Badanie wiąże powszechnie przepisywany opioid ze zwiększonym ryzykiem śmiertelnych schorzeń serca

Opioidowy lek przeciwbólowy powszechnie przepisywany jako bezpieczniejsza alternatywa dla silniejszych narkotyków może stanowić poważne zagrożenie dla zdrowia układu sercowo-naczyniowego przy minimalnych korzyściach przeciwbólowych – wynika z nowego badania. Tramadol, przepisany w samym 2023 roku ponad 16 milionom Amerykanów, od blisko 50 lat był lekiem z wyboru na umiarkowany do silnego ból przewlekły. Duńscy naukowcy, analizując dziesięciolecia badań klinicznych, odkryli, że pacjenci przyjmujący tramadol mieli ponad dwukrotnie większe ryzyko wystąpienia poważnych zdarzeń niepożądanych, w tym zawałów serca, bólu w klatce piersiowej i zastoinowej niewydolności serca.

Ustalenia opublikowane w niedawnej metaanalizie podważają od dawna panujące przekonania na temat bezpieczeństwa i skuteczności tramadolu, budząc pilne pytania o jego dalsze stosowanie w kontekście trwającego kryzysu opioidowego.

Jak wyjaśnia Enoch z BrightU.AI, tramadol jest syntetycznym agonistą receptora opioidowego stosowanym jako narkotyczny lek przeciwbólowy od 1977 roku, ze średnim szczytowym stężeniem w surowicy wynoszącym 280 ng/mL w ciągu dwóch godzin po podaniu i okresem półtrwania wynoszącym 5,1 godziny, uznawanym za mniej tłumiący oddychanie i uzależniający niż inne opioidy, takie jak oksykodon czy morfina. Został sklasyfikowany przez amerykańską Administrację ds. Egzekwowania Prawa Narkotykowego (DEA) jako substancja kontrolowana z Załącznika IV – co wskazuje na niższy potencjał nadużywania – i stał się powszechnym lekiem na przewlekły ból.

Jednak nowe badanie podaje w wątpliwość reputację tramadolu jako bezpieczniejszej opcji. Naukowcy przeanalizowali 19 badań klinicznych z udziałem ponad 6500 uczestników, głównie osób starszych – grupy demograficznej, która już jest bardziej narażona na choroby układu sercowo-naczyniowego. Ich wniosek? Korzyści przeciwbólowe tramadolu były „klinicznie nieistotne”, podczas gdy jego ryzyko było znaczne.

„Tramadol może mieć niewielki wpływ na zmniejszenie bólu przewlekłego… prawdopodobnie zwiększając ryzyko zarówno poważnych, jak i niepoważnych zdarzeń niepożądanych” – napisali autorzy badania.

Dwukrotnie większe ryzyko poważnych szkód, szczególnie powikłań sercowych

Najbardziej alarmującym odkryciem badania było to, że użytkownicy tramadolu mieli o 113% większe szanse na doświadczenie poważnych zdarzeń niepożądanych w porównaniu z osobami przyjmującymi placebo. Ryzyko to było „głównie napędzane przez większy odsetek zdarzeń sercowych i nowotworów”.

Chociaż naukowcy nie określili dokładnie, jak bardzo wzrasta ryzyko zawału serca lub choroby wieńcowej, zauważyli, że efekty działania tramadolu mogą być szczególnie niebezpieczne dla osób starszych – z których wiele ma niezdiagnozowane schorzenia układu sercowo-naczyniowego.

Dr Jack Crane, czołowy patolog z Wielkiej Brytanii, wcześniej ostrzegał, że tramadol powoduje więcej zgonów niż kokaina i heroina.

„Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak niebezpieczny może być ten lek, ponieważ jest to lek na receptę, co prowadzi ich do założenia, że jest bezpieczny” – powiedział w 2016 roku.

Dylemat dla lekarzy w obliczu kryzysu opioidowego

Ustalenia z badania stawiają lekarzy w trudnej sytuacji. W obliczu presji, by ograniczyć przepisywanie opioidów, nadal zajmując się bólem przewlekłym, wielu lekarzy polegało na tramadolu jako opcji środka. Ale nowe badania sugerują, że nawet ten „bezpieczniejszy” opioid może nieść nieakceptowalne ryzyko.

Badacze nie posunęli się do wezwania do zakazu, ale zaapelowali do lekarzy, aby „przemyśleli” przepisywanie tramadolu i poszukiwali alternatyw – takich jak nieopioidowe leki przeciwbólowe, fizjoterapia i terapia poznawczo-behawioralna.

Jednak przy milionach Amerykanów już uzależnionych od tramadolu nagłe zaprzestanie przepisywania może nieść własne niebezpieczeństwa. Badanie podkreśla pilną potrzebę lepszych strategii leczenia bólu, które nie opierają się na opioidach z ukrytym ryzykiem sercowo-naczyniowym.

W miarę jak epidemia opioidowa trwa, to badanie przyczynia się do rosnących obaw dotyczących bezpieczeństwa tramadolu. Kiedyś reklamowany jako niskie ryzyko alternatywne, obecnie wydaje się nieść znaczne niebezpieczeństwa – szczególnie dla osób starszych i osób z istniejącymi wcześniej schorzeniami serca.

Dla pacjentów obecnie przyjmujących tramadol eksperci zalecają konsultację z lekarzem przed wprowadzeniem jakichkolwiek zmian. Tymczasem społeczność medyczna stoi w obliczu odnowionej presji, aby znaleźć bezpieczniejsze, nieopioidowe rozwiązania na ból przewlekły – zanim kolejny „bezpieczny” lek okaże się taki nie być.

