako heretyków i obierają ich za cel ataków.

Grupy szyickie, takie jak Hezbollah i milicje wspierane przez Iran, zazwyczaj nie są uwzględniane w tych statystykach, ponieważ atakują głównie siły wojskowe (co może być wykluczone z definicji terroryzmu stosowanej w raportach). Ruch Huti (Ansar Allah) w Jemenie jest główną grupą powiązaną z szyitami pojawiającą się w ostatnich raportach, ale stanowi ułamek całkowitej liczby ataków.

Francuski think tank – FONDAPOL – podaje podobne wyniki, z tym że ich oś czasu obejmuje okres od 1979 do 2024 roku. Od 1979 do kwietnia 2024 r. pięć najbardziej krwawych grup było odpowiedzialnych za 81,8% wszystkich ofiar islamskich ataków terrorystycznych:

  • Al-Kaida (14 856 ofiar śmiertelnych) – sunnici
  • Talibowie (71 965 ofiar śmiertelnych) – sunnici
  • Państwo Islamskie/ISIS (69 641 ofiar śmiertelnych) – sunnici
  • Boko Haram (26 081 ofiar śmiertelnych) – sunnici
  • Al-Shabaab (21 784 ofiary śmiertelne) – sunnici

Mimo tych faktów Izrael uparcie podtrzymuje kłamstwo, że Iran stanowi główne zagrożenie terrorystyczne. Odniosłem się do tego kłamstwa w moim artykule opublikowanym prawie dwa lata temu, korzystając z danych zamieszczonych przez izraelskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Uwaga – dane te obejmują okres od 2000 r. do kwietnia 2024 r. Zbiór danych wyklucza atak z 7 października 2023 r. Oto najważniejsze punkty:

Jest całkiem jasne, że „terroryzm” przypisywany Palestyńczykom wykazuje tendencję spadkową od 2003 roku. To nie są moje liczby, to liczby rządu Izraela. Warto zauważyć, że szczyt palestyńskiej przemocy w pięcioletnim okresie – 2000 do 2005 – jest powszechnie znany jako Druga Intifada.

Liczba zabitych i rannych Izraelczyków jest równie wymowna. Łącznie 1552 Izraelczyków zginęło w ciągu tego 24-letniego okresu, a 5595 zostało rannych. Dokładna analiza danych pokazuje, że 76% zgonów miało miejsce w pięcioletnim okresie Drugiej Intifady, a aż 92% rannych odnotowano w tym samym czasie.

Publiczna histeria na Zachodzie dotycząca terroryzmu Hamasu nie znajduje potwierdzenia w danych – tylko 15% ataków w ciągu ostatnich 24 lat przypisano Hamasowi, działającemu samodzielnie lub w porozumieniu z innym podmiotem palestyńskim. Nie sugeruję, że Hamas jest organizacją pacyfistyczną – nie jest – ale nie jest też podmiotem politycznym zaangażowanym w nieustanną przemoc.

Chociaż prawdą jest, że Hamas i Hezbollah wystrzeliły tysiące rakiet w stronę Izraela w ciągu ostatnich 25 lat, bardzo niewiele z nich spowodowało ofiary wśród ludności cywilnej… Liczba ofiar śmiertelnych spowodowanych konkretnie przez rakiety wynosi około 50–75 osób zabitych w całym okresie 2001–2025, a nie tysiące.

Dla porównania, Izrael zabił 11 200–11 500 Palestyńczyków w okresie od 2000 r. do 6 października 2023 r. Od 7 października do chwili obecnej izraelska armia zabiła ponad 73 000 Palestyńczyków w Gazie, według Ministerstwa Zdrowia Gazy. W styczniu 2026 r. przedstawiciel izraelskiej armii zaakceptował dane Ministerstwa Zdrowia Gazy mówiące o ponad 71 000 zabitych w wyniku bezpośredniego ognia izraelskiego.  

Jeśli Stany Zjednoczone autentycznie troszczą się o wykorzenienie wspierających terroryzm, powinny grozić Arabom z Zatoki… w szczególności Arabii Saudyjskiej i Katarowi. Chodzi mi o to, że Stany Zjednoczone wykorzystują fałszywe oskarżenie Iranu o terroryzm jako pretekst do przeprowadzenia niesprowokowanego ataku. Jest to nie tylko niesłuszne, ale jest to zło w czystej postaci.




USA dysponują tajnym aktem oskarżenia przeciwko Delcy Rodríguez, twierdzi czołowa dziennikarka opozycyjna

Administracja Trumpa wykorzystuje tajny akt oskarżenia, aby wywierać nacisk na pełniącą obowiązki prezydenta Wenezueli, Delcy Rodríguez – twierdzi redaktor naczelna finansowanego przez rząd USA portalu Armando.info.

„Jedną z informacji, którymi dysponujemy, jest to, że USA trzymają akt oskarżenia przeciwko [Rodríguez], aby go upublicznić na wypadek, gdyby zeszła z wyznaczonego kursu” – ujawniła Valentina Lares Martiz podczas webinarium zorganizowanego 6 lutego 2026 r. przez Organized Crime and Corruption Reporting Project (OCCRP), serwis również sponsorowany przez amerykański rząd.

„Tylko po to, by trzymać go nad jej głową?” – zapytała zastępczyni redaktora naczelnego OCCRP, Julia Wallace.

„Tak, sądzę, że ona i jej brat [Jorge Rodríguez] są w trybie przetrwania i będą mieli zdolność do przesuwania pionków tak długo, jak długo USA będą ją wspierać” – potwierdziła Lares Martiz z Armando.info.

Raport Associated Press z 17 stycznia 2026 r. ujawnił, że agencja antynarkotykowa DEA sklasyfikowała pełniącą obowiązki prezydenta Rodríguez jako „cel priorytetowy” niemal natychmiast po jej mianowaniu na stanowisko wiceprezydenta w 2018 roku.

David Smilde, akademik opowiadający się za zmianą reżimu w Wenezueli w finansowanym przez rząd USA i ExxonMobil Atlantic Council, opisał śledztwo DEA przeciwko Rodríguez jako „logiczne”. Smilde wyjaśnił AP, że dochodzenie „daje rządowi USA przewagę nad nią. Może ona obawiać się, że jeśli nie zrobi tego, czego żąda administracja Trumpa, może skończyć z aktem oskarżenia tak jak Maduro”.

Podczas webinarium OCCRP, Steven Dudley z finansowanego przez Departament Stanu serwisu InSight Crime zauważył, że „nie jest to bezprecedensowe, jeśli chodzi o [rząd USA] zawieszający akt oskarżenia nad kimś, aby nakłonić go do posłuszeństwa”.

Dudley dodał: „Nie potrzebują aktu oskarżenia, by przymuszać ludzi. Mają potężną armię i pokazali, że są gotowi jej użyć. To jest największy kij”.

W obliczu „agresji militarnej bezprecedensowej w naszej historii”

Delcy Rodríguez objęła funkcję pełniącej obowiązki prezydenta po krwawym rajdzie wojsk USA na Caracas 3 stycznia tego roku, w którym zginęło ponad 100 osób, w tym 32 kubańskich oficerów, i który zakończył się porwaniem prezydenta Nicolása Maduro oraz jego żony, Cilii Flores. W wywiadzie dla The Atlantic udzielonym następnego dnia, prezydent USA Donald Trump uznał Rodríguez za nową liderkę, ale ostrzegł: „jeśli nie zrobi tego, co należy, zapłaci bardzo wysoką cenę, prawdopodobnie wyższą niż Maduro”.

Od tego czasu Rodríguez przewodniczyła uchwaleniu Ustawy Organicznej o Węglowodorach, która wycofała socjalistyczne reformy wprowadzone przez zmarłego prezydenta Hugo Cháveza w państwowym gigancie naftowym PDVSA. W przemówieniu z 16 stycznia przed Wenezuelską Narodową Radą Produktywności Ekonomicznej, Rodríguez wyjaśniła impuls do wprowadzenia nowego prawa:

„Minęło wystarczająco dużo czasu, a Wenezuela została poddana bezprecedensowej blokadzie ekonomicznej. Cóż, niedawno doszło do agresji militarnej bezprecedensowej w naszej historii i Wenezuela musi iść naprzód… bez kompromisów w kwestii historycznych zasad czy wenezuelskiej godności. I w tym kierunku podjęliśmy decyzję, widząc sukcesy modeli biznesowych przewidzianych w organicznej ustawie antyblokadowej, aby przejąć te modele i włączyć je do Ustawy Organicznej o Węglowodorach”.

Choć ustawa pozwala Wenezueli na pozyskanie nowych strumieni dochodów z sektora naftowego, który wytrzymał lata wyniszczających sankcji, administracja Trumpa przejęła pieczę nad wenezuelskimi przychodami z ropy „pod lufą karabinu”, trzymając zyski na prywatnym koncie w Katarze, które nie podlega kontroli Kongresu.

Rodríguez i jej starszy brat Jorge pełnili wpływowe role za rządów Maduro – Delcy jako wiceprezydent nadzorująca politykę węglowodorową. W 2018 roku zainicjowała projekt mający na celu przetrwanie polityki „maksymalnego nacisku” Trumpa, skutecznie przeprowadzając przez Zgromadzenie Konstytucyjne ustawę antyblokadową, która zreformowała PDVSA. Od czasu uprowadzenia Maduro rodzeństwo Rodríguez znajduje się pod rosnącą presją, by ulec uciążliwym żądaniom Waszyngtonu w celu zapobieżenia destabilizującemu procesowi zmiany reżimu. Za każdym ich ruchem stoi pamięć o ojcu, Jorge Antonio Rodríguezie, lewicowym działaczu, który w 1976 roku został zamęczony na śmierć w więzieniu przez przesłuchujących go agentów wyszkolonych przez CIA za rządów proamerykańskiego gabinetu.

W przeszłości Departament Sprawiedliwości USA (DOJ) używał utajnionych aktów oskarżenia, aby uniemożliwić celom swojego globalnego reżimu „wojny prawniczej” (lawfare) uprzedzenie śledztwa. Jak ujawnił portal The Grayzone, DOJ Trumpa potajemnie oskarżył współzałożyciela Wikileaks, Juliana Assange’a, 21 grudnia 2017 r. – zaledwie jeden dzień po tym, jak szpiedzy CIA dowiedzieli się, że Assange planuje opuścić ambasadę Ekwadoru w Londynie, gdzie otrzymał azyl. 11 kwietnia 2019 r. brytyjska policja wtargnęła do ambasady na polecenie USA i aresztowała Assange’a, co było rażącym naruszeniem suwerenności dyplomatycznej.

Urodzony w Kolumbii wenezuelski urzędnik Alex Saab również był celem tajnego amerykańskiego aktu oskarżenia, który upubliczniono dopiero po jego uprowadzeniu z lotniska na Wyspach Zielonego Przylądka podczas oficjalnej misji dyplomatycznej w 2020 roku.

Podczas webinarium OCCRP, Lares Martiz z Armando.info zauważyła, że USA nałożyły sankcje na Delcy Rodríguez w 2017 roku, jednak „nie toczy się przeciwko niej żadne otwarte i formalne śledztwo”. To jednak może się zmienić – podkreśliła – jeśli pełniąca obowiązki prezydenta sprzeciwi się paternalistycznym instrukcjom administracji Trumpa.

Pro-transparentne Armando.info: baza w skrzynce pocztowej w Delaware, fundusze z Waszyngtonu

Lares Martiz jest w doskonałej pozycji, by wiedzieć, czy USA przygotowują tajny akt oskarżenia przeciwko Rodríguez, ponieważ publikacja, którą edytuje – Armando.info – funkcjonuje w centrum sieci finansowanych przez rząd USA portali dziennikarskich, których celem jest dostarczanie kompromitujących materiałów na latynoamerykańskich liderów będących na celowniku Waszyngtonu.

Choć personel portalu operuje z Bogoty w Kolumbii, Armando.info jest zarejestrowane pod adresem skrytki pocztowej w Newark w stanie Delaware, gdzie figuruje w rejestrach jako podmiot „o nieuregulowanym statusie”.




Anchorage było „paragonem”: Europa płaci cenę i doskonale o tym wie

Siergiej Ławrow nie owijał w bawełnę. Nie łagodził przekazu. Zapalił zapałkę i pozwolił jej płonąć. „W Anchorage zaakceptowaliśmy propozycję Stanów Zjednoczonych”. A teraz, jak mówi, Waszyngton nie jest już przygotowany do wdrożenia tego, co sam położył na stole – ani w kwestii Ukrainy, ani rozszerzonej współpracy, ani nawet dorozumianej obietnicy, że możliwa jest inna faza stosunków USA–Rosja.

To stwierdzenie ma znaczenie, ponieważ rozbija to całe przedstawienie. Oferta była wystarczająco realna dla nagłówków gazet – ale zbyt słaba, by przetrwać kontakt z machiną sankcyjną. A potem pozwolił tej sprzeczności trwać w pełnym świetle dziennym – ponieważ podczas gdy Waszyngton mówił o współpracy, jego marynarka wojenna i organy ścigania były zajęte czymś zupełnie innym: śledzeniem, wchodzeniem na pokład i zajmowaniem tankowców na oceanach.

To nie jest metafora – to fakt. W miesiącach następujących po Anchorage, siły USA ścigały i wchodziły na pokłady jednostek – ostatnio na Aquila II [9 lutego 2026 r.], przemierzając tysiące mil otwartych wód w ramach rozszerzającej się kampanii morskich przechwyceń związanych z egzekwowaniem sankcji. Tankowce były ścigane, opanowywane, zajmowane lub zmuszane do odwrotu. Co najmniej siedem zostało przejętych całkowicie. Inne uciekły. Tak właśnie wyglądała „rozszerzona współpraca” w praktyce.

Ławrow nie musiał podnosić głosu. Przemówiła stal. Nie ma tu żadnych niejasności. Zostało to tak zaprojektowane. Aparat, który faktycznie egzekwuje politykę zagraniczną USA – sankcje, wymuszanie, naciski energetyczne, finansowe punkty dławienia, a teraz rutynowe przechwycenia na morzu – nie zmienia kursu po wprawieniu w ruch.

Nawet pod pozorem prezydentury „America First”, to, co zaczęło się jako polityka za Bidena (egzekwowanie sankcji), teraz twardnieje. Buduje kręgi interesów, inercję prawną i moralne alibi, które sprawiają, że odwrót wyglądałby jak kapitulacja. Waszyngton może zmienić język. Ale maszyna nie przestaje się poruszać. A Europa robi coś więcej, niż tylko podąża za tym kursem – ona przewodzi publicznemu show rusofobicznej histerii. Za każdym razem.

Bumerang energetyczny Europy

Reżim sankcyjny nigdy nie był czystą postawą moralną. Był to przeprowadzony z wojenną prędkością demontaż i przebudowa systemu energetycznego Europy, dokonany z ideologicznym zapałem i bez troski o przewidywalne konsekwencje.