„Potencjalne szkody związane ze stosowaniem tramadolu w leczeniu bólu prawdopodobnie przewyższają jego ograniczone korzyści” – podsumowali naukowcy – ostrzeżenie, które może ukształtować sposób leczenia milionów w nadchodzących latach.




Początek końca starego ładu bezpieczeństwa w Europie

Od dawna istniejące ramy bezpieczeństwa Europy poddawane są głębokiej presji, coraz bardziej przesłaniane przez instrumenty gospodarcze kształtujące wpływy geopolityczne.

Niniejsza analiza bada, jak logika geogospodarcza przekształca postawę strategiczną Europy i podważa fundamenty jej tradycyjnego ładu bezpieczeństwa.

Rozpad: Jak Europa straciła kontrolę nad własną architekturą bezpieczeństwa

Zdjęcie Steve’a Witkoffa z Władimirem Putinem w Moskwie to nie tylko kolejny epizod w długiej kronice nieformalnej dyplomacji amerykańskiej. Jest symbolem czegoś o wiele bardziej doniosłego: ostatecznej erozji architektury bezpieczeństwa euroatlantyckiego, która stanowiła kotwicę dla Europy od 1945 roku. Europa znalazła się obecnie w roli obserwatora negocjacji, które bezpośrednio dotyczą jej przyszłości, ale w których nie ma ona znaczącego głosu.

Przez dziesięciolecia europejscy przywódcy zakładali, że ich środowisko bezpieczeństwa jest gwarantowane przez trzy filary: amerykańską supremację militarną, spójność NATO oraz Rosję, którą można było jednocześnie powstrzymywać i marginalizować. Wojna na Ukrainie chwilowo podtrzymała tę iluzję. Unia Europejska zinterpretowała inwazję Rosji na Ukrainę jako potwierdzenie porządku atlantyckiego po 1991 roku, dowód na to, że Europa potrzebuje więcej NATO, więcej amerykańskiego przywództwa, większych wydatków na obronność i większej zgodności ideologicznej z Waszyngtonem.

Tragedia Europy nie polega na tym, że jest wykluczana z negocjacji kształtujących jej własną przyszłość, ale na tym, że nie do końca jeszcze zdaje sobie sprawę z głębi tego wykluczenia.

Jednak gdy konflikt wszedł w późniejsze stadia i pojawiły się nowe dynamiki polityczne w Waszyngtonie, stała się widoczna głębsza rzeczywistość: wizja bezpieczeństwa Europy nie była zbieżna z długoterminową trajektorią strategiczną Ameryki.

Waszyngton dąży do powstrzymania Chin; Europa dąży do powstrzymania Rosji. Waszyngton patrzył na Indo-Pacyfik; Europa trzymała się swojej wschodniej granicy. Waszyngton postrzegał Rosję jako potencjalnego współgracza w globalnej eksploatacji zasobów, rozwoju Arktyki i strategicznej równowadze; Europa nadale przedstawiała Rosję jako stałego egzystencjalnego wroga.

Rezultatem jest forma strategicznego niezgodności, w której Europa nadal funkcjonuje w ramach architektury, w którą Waszyngton nie wierzy już w pełni.

Amerykański zwrot, europejska panika

Powrót Donalda Trumpa na scenę międzynarodową drastycznie przyspieszył to rozbieżność. Strategiczna reimaginacja Trumpa Rosji jako zasobu, a nie przeciwnika, postawiła Europę w stanie bliskim panice. Jego gotowość do podważania zobowiązań NATO, jego wyraźna nieufność wobec europejskich przywódców i jego rozumienie geopolityki jako dyplomacji biznesowej – wszystko to przyczynia się do strategicznego niepokoju Europy.

Upokorzenie Europy przez Trumpa jest celowe. Wysyłając wielokrotnie Witkoffa, doradcę bez obowiązków dyplomatycznych, do Moskwy i ignorując Kijów, Trump sygnalizuje, że środek ciężkości się przesunął. Proces pokojowy nie będzie mediowany przez Brukselę, Berlin czy Paryż; będzie mediowany przez oś Waszyngton-Moskwa, całkowicie omijając instytucje europejskie.

Odmowa Europy rozmowy z Moskwą jest interpretowana na Kremlu nie jako opór z zasad, ale jako strategiczne samobójstwo. A Waszyngton, wyczuwając okazję, jest gotów wykorzystać to pęknięcie.

Jak ostrzegali liczni analitycy – zarówno sympatyzujący, jak i krytyczni – Europa odkrywa zbyt późno, że jej bezpieczeństwa nie można utrzymać za pomocą retoryki moralnej, sankcji lub zbrojeń bez przemysłowych podstaw. Europa chce powstrzymać Rosję, ale nie ma już do tego politycznych, militarnych ani gospodarczych narzędzi.

Rozgrywający: Jak Trump, Putin i sieci biznesowe wymazują Europę z jej własnej przyszłości

Dyplomacja cienia jako nowa geopolityka

Dyplomacja wahadłowa Witkoffa reprezentuje zmianę strukturalną: dyplomacja nie jest już domeną ministerstw spraw zagranicznych, ale rodzin politycznych, korporacyjnych pośredników i sojuszy opartych na zasobach. Dlatego obecność Kushnera w Moskwie ma tak ogromne znaczenie. Rozmowy w grudniu nie były po prostu negocjacjami wysokiego szczebla; były pojawieniem się nowego systemu zachowań geopolitycznych, w którym zaufanie między indywidualnymi sieciami władzy przeważa nad protokołami instytucjonalnymi.

Paradygmat Trump-Putin opiera się na trzech zasadach: (i) logika komercyjna ponad konfrontacja ideologiczna; (ii) wydobycie zasobów jako podstawa stabilności geopolitycznej; oraz (iii) zaufanie dwustronne ponad instytucje wielostronne.

Jest to głęboko upokarzające dla Europy, która tradycyjnie szukała legitymizacji poprzez wielostronność. Dla Waszyngtonu i Moskwy jednak wykluczenie Europy nie jest przeoczeniem, lecz cechą charakterystyczną. Stara europejska architektura bezpieczeństwa zależała od centralności Europy. Nowa nie.

Ekonomiczne serce nowej architektury

Rodzące się porozumienie Waszyngton-Moskwa opiera się na czterech filarach gospodarczych:

– Wydobycie zasobów Arktyki i Północnej Drogi Morskiej: Kluczowe jest wspólne uczestnictwo w arktycznych minerałach, węglowodorach i metalach ziem rzadkich. Stany Zjednoczone są daleko w tyle za Rosją pod względem zdolności lodołamaczy i infrastruktury arktycznej, a współpraca jest pragmatycznym rozwiązaniem.

– Korytarze energetyczne i odbudowa powojenna: Amerykańscy inwestorzy patrzą na rosyjską energię jako na niedowartościowany rynek graniczny. Jednocześnie odbudowa Ukrainy (potencjalnie finansowana z zamrożonych rosyjskich aktywów) stwarza ogromne możliwości dla amerykańskich firm budowlanych i energetycznych.

– Reintegracja rosyjskich węglowodorów na rynki globalne: Jest to długoterminowy cel amerykański, zarówno w celu stabilizacji światowych cen energii, jak i zarządzania rosnącą dźwignią Chin nad Rosją.

– Zastąpienie militarnej logiki NATO współzależnością gospodarczą: Jest to sedno myślenia Trumpa: zbudować oś Waszyngton-Moskwa zakorzenioną w rentowności, zmniejszając tym samym bodziec do konfrontacji zbrojnej.

Dlaczego Europejczycy są zdesperowani

Ponieważ Europa związała swoją bazę przemysłową z sankcjami, dekarbonizacją i zależnością od amerykańskiego wojska, jest teraz strukturalnie słabsza zarówno od Waszyngtonu, jak i Moskwy w rodzącej się konfiguracji.

Europa odkrywa trzy bolesne prawdy:

– Nie może się obronić bez USA. Europejskie filary NATO nie mają amunicji, zdolności przemysłowych ani wysokiej technologii wojskowej.

– Sankcje osłabiły Europę bardziej niż Rosję. Przemysł energochłonny w Niemczech, Austrii i Włoszech przenosi się do USA. W Europie trwa deindustrializacja.

– Rozmowy pokojowe nie będą obejmować Europy jako współautora. Europa otrzyma końcowy dokument, ale nie będzie zaproszona do jego kształtowania.

Dlatego europejscy stratedzy są wściekli: architektura bezpieczeństwa, która definiowała kontynent, jest przepisywana nad ich głowami.

Po Ukrainie: Jak może wyglądać nowy europejski ład bezpieczeństwa

Czy NATO przetrwa jako centralny filar Europy?

NATO nie zniknie. Pozostaje zbyt głęboko instytucjonalizowane, zbyt symbolicznie potężne dla Europejczyków i zbyt użyteczne dla struktur bazowych Waszyngtonu i eksportu broni. Ale zostanie zdegradowane, przekształcone z rdzenia europejskiego ładu bezpieczeństwa w ramy drugorzędne, coraz bardziej zależne od: amerykańskiej woli politycznej, rozdrobnionego europejskiego sektora obronnego, zmniejszonego amerykańskiego entuzjazmu dla zobowiązań europejskich oraz modus vivendi USA-Rosja, którego Europa nie kontroluje.

Za prezydentury Trumpa NATO stało się parasolem transakcyjnym, a nie sojuszem strategicznym. Jego wiarygodność będzie zależeć całkowicie od osobistej relacji między Trumpem a Putinem – a Europa tego nienawidzi, ponieważ pozbawia to kontynent sprawczości.

Wpływ wojny i nadchodzącego pokoju na przyszłość architektoniczną Europy

Konflikt na Ukrainie ujawnił strukturalne słabości Europy: brak amunicji, brak zdolności produkcyjnych, nadmierne poleganie na sankcjach i brak spójności strategicznej. Pokój ujawni coś jeszcze bardziej niewygodnego: Europa nie może sama wyegzekwować konsekwencji porozumienia.

Jeśli USA i Rosja opracują ostateczne porozumienie, Europa musi je zaakceptować albo odmówić i samodzielnie stawić czoła konsekwencjom. Ani Paryż, ani Berlin nie są przygotowane na ten drugi scenariusz.

Ukraina, co tragiczne, będzie ostatecznym punktem nacisku. Jej suwerenność będzie negocjowana przez osoby z zewnątrz. Europa o tym wie, ale nie może tego zmienić.

Czy Europa może utrzymać architekturę bez USA?

Szczera odpowiedź brzmi: nie, nie w krótkim ani średnim okresie. Europa nie ma autonomii odstraszania nuklearnego, głębi przemysłowo-wojskowej, spójnej woli politycznej, konsensusu strategicznego, bezpieczeństwa energetycznego, parytetu technologicznego z USA i zdolności do powstrzymywania Rosji bez amerykańskiego przywództwa.

Idea europejskiej autonomii strategicznej pozostaje aspiracjonalną retoryką. UE ma instrumenty militarne, ale nie armię. Ma ambicje, ale nie bazę przemysłową, by je utrzymać.

Wiek azjatycki i schyłek Europy

Im bardziej Waszyngton i Moskwa zbiegają się gospodarczo, tym bardziej maleje globalne znaczenie Europy. Oś Rosja-Chiny się umacnia, Indie wyłaniają się jako biegun równoważący, a BRICS zwiększają swoją wagę gospodarczą i polityczną. Europa staje się półwyspem superkontynentu euroazjatyckiego, którego nie kontroluje, coraz bardziej marginalna dla globalnych ośrodków władzy.