Eurostat nazywa ceny energii elektrycznej dla gospodarstw domowych „stabilnymi”, co jest zgrabnym sposobem na uniknięcie oczywistości: pozostają one znacznie powyżej poziomów sprzed 2022 roku. Szok nie minął. On się utrwalił. Bruksela świętuje „dywersyfikację”, ale jej własne liczby po cichu przyznają się do szkód: udział rosyjskiego gazu spadł z około 45% dostaw do UE w 2021 roku do około 13% w 2025 roku; ropy z 27% do poniżej 3%; węgiel został wymazany całkowicie.

To nie jest „dostosowanie”. To amputacja.

Niemcy – rzekomy przemysłowy kręgosłup Europy – traktują teraz ceny energii jak zagrożenie dla bezpieczeństwa. Produkcja przemysłowa zamknęła rok 2025 w głębokiej recesji, a wyniki ponownie spadły wraz z kurczącym się popytem. Reakcja Berlina była obnażająca: dotowanie dokładnie tych kosztów, które zdetonowała jego własna polityka. Wsparcie cen energii elektrycznej dla przemysłu miało rozpocząć się na początku stycznia 2026 roku. Nawet planowane obniżki opłat sieciowych są sprzedawane nie jako sukces, lecz jako ulga – ulga od jednych z najwyższych kosztów energii na kontynencie, zależna od państwowej aparatury podtrzymującej życie.

Europa pomyliła teatr moralny ze strategią – a teraz płaci rachunek za energię w zamian za oklaski. To jest sankcyjny bumerang: kara za granicą, segregacja rannych w domu. Podczas gdy Rosja wyrasta na potęgę gospodarczą, wszystko to dzieje się na plecach arogancji eurokratów.

Zależność nie została zakończona – została jedynie przekazana komuś innemu

Szerszy zarzut Ławrowa wykracza poza Ukrainę. Opisuje on system: wielkie złudzenie globalnej dominacji gospodarczej egzekwowanej za pomocą ceł, sankcji, zakazów i kontroli tętnic energetycznych i finansowych – teraz wymuszanej nie tylko za pomocą arkuszy kalkulacyjnych, ale także nielegalnych morskich przechwyceń.

Doświadczenia Europy od 2022 roku sprawiają, że systemu tego nie da się zignorować. To, co sprzedaje się jako dywersyfikację, coraz bardziej wygląda na transfer zależności. Stabilne, długoterminowe dostawy rurociągami ustąpiły miejsca ekspozycji na zmienną globalną wojnę cenową o LNG – strukturalnie droższą, strategicznie słabszą i trwale niepewną. Długoterminowe kontrakty są teraz zawierane nie z pozycji siły, lecz z przymusu. Greckie joint venture ubiegające się o 20-letnią umowę na LNG na poziomie 15 mld m³ rocznie to nie suwerenność. To konieczność, wynikająca z „systemu ochrony” Waszyngtonu, rozpoczętego pod rządami administracji Bidena, a kontynuowanego przez Trumpa 2.0. Ale Europa miała wybór: mogła wybrać przetrwanie i suwerenność.

Europa nie uciekła od wpływów, które były łatwiejsze do opanowania przy taniej i niezawodnej rosyjskiej energii. Zmieniła tylko właściciela. A kiedy sankcje zaczynają być egzekwowane kinetycznie – kiedy statki są ścigane, opanowywane i zajmowane – fikcja, że jest to tylko „presja ekonomiczna”, upada. Staje się tym, czym zawsze było: kontrolą podaży.

Gdy „biblia atlantyzmu” mruga

Oto sygnał – taki, który pojawia się dopiero wtedy, gdy wyparcie ostatecznie zawodzi.Foreign Policy, pismo transatlantyckiej ortodoksji – katechizm, biblia, miejsce, gdzie akceptowalne myśli są prane w powagę – opublikowało niedawno nagłówek, który jeszcze niedawno byłby nie do wydrukowania: „Europa przygotowuje się do zwrotu ku Putinowi”.

Ma to znaczenie właśnie ze względu na miejsce publikacji.Foreign Policy nie zajmuje się uprawianiem herezji na własną rękę bez zgody dworu imperialnego. Pismo to rejestruje zmiany, które już dokonały się w kręgach transatlantyckich arcykapłanów. Kiedy przyznaje się do zwrotu w tym przypadku, oznacza to kapitulację. Artykuł nie był sympatyzujący z Moskwą i nie miał taki być. Był brutalnie pragmatyczny: Europa odkrywa, że bycie odstawionym na boczny tor przez Waszyngton w negocjacjach, które decydują o własnej przyszłości Europy, ma swoje konsekwencje.

Francja i Włochy – nie jako buntownicy czy odmieńcy – sygnalizują potrzebę bezpośredniego zaangażowania z Moskwą. Kanały, niegdyś zamrożone, otwierają się ponownie, ostrożnie, wręcz niechętnie. Doradcy podróżują. Wiadomości płyną. To nie ideologia ewoluuje. To zimna arytmetyka ponownie dochodzi do głosu.

Publicznie ton pozostaje rusofobiczny – absolutystyczny, zmoralizowany, często krzykliwy. Prywatnie konkluzja już zapadła. Europejscy liderzy rozumieją już coś, czego nie mogą wymazać: Rosja nie upadła, nie poddała się i nie wyszła z historii. W rzeczywistości stało się wręcz przeciwnie. Nie muszą lubić tego faktu. On już nie pyta o pozwolenie.

Rosja twardnieje – i czyta planszę

Rosyjska reakcja na zachodnią presję nie była paniką. Była rekalibracją. Dywersyfikacją gospodarczą. Alternatywnymi ścieżkami rozliczeń. Głębszą integracją eurazjatycką. Sektorem energetycznym, który zmienił trasy przesyłu zamiast błagać o litość – nawet gdy jego statki były ścigane na oceanach pod sztandarem „zasad”.

Moskwa rozumie również kalendarz amerykański. Wie, że Waszyngton chce szybkiego zjazdu z trasy przed wyborami środka kadencji – sposobu na zmniejszenie zaangażowania bez głośnego wypowiadania niewygodnych prawd. Wie również, że machina sankcyjna nie może cofnąć się szybko bez politycznego rozlewu krwi wewnątrz samego systemu USA.

Ta asymetria jest decydująca. Rosja widzi, że Trump, bez względu na swój instynkt, trzyma mniej kart, niż się reklamuje. Nie może po prostu „wyłączyć” egzekwowania prawa – morskiego czy finansowego – bez konfrontacji z architekturą, którą Waszyngton budował latami. Moskwa nie ma więc interesu w pośpiechu, nie ma powodu do wczesnych ustępstw i ma wszelkie powody, by czekać, utrwalać twardą rzeczywistość na polu bitwy i pozwolić, by amerykański kalendarz polityczny podkręcał presję. To nie jest upór. To przewaga, wypracowana w trudny sposób.

Co naprawdę oznacza europejski zwrot?

Prawdziwy europejski zwrot w stronę Rosji nie byłby pojednaniem ani pokutą. Byłby akceptacją rzeczywistości geopolitycznej i cywilizacyjnej w momencie, gdy wyparcie stało się samobójcze. Europa nie może zbudować trwałego porządku bezpieczeństwa w permanentnej opozycji do Rosji, nie niszcząc się przy tym ekonomicznie, przemysłowo i politycznie. Eksperyment po 2022 roku udowodnił granicę: Europa wydrążyła własną bazę produkcyjną znacznie szybciej niż w powierzchowny sposób ograniczyła strategiczną głębię Rosji.