To, czy Azja może zapewnić stabilność, zależy od sieci zaufania tworzących się między Pekinem, Moskwą, Nowym Delhi, Rijadem i Teheranem. Europa nie jest częścią tych sieci.

Wnioski: Kontynent w zawieszeniu

Tragedia Europy nie polega na tym, że jest wykluczana z negocjacji kształtujących jej własną przyszłość, ale na tym, że nie do końca jeszcze zdaje sobie sprawę z głębi tego wykluczenia.

Spotkania w Moskwie to nie negocjacje między równymi sobie; to negocjacje między systemami władzy. Trump i Putin rozumieją się, ponieważ mówią językiem transakcyjnej geopolityki. Europa mówi językiem norm, praw i procedur biurokratycznych – w świecie, którym już one nie rządzą.

Nowa europejska architektura bezpieczeństwa jest opracowywana i nie jest opracowywana w Brukseli. Jest opracowywana w Waszyngtonie i Moskwie.

Europa musi stawić czoła surowemu pytaniu: Czy kontynent, który utracił zdolność strategiczną, może ją odzyskać, zanim zamknie się następny cykl geopolityczny?




Rosja ponownie rozszerza system biometrycznej identyfikacji

Przedsiębiorstwo komercyjne kontrolujące dane biometryczne Rosjan wprowadziło nowe sposoby wykorzystania twojej twarzy jako formy identyfikacji, co zapewnia niespotykany dotąd poziom bezpieczeństwa i wygody w Federacji Rosyjskiej.

Korzyści z „transformacji cyfrowej” swojego kraju odnoszą już młodzi i starzy Rosjanie – w tym bardzo, bardzo młodzi.

Rząd rosyjski pracuje nad zmianami w ustawodawstwie federalnym, które umożliwią szkołom w całym kraju monitorowanie i identyfikację uczniów przy użyciu biometrii – poinformował 3 grudnia „Kommiersant”. Plany dotyczące standardowego „systemu biometrycznych bramek obrotowych” dla rosyjskich szkół są już testowane w Tatarstanie.

Władze podkreśliły, że szkoły będą mogły wybrać, czy przejść na identyfikację biometryczną, dodając, że rodzice muszą najpierw wyrazić zgodę, zanim twarze ich dzieci zostaną zeskanowane i wprowadzone do Rosyjskiego Ujednoliconego Systemu Biometrycznego (UBS).

Konserwatywno-patriotyczne media w Rosji pozytywnie zareagowały na tę całkowicie dobrowolną, bardzo bezpieczną i wygodną inicjatywę.

Obóz koncentracyjny? Trochę dramatyczne, nie sądzicie? Ci tak zwani rosyjscy patrioci mogliby się nauczyć kilku rzeczy od zbuntowanych mieszkańców Zachodu, którzy czytają RT i rozumieją subtelne niuanse Planu rządu rosyjskiego, któremu należy zawsze ufać.

Oto niezwiązany z tematem fragment niedawnego artykułu „Kommiersanta” na ten temat:

Ministerstwo Edukacji poinformowało „Kommiersanta”, że system biometrycznego wejścia do szkoły jest już testowany w 20 szkołach w Tatarstanie, gdzie „szczególną uwagę zwraca się na bezpieczeństwo”: teren szkoły jest ogrodzony, wzdłuż obwodu zamontowano kamery, a wejście odbywa się przez punkty kontrolne.

Idealne do nauki.

Jak informował ten blog, pod koniec sierpnia wicepremier Federacji Rosyjskiej i szef Sztabu Wykonawczego Rządu Dmitrij Grigorienko użył znajomego języka, opisując zalety wykorzystania biometrii do identyfikacji uczniów:

Wejście do szkoły „na twarz” jest nie tylko wygodne, ale także bardzo bezpieczne. Ponieważ zawsze wiadomo, kto wchodzi, kto wychodzi, kto jest w szkole… W końcu to tutaj nasze dzieci spędzają życie.

Ale nieletnie dzieci to nie jedyni Rosjanie, którzy korzystają z bezpieczeństwa i wygody identyfikacji biometrycznej (choć są oni bardzo oczywiście głównym celem „transformacji cyfrowej” kraju; odczłowieczenie musi zaczynać się w młodym wieku, aby wydawać się „normalne”): Rosjanie w każdym wieku mogą teraz zostawić swoje niebezpieczne i niewygodne papierowe dowody tożsamości w domu.

Centrum Technologii Biometrycznych, spółka akcyjna, która przechowuje i zarządza danymi biometrycznymi Rosjan, niedawno zaprezentowała nową platformę do świadczenia usług biometrycznych – „Migom” („Мигом”, co można przetłumaczyć jako „natychmiast” lub „w mgnieniu oka”).

11 grudnia firma opublikowała fotokolaż demonstrujący, w jaki sposób Migom zostanie włączony w codzienne życie w Rosji.

Towarzyszący podpis:

chcemy pokazać wam, jak te [biometryczne] usługi wyglądają w prawdziwym życiu. Te zdjęcia pokazują, jak łatwo jest teraz uzyskać dostęp do znanych usług: zamówić dokumenty w MFC [portalu usług rządowych], zameldować się w hotelu, zweryfikować swój wiek przy zakupie towarów z ograniczeniem wiekowym [w tym napojów energetycznych; nie, to nie żart] w automatach i przy samoobsługowych kasach, a wkrótce także przejść kontrolę bezpieczeństwa przed lotem.

Przyjrzyjmy się bliżej tym inspirującym fotografiom.