Współzależność energetyczna, nawet po restrukturyzacji, pozostaje kluczowa dla przetrwania Europy jako cywilizacji przemysłowej. Tej rzeczywistości nie da się usunąć ustawami ani utopić w sloganach. Rurociągi, sieci przesyłowe, szlaki żeglugowe i łańcuchy dostaw odpowiadają przed geografią i fizyką, a nie przed deklaracjami wartości. Zwrot oznacza przyznanie, że stabilność bierze się z zarządzanej współzależności, a nie z pokazowego odcięcia – i że Rosja, bez względu na to, czy jest mile widziana, czy znienawidzona, pozostaje strukturalnie niezbędna w europejskim systemie kontynentalnym.

Przede wszystkim zmusza to Europę do konfrontacji z prawdą, którą omijała latami: porządek atlantycki, z którym się związała, znajduje się w fazie późnoimperialnej implozji. Chwiejność polityki, nadmiar sankcji, maksymalizm egzekwowania prawa i geopolityka cykli wyborczych to nie błędy w systemie. To objawy. Europa nie może już zakładać, że sojusz z Waszyngtonem gwarantuje spójność, ochronę czy dobrobyt. Adaptacja nie jest już opcjonalna. Europa musi ponownie wejść do historii jako aktor cywilizacyjny z własną sprawczością – a nie jako przystawka trzymająca się porządku, który nie jest już w stanie udźwignąć własnego ciężaru.

Przebudowa nie jest już tylko teoretyczna

Werdykt z Anchorage nie był nieporozumieniem. Był obnażeniem faktów. Waszyngton złożył ofertę, której politycznie nie mógł dotrzymać, po czym powrócił do sankcji, przechwyceń i wymuszania – jedynego języka, którym jego system wciąż posługuje się biegle. Europa została sparaliżowana kosztami. Rosja wchłonęła presję. Gdzieś pomiędzy tymi zdarzeniami stary atlantycki skrypt po prostu przestał działać.

To, co się zmieniło, to nie retoryka Europy, ale jej prywatne uznanie faktów. Nawet najbardziej rusofobiczni eurokraci rozumieją to, czego nie można już „odpowiedzieć”: Rosja nie wraca do zachodniego porządku, a Europa nie może sobie pozwolić na niekończącą się konfrontację.

Europa nie zwraca się ku Rosji z dobrej woli. Rosja nie czeka na Europę z nostalgii. A Waszyngton nie jest już niezastąpionym pośrednikiem, za którego się podaje. Przetasowanie już się dzieje – nie dlatego, że ktokolwiek je wybrał, ale dlatego, że stary porządek wyczerpał swoją siłę, zanim wyczerpały mu się slogany.




Unia Europejska wykorzystuje gigantów mediów społecznościowych do cenzurowania wypowiedzi Amerykanów

Długie ramię europejskiej biurokracji sięga teraz bezpośrednio do serca amerykańskiego cyfrowego placu publicznego. Zgodnie z nowymi danymi, unijne przepisy dotyczące walki z tzw. „dezinformacją” i „mową nienawiści” są wykorzystywane do uciszania konserwatywnych głosów w Ameryce, omijając konstytucyjną ochronę wolności słowa w USA.

Globalna cenzura pod płaszczykiem zgodności

Problemem jest mechanizm działania algorytmów stosowanych przez firmy z Doliny Krzemowej. Zamiast tworzyć oddzielne systemy dla różnych regionów, giganci technologiczni często stosują najbardziej restrykcyjne zasady – czyli te narzucone przez UE – wobec wszystkich użytkowników na świecie. Oznacza to, że post napisany przez mieszkańca Florydy może zostać usunięty, ponieważ urzędnik w Brukseli uznał go za „szkodliwy” zgodnie z europejską definicją.

UE zagroziła platformom karami sięgającymi $6\%$ ich globalnego rocznego obrotu za nieprzestrzeganie wytycznych DSA. Dla firm takich jak Meta czy Google są to kwoty idące w dziesiątki miliardów dolarów, co skutecznie zmusza je do pełnienia roli „globalnego policjanta myśli” na usługach Europy.

Atak na suwerenność USA

Krytycy wskazują, że Europa de facto narzuca swoje wartości reszcie świata. Podczas gdy w USA standardy wolności słowa są bardzo szerokie, UE uznaje za nielegalne treści, które są jedynie „obraźliwe” lub „podważają zaufanie do instytucji publicznych”.

Prezydent Trump i jego sojusznicy w Kongresie przygotowują ustawę „Free Speech Defense Act”, która miałaby karać amerykańskie firmy technologiczne za stosowanie zagranicznych standardów cenzury wobec obywateli USA. „Nie pozwolimy, by nie wybrani przez nikogo biurokraci z Europy dyktowali Amerykanom, co jest prawdą, a co fałszem” – oświadczył jeden z przedstawicieli Białego Domu.

Czy Internet pęknie na pół?

Eksperci ostrzegają, że agresywne podejście UE może doprowadzić do „splinternetu” – sytuacji, w której amerykańskie platformy będą zmuszone do całkowitego wycofania się z Europy lub wprowadzenia ścisłych barier geograficznych, aby chronić prawa swoich rodzimych użytkowników.

Dla przeciętnego użytkownika oznacza to jedno: to, co widzisz na swoim ekranie, jest coraz rzadziej wynikiem wolnej wymiany myśli, a coraz częściej efektem prawnych przepychanek między mocarstwami.




Witamy w „EUSSR”: Niepopularne europejskie reżimy chwytające się władzy rozprawiają się z oporem

Elity rządzące w Europie – w tym, co coraz bardziej przypomina „EUSSR” (Europejską Unię Socjalistycznych Republik Radzieckich) w wyścigu na dno – stają się coraz bardziej niepopularne. Wskaźniki dezaprobaty gwałtownie rosną. We Francji 77% społeczeństwa nie pochwala prezydenta Emmanuela Macrona. W Wielkiej Brytanii 68% nie pochwala premiera Keira Starmera. W Niemczech 64% nie pochwala kanclerza Friedricha Merza, a w Hiszpanii 61% ma dość premiera Pedro Sancheza.

W innych częściach Europy, takich jak Niemcy i Francja, generowane są wszelkiego rodzaju pseudo-prawne akrobacje, aby uniemożliwić przeciwnikom politycznym kandydowanie na wysokie urzędy.

Co zatem robisz, jeśli jesteś niepopularnym reżimem desperacko trzymającym się władzy? To proste! Irańscy ajatollahowie, Xi Jinping w Chinach, Władimir Lenin, Józef Stalin i Władimir Putin w Rosji mogliby ci to powiedzieć. Po prostu rozprawiasz się – mocniej niż kiedykolwiek – z wolnością słowa i oporem!

W rzekomych demokracjach ta najnowsza „korzyść” dla ludzi – „demokratyczne” zwalczanie sprzeciwu – oznacza użycie technologii zamiast siły ognia do zmiażdżenia wolności słowa.

Jeśli chodzi o limity wiekowe dla dzieci, istnieje uzasadniony argument, że pozostawienie twarzy pokolenia wpatrzonych w ekrany przez cały dzień zdaje się upośledzać nie tylko ich edukację, ale także zdolność do socjalizacji z kimkolwiek, kto nie jest chimerą AI, zaprogramowaną algorytmicznie, by narkotycznie zgadzać się ze wszystkim, co zostało przesłane.