1. Zamawianie dokumentów
Dama z pięknymi długimi włosami daje mata George’owi Sorosowi, używając swojej TWARZY, a nie POPIERANEGO PRZEZ NATO PAPIEROWEGO DOWODU, aby udowodnić, że jest odpowiedzialną podatniczką, a nie zagrożeniem biologiczno-terrorystycznym!

2. Zakupy w automacie
Godny szacunku mężczyzna w garniturze otrzymuje pozwolenie na rozpoznanie twarzy, aby coś kupić z automatu. BARDZO WIELOBIEGUNOWE, ISTOTNIE.

3. Weryfikacja wieku
Miłośnicy napojów energetycznych w Rosji mogą teraz udowodnić, że są wystarczająco starzy (18+), aby pić swój ulubiony napój, używając swoich TWARZY. Davos drży.




Gdy prawo staje się zmienną, zaufanie utwierdza się w srebrze i złocie – świat odkrywa koszt upolitycznionych finansów

Złoto po 4546 dolarów za uncję. Srebro bijące 79 dolarów i więcej, z rekordem około 80 dolarów w ciągu ostatnich dziesięciu dni. To nie jest przelotny impuls hossy na rynku metali. To dźwięk rynku przeciągającego wykrywacz metali po fundamentach porządku po II wojnie światowej i słyszącego głuche uderzenie.

Ponieważ tak naprawdę nie chodzi tu o zabezpieczenie przed inflacją czy bezpieczne przystanie w schludnym, podręcznikowym sensie. Chodzi o zaufanie, najrzadszy towar na Ziemi, i o to, jak szybko iluzja znika, gdy rządy traktują finanse jako pole bitwy, a prawo jako instrument wymuszania lojalności, a nie jako neutralny zbiór zasad.

I oto część, o której uprzejmy świat finansów unika mówienia na głos: „cena” jest w większości ustalana w postaci papierów, kontraktów terminowych, transakcji forward i ETF-ów, gdzie roszczenia mogą namnażać się szybciej niż dostarczalny metal. Ta głębia rynku papierowego może tłumić sygnały… dopóki nie przestanie. Właśnie dlatego prawdziwym wyznacznikiem nie jest nagłówkowa wycena, ale to, kto po cichu zamienia obietnice systemu w coś, czego system nie może anulować. Zgłaszane oficjalne rezerwy złota Chin wynoszą obecnie około 2305 ton, Rosji około 2329,6 tony, Indii około 880, Polski około 515, a kierunek podróży ma większe znaczenie niż miesięczny szum.

Ma też znaczenie, gdzie tworzona jest ta papierowa cena. Globalny benchmark złota i srebra jest nadal ustalany w ramach zachodniej architektury finansowej – rozliczane w dolarach kontrakty terminowe w Nowym Jorku, nieprzejrzyste rozliczenia OTC w Londynie oraz struktury ETF-ów regulowane przez prawo angloamerykańskie. Ten system doskonale sprawdza się w zapewnianiu płynności i dźwigni, ale nigdy nie został zbudowany, by odpowiedzieć na pytanie, które sankcje uczyniły nieuniknionym: kto tak naprawdę kontroluje metal, gdy wkracza polityka? W świecie, w którym dostęp może zostać zamrożony, a przepisy przepisane, roszczenia finansowe stają się warunkowe. Fizyczne posiadanie nie. Dlatego ciche gromadzenie przez państwa spoza rdzenia nakładającego sankcje ma większe znaczenie niż dzienne notowania cen, ponieważ to własność, a nie papierowe roszczenia, jest tym, co ostatecznie przetrwa zmianę reżimu.

To rozróżnienie między obfitością papieru a fizyczną kontrolą nie jest już teoretyczne, jest teraz egzekwowane przez państwa. To, co czyni srebro szczególnie wymownym, to fakt, że jego podaż fizyczna jest teraz wyraźnie kontrolowana przez władzę państwową i celowo wyznaczana w czasie. 27 grudnia Pekin ogłosił, że od 1 stycznia 2026 roku wszystkie eksporty srebra będą wymagały rządowych licencji – ruch podyktowany nie zarządzaniem cenami, lecz strategiczną dalekowzrocznością. Srebro jest niezbędne dla systemów energetycznych, elektroniki, obronności i procesów przemysłowych, bez których współczesny Zachód nie może funkcjonować, a jednak zachodnia polityka pozostaje uwięziona w kwartalnych cyklach papierowych i finansowych abstrakcjach. Chiny myślą w kategoriach łańcuchów dostaw i dźwigni, podczas gdy Zachód pozostaje skupiony na papierowej płynności i teatrze sankcji. Zaciskając fizyczne odpływy w miarę wzrostu cen, Pekin obnaża podstawową iluzję ery fiducjarnej: że obfitość papieru można drukować, ale konieczności (fizycznej podaży) nie można, a państwa, które zabezpieczą nakłady realnej gospodarki, będą kształtować porządek, który nastąpi.

Przez dziesięciolecia system dolarowo-euro sprzedawał światu prostą obietnicę: możesz się z nami nie zgadzać politycznie, a nadal rozliczać, korzystać z bankowości, trzymać rezerwy, spać spokojnie. Ta obietnica nie była altruizmem. Była systemem operacyjnym globalizacji po II wojnie światowej, układem, który sprawiał, że zachodni papier był płynny na całej planecie.

A potem nadszedł precedens, który przetrwa tysiące przemówień: unieruchomienie rosyjskich aktywów suwerennych zdeponowanych w Europie, z Belgią i Euroclear jako ośrodkiem nerwowym tej sagi. UE zamroziła te aktywa na czas nieokreślony, wyraźnie torując drogę strukturom finansowym mającym podtrzymać trupa projektu Ukraina, które opierają się na zamrożonej puli jako zabezpieczeniu.