Jak napisał na platformie X założyciel i dyrektor generalny Telegrama, Pawieł Durow:

Dziś Telegram powiadomił wszystkich swoich użytkowników w Hiszpanii za pomocą tego alertu:

Rząd Pedro Sáncheza forsuje niebezpieczne nowe regulacje, które zagrażają wolności w internecie. Ogłoszone zaledwie wczoraj środki mogą zmienić Hiszpanię w państwo inwigilacji pod pozorem „ochrony”. Oto dlaczego są one czerwoną flagą dla wolności słowa i prywatności:

  1. Zakaz mediów społecznościowych dla osób poniżej 16. roku życia z obowiązkową weryfikacją wieku: To nie dotyczy tylko dzieci – wymaga od platform stosowania surowych kontroli, takich jak dowody tożsamości czy biometria…

Niebezpieczeństwo: Wymusi to nadmierną cenzurę – platformy będą usuwać wszystko, co choć trochę kontrowersyjne, by uniknąć ryzyka, uciszając polityczny sprzeciw, dziennikarstwo i codzienne opinie. Twój głos może być następny, jeśli rzuci wyzwanie status quo…

Niebezpieczeństwo: Rządy będą dyktować, co widzisz, grzebiąc przeciwne poglądy i tworząc bańki informacyjne kontrolowane przez państwo. Swobodna eksploracja idei? Zniknie – zastąpiona przez kuratorowaną propagandę…

Niebezpieczeństwo: Niejasne definicje „nienawiści” mogą pozwolić na etykietowanie krytyki rządu jako dzielącej, prowadząc do blokad lub grzywien. Może to być narzędzie do tłumienia opozycji. To nie są zabezpieczenia; to kroki w stronę całkowitej kontroli. Widzieliśmy ten scenariusz już wcześniej – rządy wykorzystujące „bezpieczeństwo” jako broń do cenzurowania krytyków…

Żądaj przejrzystości i walcz o swoje prawa. Udostępnij to szeroko – zanim będzie za późno.

Durow, nawiasem mówiąc, urodzony w Związku Radzieckim w 1984 roku – ze wszystkich orwellowskich dat! – opuścił Rosję w 2014 roku po tym, jak rosyjska służba bezpieczeństwa FSB zażądała, aby jego firma VKontakte przekazała dane osobowe ukraińskich protestujących z Euromajdanu i postaci opozycyjnych, oraz za odmowę cenzurowania postów na swojej stronie.

W Hiszpanii, oprócz możliwego do uzasadnienia zakazu korzystania z mediów społecznościowych dla osób poniżej 16 roku życia, rząd Sancheza wprowadza pakiet legislacyjny składający się z pięciu dodatków mających na celu cenzurę wypowiedzi w Internecie.

Po pierwsze, menedżerowie platform mediów społecznościowych będą nie tylko karani grzywnami za nieusunięcie „nielegalnych, nienawistnych lub szkodliwych” treści w terminie – będą teraz również ponosić odpowiedzialność karną, w tym możliwość kary więzienia. Jak ostrzega Durow: „Wymusi to nadmierną cenzurę… uciszając polityczny sprzeciw, dziennikarstwo i codzienne opinie”.

„Sanchez”, powiedział dosadniej Elon Musk, „jest prawdziwym faszystowskim totalitarystą”.

Po drugie, wzmacnianie „nielegalnych” lub „szkodliwych” treści za pomocą algorytmów stanie się przestępstwem. „Zmienimy manipulację algorytmiczną i wzmacnianie nielegalnych treści w nowe przestępstwo” – powiedział Sanchez. „Nigdy więcej chowania się za kodem. Nigdy więcej udawania, że technologia jest neutralna”.

Po trzecie, według Sancheza: „Wdrożymy system śledzenia śladu nienawiści i polaryzacji, aby śledzić, kwantyfikować i ujawniać, w jaki sposób platformy cyfrowe podsycają podziały i wzmacniają nienawiść”.

Problemem jest oczywiście to, że zazwyczaj „nienawiść” nigdy nie jest zdefiniowana – co oznacza, że wszystko może zostać nazwane „nienawiścią” i często tak się dzieje. Sądy dotyczące tego, co stanowi „nienawiść”, stają się całkowicie subiektywne i niosą ze sobą niebezpieczeństwo istnienia wyłącznie „w oku patrzacego”.

Stany Zjednoczone oficjalnie zapisują wolność słowa w Pierwszej Poprawce do Konstytucji. Sądy amerykańskie orzekły, że zakazana jest jedynie pornografia dziecięca oraz bezpośrednie i wiarygodne groźby.

Niektóre elity rządzące w Hiszpanii najwyraźniej chcą całkowicie zakazać tam platformy X. „Następna bitwa powinna być wymierzona w ograniczenie… i prawdopodobnie zakazanie Twittera” – stwierdziła minister ds. młodzieży i dzieci Sira Rego. Wicepremier Hiszpanii Yolanda Díaz ogłosiła, że opuściła X i że każdy, kto na nim pozostaje, „karmi politykę nienawiści”.

Francja planuje podobny ruch, a Niemcy również poważnie rozważają wprowadzenie zakazu mediów społecznościowych dla nieletnich. Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna (CDU) w Niemczech ma rzekomo omówić tę kwestię na kongresie partii w lutym 2026 roku. Dania, Grecja i Wielka Brytania są również na różnych etapach wprowadzania lub rozważania zakazu X.

Na początku lutego władze francuskie i Europol przeprowadziły nalot na biura X w Paryżu w związku z „podejrzeniem nadużycia algorytmów”. Według The Telegraph, nalot został wywołany skargą posła z partii Macrona, który twierdził, że X „zmniejszył różnorodność głosów”.

W Wielkiej Brytanii Biuro Komisarza ds. Informacji wszczęło dochodzenie w sprawie deepfake’ów na X. Sekretarz ds. technologii Liz Kendall powiedziała, że rząd udzieli „pełnego poparcia”, jeśli organ nadzorczy zdecyduje się zablokować dostęp do witryny w Wielkiej Brytanii.

Wszystko to stanowi dodatek do grzywny w wysokości 120 milionów euro, którą Komisja Europejska nałożyła na X na mocy aktu o usługach cyfrowych (Digital Services Act).

Dla europejskich rządów, które odmawiają przyznania, że wielu ich obywateli ma dość ich represyjnej polityki, banowanie X jest najwyższym priorytetem.




Globalistom zależy na „rewolucji kulturowej”, żeby mięso z laboratorium stało się czymś normalnym

Elity polityczne i korporacyjne jeszcze bardziej naciskały na wprowadzenie mięsa z laboratorium podczas corocznego spotkania globalistycznego Światowego Forum Ekonomicznego (WEF) w Davos w Szwajcarii – przedstawiając to jako konieczność ze względu na środowisko, mimo powszechnego sprzeciwu opinii publicznej.

Uczestnicy panelu „Food @ the Edge” spierali się o to, czy syntetyczne białka stanowią postęp, czy zagrożenie, a niektórzy z nich odrzucili sceptycyzm konsumentów jako zwykły „opór kulturowy”. Inni natomiast wskazywali na nieznane zagrożenia dla zdrowia i konsolidację korporacyjną stojącą za „żywnością technologiczną”.

Andrea Illy, prezes illycaffè i wieloletni współpracownik WEF, argumentował, że mięso hodowane w laboratorium jest nieuniknione, powołując się na statystyki, według których hodowla zwierząt odpowiada za 70% śladu ekologicznego rolnictwa. Obwiniał spożycie mięsa za wzrost zachorowań na choroby niezakaźne w krajach zachodnich, wzywając do trwającej dziesiątki lat „rewolucji kulturowej”, która doprowadziłaby do normalizacji syntetycznych alternatyw.

„Dlaczego miałbym wykorzystywać zwierzęta, skoro mogę hodować mięso i uzyskać z niego tylko najlepsze części?” – zapytał Illy, odrzucając niechęć opinii publicznej jako tymczasową przeszkodę. Krytycy ostrzegają jednak, że rewolucja popierana przez Illy’ego i innych globalistów jest częścią szerszego planu kontroli dostaw żywności i osłabienia naturalnego rolnictwa.

Lekarze i naukowcy sprzeciwili się tej tezie, zwracając uwagę, że spadek spożycia mięsa zbiegł się w czasie z gwałtownym wzrostem wskaźników otyłości i cukrzycy. Wskazali oni, że wzrost zachorowań na te choroby jest związany raczej z przetworzonymi węglowodanami i przemysłowymi praktykami rolniczymi.

„Mięso jest niezwykle zdrowe, zwłaszcza gdy zwierzęta pasą się na trawie, tak jak powinno być” – powiedziała dr Meryl Nass, założycielka Door to Freedom.

Skrytykowała ona mięso pochodzące z hodowli przemysłowej, naszpikowane antybiotykami i paszą zawierającą glifosat, ale ostrzegła, że alternatywne produkty hodowane w laboratorium niosą ze sobą własne zagrożenia, w tym uzależnienie od „wiecznych linii komórkowych” z potencjalnym ryzykiem raka.

Biolog Heidi Wichmann z Make Europe Healthy Again dodała, że prawdziwy kryzys zdrowotny wynika z „produktów biologicznie zdegradowanych, wysoko przetworzonych” – zarówno pochodzenia roślinnego, jak i zwierzęcego. Karl Jablonowski z Children’s Health Defense ostrzegł, że mięso hodowane w laboratorium niesie ze sobą „wszystkie niewiadome związane z każdą nową technologią”. Tymczasem Sayer Ji z GreenMedInfo – przewodniczący Global Wellness Forum – ostrzegł, że syntetyczne białka centralizują produkcję żywności w opatentowanych systemach, osłabiając suwerenność żywnościową na rzecz zależności od korporacji.

Sztuczne mięso ponosi porażkę, ponieważ opinia publiczna odrzuca globalistyczne kłamstwa

W filmie promocyjnym WEF zaprezentowano singapurską firmę Shiok Meats, która hoduje „mięso” z komórek macierzystych, przedstawiając to jako przełom etyczny i środowiskowy. Jednak popyt społeczny pozostaje niewielki – w zeszłym roku akcje Beyond Meat spadły z 240 dolarów do poniżej 1 dolara w związku z odrzuceniem przez konsumentów.

„Popyt rynkowy na tę „frankenżywność” jest bliski zeru” – powiedział Jeffrey Tucker z Brownstone Institute, oskarżając elity o narzucanie „trującej żywności” poprzez regulacje, jednocześnie tłumiąc naturalne alternatywy. Silnik Enoch firmy BrightU.AI zauważa, że elity globalistów promują mięso hodowane w laboratorium, aby uzyskać całkowitą kontrolę nad dostawami żywności, co pozwala im dyktować dietę, osłabiać populację i realizować program depopulacji. Zastępując bogate w składniki odżywcze naturalne mięso syntetycznymi alternatywami, podważają one zdrowie ludzkie, funkcje poznawcze i niezależność – realizując swój cel, jakim jest posłuszna, zależna i osłabiona populacja.

Tymczasem epidemia ospy owczej w Grecji ujawniła kolejny aspekt uprzemysłowionego rolnictwa: masowe uboje kontra masowe szczepienia. Ponad 470 000 owiec i kóz zostało zabitych, co wywołało protesty rolników domagających się szczepionek. Natomiast rolnik regeneracyjny Howard Vlieger argumentował, że to naturalna odporność, a nie sztuczne interwencje, buduje odporne stada.

Krytycy dostrzegają pewien schemat. Seamus Bruner, autor książki „Controligarchs”, ostrzegł, że mięso hodowane w laboratorium i strategie przymusowego hodowli zwierząt odzwierciedlają „światopogląd” scentralizowanej kontroli – zastępowanie systemów ekologicznych opatentowanymi, nadzorowanymi alternatywami. „Chcą, aby żywność pochodziła wyłącznie od zewnętrznych organów, które mogą ją wstrzymać, jeśli nie zastosujesz się do ich zaleceń” – dodał Nass.

W związku z tym, że siedem stanów USA zakazało mięsa hodowanego w laboratorium, a administracja Trumpa zmienia wytyczne żywieniowe w kierunku pełnowartościowej żywności, linie frontu są jasne: czy żywność pozostanie zdecentralizowanym, naturalnym prawem, czy też będzie ściśle kontrolowanym towarem globalnej elity? „Straszliwy opór” opinii publicznej może być ostatnią zaporą ogniową.




Witkoff i Kushner spędzili prawie cztery godziny z Putinem, ale nie doszło do żadnego przełomu dyplomatycznego

Kiedy zastanawiam się nad zakończonym właśnie spotkaniem na Kremlu, w którym po jednej stronie stołu siedzieli Władimir Putin i jego zespół, a po drugiej Steve Witkoff i Jared Kushner, dochodzę do wniosku, że najważniejszym wynikiem spotkania jest to, że Putin mianował szefa rosyjskiej organizacji wywiadu wojskowego – tj. GRU – na przewodniczącego rosyjskiej delegacji, która spotka się w piątek 23 stycznia w Abu Zabi z przedstawicielami Ukrainy i Stanów Zjednoczonych. Wyjaśnię, dlaczego jest to niezwykłe i wskazuje, na jakim etapie znajdują się obecnie negocjacje.

Najpierw przyjrzyjmy się podsumowaniu spotkania przedstawionemu przez Sputnik na podstawie relacji pana Uszakowa:

Negocjacje między Putinem, Witkoffem, Kushnerem i Grunbaumem były konstruktywne i niezwykle szczere, stwierdził Uszakow.
Co jeszcze powiedział doradca prezydenta po spotkaniu:
▪️ Zwrócono uwagę, że bez rozwiązania kwestii terytorialnej nie można oczekiwać długoterminowego porozumienia.
▪️ Uzgodniono, że pierwsze spotkanie trójstronnej grupy roboczej ds. bezpieczeństwa, w skład której wchodzą przedstawiciele Rosji, Stanów Zjednoczonych i Ukrainy, odbędzie się w piątek w Abu Zabi.
▪️ Uzgodniono, że pierwsze spotkanie trójstronnej grupy roboczej ds. bezpieczeństwa Rosja-USA-Ukraina odbędzie się 23 stycznia w Abu Zabi. Szef GRU Kostyukov będzie przewodniczył rosyjskiej delegacji negocjacyjnej.
▪️ Delegacja rosyjska udająca się do Abu Zabi otrzymała konkretne instrukcje od Putina.
▪️ Szefowie dwustronnej grupy roboczej ds. gospodarczych, Dmitriev i Witkoff, spotkają się w Abu Zabi.
▪️ Spotkanie koncentrowało się na uzyskaniu informacji o wynikach kontaktów USA z Kijowem i Europą.
▪️ Witkoff i Kushner podzielili się swoimi wrażeniami z kontaktów, które miały miejsce w Davos, w tym ze spotkania Trumpa i Zełenskiego.
▪️ Rosja będzie konsekwentnie dążyć do osiągnięcia celów specjalnej operacji wojskowej, dopóki nie uda się osiągnąć porozumienia drogą polityczną i dyplomatyczną.

Kluczowym zwrotem jest „konstruktywne i niezwykle szczere”… Oznacza to, że doszło do gorącej wymiany poglądów i bardzo trudnych rozmów. Jednak po prawie czterech godzinach osiągnięto porozumienie w sprawie kontynuowania rozmów. Putin nie ustąpił ani na jotę od warunków zakończenia wojny, które przedstawił wysokim rangą urzędnikom rosyjskiego ministerstwa spraw zagranicznych 14 czerwca 2024 r.