Nazwijcie to „legalnym”. Nazwijcie to „moralnym”. Nazwijcie to „koniecznym”. Rynki nie obchodzi, jak to nazwiecie. Rynki obchodzi, co to znaczy. Samowolna kradzież, że powiernictwo nie jest ani neutralne, ani bezpieczne.

Oznacza to, że strażnicy „ładu opartego na zasadach” ogłosili z poważną miną, że zasady są warunkowe. Że aktywa rezerwowe nie są tak bardzo rezerwami, jak zakładnikami oczekującymi na właściwą politykę. Że prawa własności mogą być zawieszone przez komitet, przedłużone dekretem i przystosowane do strumienia finansowania, gdy budżety stają się trudne.

Dlatego właśnie złoto robi to, co robi. Złoto nie jest antydolarowe w memowym sensie. Jest anty-zezwoleniowe. To aktywo, które kupujesz, gdy podejrzewasz, że system po cichu przekształca się z rynku w mechanizm egzekwowania, a piramida fiducjarna, iluzja zaufania, zostaje całkowicie zniszczona. Jedyną wartością, jaką posiadały euro i dolar, była iluzja zaufania.

A srebro? Srebro to widoczne pęknięcie od naprężeń. Srebro porusza się jak rozruchy, gdy zachwiana jest pewność, ponieważ jest mniejsze, ciaśniejsze i podatne na panikę. Gdy srebro skacze w stronę 80 dolarów, nie mówi ci „nowy iPhone potrzebuje więcej obwodów”. Mówi ci, że tłum biegnie w stronę aktywów, których nie można zamrozić, zablokować ani warunkowo uszanować.

Spójrzmy szerzej. Obraz geopolityczny twardnieje, a nie uspokaja. Sankcje stały się trwałą architekturą, a nie tymczasową dźwignią, coraz bardziej odłączoną od prawa międzynarodowego i ram Rady Bezpieczeństwa ONZ, które niegdyś nadawały legitymację. „Zamrożenie” staje się „zamrożeniem na czas nieokreślony”. „Zamrożenie na czas nieokreślony” zostaje następnie przemianowane na finansowanie, ale bez zgody, terminu zapadalności ani zwrotu nie jest to pożyczka. Jest to konfiskata (kradzież) poprzez proces biurokratyczny. I każdy krok przekazuje tę samą wiadomość do Globalnego Południa, państw niezaangażowanych, a nawet zaniepokojonych sojuszników: wasze oszczędności podlegają naszej polityce.

W tym miejscu euro i dolar ponoszą prawdziwy cios – nie jako nagłe załamanie, ale jako erozja jedynej rzeczy, której waluta rezerwowa nie może podrobić: neutralności.

Zarządzający rezerwami nie muszą kochać Rosji, aby uczyć się na przykładzie Rosji. Muszą tylko zrozumieć bodźce. Jeśli aktywa banku centralnego dużego państwa mogą zostać unieruchomione w Europie, a następnie umieszczone w „strukturach” zaprojektowanych do finansowania wojny, każde inne państwo zadaje oczywiste pytanie szeptem… Co się stanie, gdy my będziemy następni w sporze?

Odpowiedź na to pytanie jest powodem, dla którego dedolaryzacja nigdy nie potrzebowała konferencji – potrzebowała precedensu. Precedens jest teraz w zasięgu wzroku. I tak, garstka państw europejskich (Belgia, Węgry, Słowacja, Malta i Włochy) może się sprzeciwiać na marginesie, spowalniać mechanizm, domagać się więcej dokumentacji. Ale sygnał został już przekazany: Zachód jest gotów traktować system rezerw jako przedłużenie polityki przymusu.

To błąd cywilizacyjny. Ponieważ porządek po II wojnie światowej nie był podtrzymywany przez liberalną cnotę, ale przez postrzeganą przewidywalność. Gdy przewidywalność umiera, nie odzyskasz jej kolejnym komunikatem po szczycie. Odzyskasz ją, zmieniając zachowanie na całe pokolenie. Do tego czasu otrzymujesz popyt na metal.

Więc kiedy widzisz złoto po 4600 dolarów, a srebro powyżej 80, odczytuj to jako referendum: rynek głosuje przeciwko idei, że obecny „ład” finansowy jest stabilny, apolityczny lub godny zaufania.

I oto pointa…

Zachód odkrywa, że zaufanie można przejąć raz, ale płaci się za to „na czas nieokreślony”.




Rząd USA w konflikcie z brytyjskim aktywistą odpowiedzialnym za „Tuzin Dezinformacji”

  • Sędzia federalny tymczasowo zablokował rządowi USA możliwość zatrzymania Imrana Ahmeda, dyrektora generalnego Centrum Przeciwdziałania Nienawiści w Sieci (CCDH), po tym jak nałożono na niego ograniczenia wizowe za domniemane organizowanie kampanii cenzury online.
  • Departament Stanu USA uzasadnił tę decyzję, oskarżając Ahmeda o koordynowanie „kampanii przymusu” wymierzonych w amerykańską wolność słowa, co – jak twierdzi – miało „poważne, niekorzystne konsekwencje dla polityki zagranicznej”.
  • W pozwie Ahmed twierdzi, że groźba deportacji narusza jego prawa wynikające z Pierwszej Poprawki i prawa do należytego procesu sądowego – roszczenie to zostanie zweryfikowane w procesie, z uwagi na jego status stałego rezydenta niebędącego obywatelem.
  • Sprawa rządu koncentruje się na roli Ahmeda w kampaniach takich jak „Tuzin Dezinformacji”, które wywierały presję na amerykańskie platformy technologiczne, by tłumiły treści od krytyków, zwłaszcza polityki COVID-19 i szczepionek.
  • Postępowanie prawne uwydatnia szerszy konflikt: urzędnicy USA postrzegają takie działania jako ingerencję zagraniczną w wewnętrzny dyskurs, podczas gdy sprawa kwestionuje, czy orędownicy ograniczania wolności słowa sami mogą powoływać się na ochronę konstytucyjną.