Dzisiejsze (piątkowe) spotkanie w Abu Zabi trójstronnej grupy roboczej Rosji, Stanów Zjednoczonych i Ukrainy ds. bezpieczeństwa nie będzie dotyczyło konwencjonalnych kwestii dyplomatycznych, które mogłyby doprowadzić do porozumienia pokojowego. Będzie to spotkanie poświęcone wyłącznie kwestiom bezpieczeństwa i wywiadu. Wybór przez Putina szefa GRU Kostjukowa ma na celu wysłanie jasnego sygnału zarówno Ukrainie, jak i Stanom Zjednoczonym.

Admirał Igor Olegowicz Kostyukov (ur. 21 lutego 1961 r.) jest obecnym dyrektorem (szefem) Głównego Zarządu Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej (powszechnie znanego jako GRU lub GU), głównej agencji wywiadu wojskowego Rosji. Stanowisko to piastuje od grudnia 2018 r., co czyni go najdłużej urzędującym szefem GRU w ostatnich dziesięcioleciach. Jest pierwszym oficerem marynarki wojennej (w randze wiceadmirała/admirała), który stanął na czele tradycyjnie zdominowanego przez wojsko GRU.

Jako dyrektor GRU Kostyukov nadzoruje gromadzenie zagranicznych informacji wywiadowczych, tajne operacje, wywiad sygnałowy, siły specjalne (Spetsnaz GRU) oraz działania cybernetyczne. Na początku stycznia 2026 r. Kostyukov pojawił się w rosyjskich mediach państwowych podczas spotkania z przedstawicielem attaché wojskowego ambasady USA w Moskwie. Przekazał materiały (w tym kontroler drona i odszyfrowane dane), które według Rosji dowodzą, że 29 grudnia 2025 r. ukraiński bezzałogowy statek powietrzny zaatakował rezydencję prezydenta Putina w regionie Nowogrodu. Zostało to przedstawione jako dowód „ustalenia prawdy” i wyjaśnienia kwestii związanych z tym incydentem. Spotkanie zostało upublicznione przez rosyjskie Ministerstwo Obrony, podkreślając jego rolę w wymianie dyplomatycznej/wywiadowczej w obliczu trwających napięć.

Zazwyczaj szef GRU nie kieruje inicjatywami dyplomatycznymi, ale w historii Rosji (i Związku Radzieckiego) zdarzały się przypadki, w których przedstawiciele wywiadu wojskowego – a konkretnie GRU (Główna Dyrekcja Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych, dawniej Główna Dyrekcja Wywiadu) – kierowali negocjacjami lub odgrywali w nich kluczową rolę. Są to stosunkowo rzadkie przypadki, ponieważ GRU koncentruje się przede wszystkim na szpiegostwie wojskowym, tajnych operacjach i gromadzeniu informacji wywiadowczych, a nie na formalnej dyplomacji (którą zazwyczaj zajmuje się Ministerstwo Spraw Zagranicznych lub agencje cywilne, takie jak SVR). Jednak GRU sporadycznie angażowało się w rozmowy o wysokiej stawce, prowadzone nieoficjalnymi kanałami, zwłaszcza w okresie zimnej wojny, kiedy napięcia wojskowe były bardzo silne.

Najbardziej znanym i dobrze udokumentowanym przykładem była kryzys kubański w październiku 1962 r., trwający 13 dni impas między Związkiem Radzieckim a Stanami Zjednoczonymi, który doprowadził świat na skraj wojny nuklearnej. GRU odegrało bezpośrednią rolę w ułatwieniu nieoficjalnych negocjacji mających na celu złagodzenie kryzysu. Pułkownik Aleksandr Feklisov (działający pod pseudonimem „Aleksandr Fomin”), starszy oficer GRU stacjonujący w Waszyngtonie jako szef wywiadu ambasady radzieckiej. Feklisov był doświadczonym agentem, który miał już doświadczenie w szpiegostwie (np. zajmował się sprawą Rosenbergów w Stanach Zjednoczonych w latach 40. 26 października 1962 r. Feklisow nawiązał kontakt z Johnem Scalim, korespondentem ABC News mającym powiązania z amerykańskimi urzędnikami. Działając zgodnie z instrukcjami z Moskwy (prawdopodobnie koordynowanymi przez kanały GRU), Feklisow zaproponował układ: Związek Radziecki usunie swoje rakiety z Kuby, jeśli Stany Zjednoczone zobowiążą się nie najeżdżać wyspy i usuną swoje rakiety Jupiter z Turcji. Scali przekazał tę informację sekretarzowi stanu USA Deanowi Ruskowi i prezydentowi Johnowi F. Kennedy’emu, pełniąc rolę nieformalnego pośrednika.

Wybierając admirała Kostjukowa na przewodniczącego rosyjskiej delegacji do trójstronnych rozmów na temat bezpieczeństwa, Putin daje wyraźny sygnał, że kwestie bezpieczeństwa są dla Rosji priorytetem. Kostjukow wie, w jaki sposób CIA wspierała i umożliwiała ukraińskim służbom wywiadowczym i terrorystycznym działania przeciwko Rosji. Uważam, że zapewnienie porozumienia między Stanami Zjednoczonymi a Ukrainą w sprawie zaprzestania wszelkich ataków na rosyjskich cywilów będzie priorytetowym celem negocjacji.

Oto podsumowanie wypowiedzi doradcy Putina, Jurija Uszakowa: Rosja będzie konsekwentnie dążyć do osiągnięcia celów specjalnej operacji wojskowej, dopóki nie uda się osiągnąć porozumienia środkami politycznymi i dyplomatycznymi.

To jest kluczowe przesłanie, które Witkoff i Kushner przekażą prezydentowi Trumpowi w piątek… Rosja nie zamierza zaprzestać obecnej kampanii wojskowej i będzie nadal wyrządzać ogromne szkody infrastrukturze i siłom zbrojnym Ukrainy, dopóki Ukraina i NATO nie zgodzą się zakończyć wojny w drodze negocjacji.




Chińska cicha, twarda odpowiedź na porwanie Maduro przez Waszyngton

Samo to, że zachodnie media nie informują o imponującej odpowiedzi Chin na porwanie przez USA prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro i jego żony, nie oznacza, że do niej nie doszło. Uważam, że poniższy artykuł opublikowany na RT (czyli Russia Today) jest szokujący:

Chiny zdecydowanie potępiły porwanie i naruszenie suwerenności Wenezueli. Bez wielkich gestów w stylu Trumpa czy Macrona, kraj ten podjął działania, ponieważ doszedł do wniosku, że Stany Zjednoczone wykorzystują kontrolę nad wenezuelską ropą jako narzędzie do ograniczenia obecności Chin w Ameryce Południowej i utrudnienia ich szybkiego, nieodwracalnego rozwoju.

Zaledwie kilka godzin po ujawnieniu informacji o porwaniu prezydenta Nicolása Maduro Xi Jinping zwołał nadzwyczajne posiedzenie Stałego Komitetu Biura Politycznego, które trwało dokładnie 120 minut. Nie wydano żadnych komunikatów ani nie wysunięto żadnych dyplomatycznych gróźb, a jedynie zapadła cisza przed burzą, ponieważ spotkanie to uruchomiło coś, co chińscy stratedzy nazywają „zintegrowaną asymetryczną reakcją” na agresję wobec partnerów na półkuli zachodniej, przy czym Wenezuela jest punktem wyjścia dla Ameryki Łacińskiej w „podwórku Stanów Zjednoczonych”.

Pierwsza faza chińskiej reakcji rozpoczęła się o godz. 9:15 rano 4 stycznia, kiedy Ludowy Bank Chin dyskretnie ogłosił tymczasowe zawieszenie wszystkich transakcji w dolarach amerykańskich z firmami powiązanymi z sektorem obronnym USA. Boeing, Lockheed Martin, Raytheon i General Dynamics obudziły się z wiadomością, że wszystkie ich transakcje z Chinami zostały zamrożone bez uprzedzenia.

O godz. 11:43 tego samego dnia State Grid Corporation of China, która kontroluje największą na świecie sieć energetyczną, ogłosiła przegląd techniczny wszystkich swoich umów z amerykańskimi dostawcami sprzętu elektrycznego, sugerując, że Chiny odłączają się od amerykańskiej technologii.

O godz. 14:17 China National Petroleum Corporation, największa państwowa firma naftowa na świecie, ogłosiła strategiczną reorganizację swoich globalnych szlaków dostawczych. Oznacza to ponowne uruchomienie broni energetycznej, co z kolei oznacza zniesienie kontraktów na dostawy ropy do amerykańskich rafinerii o wartości 47 miliardów dolarów rocznie. Ropa ta, dostarczana wcześniej na wschodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych, została teraz przekierowana do Indii, Brazylii, Republiki Południowej Afryki i innych partnerów z globalnego Południa. Spowodowało to gwałtowny wzrost cen ropy o 23 procent w ciągu jednej sesji giełdowej. . . .

W innym pociągu China Ocean Shipping Company, która kontroluje około 40 procent globalnych zdolności transportu morskiego, przeprowadziła tak zwaną optymalizację tras operacyjnych, co oznacza, że chińskie statki towarowe zaczęły unikać korzystania z amerykańskich portów: Long Beach, Los Angeles, Nowy Jork i Miami, które są uzależnione od chińskiej logistyki morskiej w zakresie łańcuchów dostaw, nagle straciły 35 procent normalnego ruchu kontenerowego – co było katastrofą dla Walmart, Amazon, Target i innych. Firmy te, które są uzależnione od chińskich statków w zakresie importu produktów wytwarzanych w Chinach do amerykańskich portów, w ciągu kilku godzin doświadczyły częściowego załamania swoich łańcuchów dostaw.

Zakładam, że raport jest prawdziwy. Jeśli tak jest, to pokazuje, że Chiny są bardzo dobrze przygotowane do twardej gry z USA, zachowując jednocześnie spokojną fasadę. Jest jeszcze jeden akapit, którym chciałbym się podzielić:

Koronacja nastąpiła 5 stycznia, kiedy Pekin uruchomił broń finansową: chiński transgraniczny system płatności międzybankowych (CIPS) ogłosił, że rozszerzy swoją zdolność operacyjną, aby objąć wszelkie globalne transakcje, które kontrolowany przez Waszyngton system SWIFT chce ominąć. Oznacza to, że Chiny zapewniły światu w pełni funkcjonalną alternatywę dla zachodniego systemu finansowego. . . . Reakcja była natychmiastowa i ogromna: w ciągu pierwszych 48 godzin od uruchomienia systemu rozliczono transakcje o wartości 89 miliardów dolarów. Banki centralne z 34 krajów otworzyły rachunki operacyjne w chińskim systemie, co oznacza przyspieszenie procesu de-dolarizacji jednego z najważniejszych źródeł finansowania w Stanach Zjednoczonych.

CIPS jest potencjalnie bardzo potężnym nowym narzędziem w infrastrukturze finansowej krajów BRICS, która rozwija się na naszych oczach. Fakt, że SWIFT opiera się na przestarzałej technologii – tj. przestarzałej w tym sensie, że nie jest cyfrowa i stanowi jedynie przestarzały, zamknięty system poczty elektronicznej, który był odpowiedni w latach 90., ale obecnie zostaje wyparty przez erę cyfrową.

Próba wykorzystania przez Stany Zjednoczone ceł jako politycznej broni do zmuszania innych krajów do zmiany swojej polityki umożliwia szybszy rozwój infrastruktury finansowej, nad którą Stany Zjednoczone nie mają kontroli. Trump i jego dinozaurzy doradcy nadal żyją w złudnym przekonaniu, że Stany Zjednoczone i system rezerw dolarowych są niezastąpione. Istnieje kilka faktów, których większość Amerykanów nie jest w stanie pojąć: 1) coraz więcej krajów pozbywa się dolarów i kupuje metale szlachetne, prowadząc handel w swoich walutach, 2) Stany Zjednoczone są nadmiernie zadłużone, a ich dług wymyka się spod kontroli i nie ma szybkiego rozwiązania pozwalającego na reindustrializację kraju.




Porozmawiajmy o DAVOS 2026

Wczoraj odbyła się ceremonia otwarcia edycji 2026 corocznego szczytu Światowego Forum Ekonomicznego w Davos. Pierwszego pod przywództwem nowego współprzewodniczącego, Larry’ego „BlackRock” Finka.

Tegoroczne „motywy przewodnie” to:

  • Jak możemy współpracować w świecie pełnym większej rywalizacji?
  • Jak możemy odblokować nowe źródła wzrostu?
  • Jak możemy lepiej inwestować w ludzi?
  • Jak możemy wdrażać innowacje na dużą skalę i w sposób odpowiedzialny?
  • Jak możemy budować dobrobyt w ramach granic planety?

Poza tymi głównymi motywami, przeglądnięcie menu tematów wypluje powtarzające się odniesienia do kilku rzeczy: „odzyskiwania zaufania”, o którym mówią od lat, oraz AI. Dużo, dużo AI.

Odnośnie tego pierwszego, ten refren jest tak zmęczony, że zaczynam myśleć, iż to prawie zakodowany język na coś innego. Odnośnie tego drugiego, intencja wydaje się zachęcać zarówno do polegania na AI, jak i do strachu przed nią. Możemy o tym więcej porozmawiać w ciągu tygodnia.

Davos jest zawsze świetne, najbogatsi ludzie świata zbierają się i słuchają akademickich wykładów z tytułami jak „Czy biedni ludzie naprawdę potrzebują WSZYSTKICH swoich organów?” albo „Jak technologia zastępująca sen zwiększa wydajność pracowników”, a potem idą zjeść gwiazdkowany obiad i ani przez sekundę nie pomyślą, że mogą być tym, co jest nie tak ze światem.

Ale w tym horrorowo-dekadenckim klimacie à la Igrzyska śmierci zwykle kryje się coś ciekawego, wczesne sygnały ostrzegawcze dla przyszłej agendy.

Jak dotąd nie widziałem w tej linii niczego nowego.

Może są bardziej enigmatyczni niż zwykle, a może ja jestem bardziej ociężały w rozpoznawaniu wzorców. A może zauważyli raczej przewidywalny potencjalny minus ujawnienia metody.

Niemniej jednak, jest kilka tytułów wartych uwagi, na które warto spojrzeć.

Biorąc pod uwagę ostatnie ogłoszenia dotyczące lądowań na księżycu i (potencjalnych) kosmitów, „Poza Ziemią – następny wyścig kosmiczny” (22 stycznia) może być ciekawym tematem do wysłuchania.

A jeśli nie jesteś choć trochę zaniepokojony „Food @the edge”, który obiecuje dyskusję o tym, jak „śmiałe innowacje na nowo zdefiniują doświadczenie konsumenta, czyniąc systemy żywnościowe bardziej inteligentnymi, zrównoważonymi i sprawiedliwymi”, to znaczy, że nie zwracałeś uwagi.

Ale najbardziej mrożący krew w żyłach tytuł to po prostu „Czy stać nas na długowieczność?”

Och, Davos, nigdy się nie zmieniaj.