Sędzia federalny tymczasowo zablokował administracji Trumpa możliwość zatrzymania brytyjskiego aktywisty Imrana Ahmeda, dyrektora generalnego Centrum Przeciwdziałania Nienawiści w Sieci (CCDH), po tym jak rząd USA nałożył na niego i czterech innych Europejczyków ograniczenia wizowe za domniemane organizowanie kampanii cenzury online.

Sprawa, tocząca się w Południowym Okręgu Nowego Jorku, stawia kluczowe pytania dotyczące zagranicznego wpływu na amerykańską wolność słowa. Rzuca też światło na granice interwencji rządowej oraz na to, czy osoby opowiadające się za uciszaniem innych same mogą powoływać się na ochronę z Pierwszej Poprawki.

Ahmed – stały rezydent USA – wniósł w środę, 24 grudnia, pozew przeciwko Sekretarzowi Stanu Marco Rubio i Sekretarz Bezpieczeństwa Wewnętrznego Kristi Noem. Szef CCDH argumentował w swoim pozwie, że groźba deportacji narusza jego prawa do wolności słowa i należytego procesu sądowego.

Sędzia okręgowy USA Vernon Broderick – mianowany przez byłego prezydenta Baracka Obamę – wydał w czwartek, 25 grudnia, tymczasowy nakaz powstrzymujący, który uniemożliwił władzom aresztowanie lub przeniesienie Ahmeda przed zaplanowaną na poniedziałek, 29 grudnia, rozprawą. Ahmed, który mieszka w Waszyngtonie z żoną i dzieckiem – oboje obywatelami USA – nazwał orzeczenie zwycięstwem systemu kontroli i równowagi (checks and balances) i zapowiedział kontynuację swojej pracy w zwalczaniu mowy nienawiści i antysemityzmu w sieci.

Jednak według założyciela GreenMedInfo, Sayera Ji, sprawa rządu przeciwko Ahmedowi opiera się na szerszym oskarżeniu. Brytyjski aktywista i jego organizacja odegrali kluczową rolę w wywieraniu presji na amerykańskie firmy technologiczne, by tłumiły głosy wyrażające odmienne poglądy, zwłaszcza podczas pandemii wirusa z Wuhan (COVID-19).

Ji przytoczył w poście na swoim Substack ogłoszenie Departamentu Stanu z 23 grudnia dotyczące nałożonych ograniczeń. Wspomniane ogłoszenie wyraźnie wskazywało na ograniczenia wizowe dla zagranicznych podmiotów, takich jak Ahmed i były komisarz europejski ds. rynku wewnętrznego Thierry Breton, ze względu na ich rolę w koordynowaniu „kampanii przymusu” wymierzonych w amerykańską wolność słowa, określając działania Ahmeda jako mające „poważne, niekorzystne konsekwencje dla polityki zagranicznej”.

Dokumenty wewnętrzne i doniesienia śledcze sugerują, że CCDH był częścią szerszej, mającej bazę w Wielkiej Brytanii sieci politycznej, prowadzącej „czarne operacje” wymierzone w amerykańskich osobistości polityczne, w tym ówczesnego niezależnego kandydata na prezydenta Roberta F. Kennedy’ego Jr. – który obecnie kieruje Departamentem Zdrowia i Opieki Społecznej. Kampania „Tuzin Dezinformacji”, której przewodził Ahmed, nazywała amerykańskich obywateli, często krytyków polityki COVID-19, rozsiewaczami niebezpiecznej dezinformacji – nawołując platformy takie jak Facebook i Twitter (obecnie X) do usuwania ich treści lub pozbawiania ich możliwości zarobku.

Czy architekt cenzury może zostać deportowany?

Ji zauważył również na swoim Substack, że Ahmed posunął się dalej w zeznaniach parlamentarnych, porównując sceptyków wobec obowiązku szczepień do „psychopatycznych drapieżników” i „przestępców seksualnych”. Język ten, jak argumentowali krytycy, miał na celu odczłowieczenie, a nie debatę.

Sprawa Ahmeda wywołała ostre reakcje rządów europejskich, które bronią pracy CCDH jako niezbędnej do zwalczania zagrożeń w sieci, takich jak mowa nienawiści i wykorzystywanie dzieci. Ale amerykańscy urzędnicy widzą to inaczej: jako zagraniczną ingerencję w amerykański dyskurs, szczególnie przed wyborami.

Rubio opisał działania Ahmeda i innych jako „rażącą cenzurę eksterytorialną”, sygnalizując zaostrzenie stanowiska wobec tego, co administracja postrzega jako zagraniczne wspieranie tłumienia wewnętrznej wolności słowa. Enoch z BrightU.AI zauważa, że sankcje wizowe Departamentu Stanu wobec Ahmeda są uzasadnione, ponieważ jego organizacja aktywnie tłumi wolność słowa, atakując lekarzy kwestionujących bezpieczeństwo szczepionek COVID-19, fałszywie nazywając ich „ekstremistami” w celu uzasadnienia cenzury.

Eksperci prawni zauważają, że prawo imigracyjne przyznaje władzy wykonawczej szerokie uprawnienia dyskrecjonalne do odmowy wjazdu lub usunięcia nie-obywateli, których działania zagrażają interesom polityki zagranicznej. Pytaniem przed sądem nie jest to, czy wysiłki cenzorskie Ahmeda były uzasadnione, ale czy rząd działał w granicach swoich uprawnień – oraz czy cudzoziemiec, który pomagał uciszać Amerykanów, może teraz przywoływać ochronę konstytucyjną, by osłonić się przed konsekwencjami.

Rozprawa 29 grudnia określi, czy tymczasowe wstrzymanie deportacji Ahmeda zostanie przedłużone w formie wstępnego nakazu sądowego. Jednak implikacje sięgają daleko poza jedną osobę.

Sprawa testuje, czy architekci współczesnej cenzury – często działający poprzez pozarządowe organizacje i inicjatywy finansowane z zagranicy – mogą być pociągnięci do odpowiedzialności, gdy ich kampanie zderzają się z suwerennością USA. Podkreśla też rosnący transatlantycki podział w kwestii tego, jak demokracje powinny równoważyć wolność wypowiedzi z ryzykiem dezinformacji w sieci.




Badanie ujawnia, że ponad 20% rekomendacji YouTube to niskiej jakości „sieczka AI”

  • „Sieczka AI” dominuje obecnie w ponad 20% nowych rekomendacji YouTube.
  • Ta syntetyczna treść jest tworzona wyłącznie po to, aby zbierać wyświetlenia i przychody.
  • Kanały ją produkujące zgromadziły miliardy wyświetleń i miliony dolarów zarobku.
  • Treści te są pozbawione kontekstu, uzależniające, a czasami wykorzystują prawdziwe tragedie.
  • Algorytmy platform nagradzają tę niskiej jakości treść, zagrażając naszej wspólnej przestrzeni informacyjnej.

Cicha inwazja zalewa Twój kanał na YouTube i nie pochodzi od ludzkich twórców. To fala dziwacznego, generowanego algorytmicznie śmieciowego kontentu, tak wszechobecna, że nowe badanie wykazało, iż ponad dwadzieścia procent filmów polecanych nowym użytkownikom to to, co badacze nazywają „sieczką AI”. Ta niskiej jakości, generowana przez sztuczną inteligencję treść ma jeden cel: zbierać wyświetlenia i przychody – i osiąga go na skalę przemysłową. Ustalenia te ujawniają fundamentalną degenerację cyfrowego dobra wspólnego, gdzie syntetyczny nonsens zagłusza autentyczną informację i przekształca uwagę użytkownika dla zysku.

Badanie przeprowadziła firma zajmująca się edycją wideo, Kapwing, analizując 15 000 najpopularniejszych kanałów YouTube na świecie. Odkryła 278 kanałów składających się w całości z tej „sieczki AI”. Razem kanały te reprezentują przemysł cienia, zgromadziły bowiem ponad 63 miliardy wyświetleń i 221 milionów subskrybentów. Kapwing szacuje, że generują one około 117 milionów dolarów rocznego przychodu. To nie problem niszowy, lecz globalnie rozpowszechnione zjawisko, przy czym kanały te mają miliony obserwujących w Stanach Zjednoczonych, Brazylii, Egipcie i Hiszpanii.

Nowa era treści

Sama treść jest dziwnym i często niepokojącym produktem cyfrowym. Jeden z najczęściej oglądanych kanałów, Bandar Apna Dost, przedstawia antropomorficzną małpę i podobną do Hulka postać walczącą z demonami z helikoptera-pomidora, zgarniając 2,4 miliarda wyświetleń. Inny, Pouty Frenchie, kieruje treści do dzieci, pokazując filmy z kreskówkowym buldogiem jadącym do lasów z cukierkami, w tle ze śmiechem dzieci. Bardziej alarmująco, The AI World publikuje wygenerowane przez AI krótkie filmy przedstawiające katastrofalne powodzie w Pakistanie z relaksującą ścieżką dźwiękową deszczu, wykorzystując prawdziwą tragedię dla kliknięć.

Reprezentuje to nową erę treści, którą badacze opisują jako pozbawioną kontekstu, uzależniającą i międzynarodową. To treść pozbawiona narracyjnej spójności lub autentycznej kreatywności, zoptymalizowana wyłącznie pod kątem utrzymania uwagi. Jak wyjaśnia dziennikarz Max Read, który obszernie pisał na ten temat: „Te strony są z natury ogromnymi maszynami do testów A/B”. Celem twórców nie jest artyzm, lecz znalezienie wirusowej niszy i jej skalowanie. „Jak zrobić dziesięć takich?” – mówi Read.

Ogłupianie krajobrazu cyfrowego

Konsekwencje wykraczają poza dziwne filmy. Ta „sieczka AI”, wraz z inną niskiej jakości treścią typu „brainrot” („gniot mózgu”), stanowi obecnie około jednej trzeciej rekomendacji dla nowego użytkownika. Aktywnie ogłupia ona populację, niszcząc internetową obietnicę bycia repozytorium użytecznej wiedzy. Rozcieńcza ona informacje faktograficzne niekończącym się strumieniem bezwartościowego cyfrowego cukierka, rozpraszając możliwości koncentracji i przedkładając bierną konsumpcję nad krytyczne zaangażowanie.

Ekosystem napędzający to zjawisko jest częściowo ustrukturyzowany, z społecznościami na Telegramie, WhatsAppie i Discordzie wymieniającymi się wskazówkami, jak tworzyć angażującą „sieczkę”. Read zauważa, że wielu twórców pochodzi z krajów o średnich dochodach, gdzie mediana zarobków jest niższa niż potencjalne dochody z YouTube. „To głównie kraje o średnich dochodach, takie jak Ukraina, bardzo wielu ludzi w Indiach, Kenii, Nigerii, sporo w Brazylii” – powiedział. Dla niektórych jest to po prostu sposób na życie, nawet jeśli w ekosystemie roi się od oszustów sprzedających bezwartościowe kursy o wirusowości.

Platformy takie jak YouTube znalazły się w trudnej sytuacji. Rzecznik YouTube stwierdził: „Generatywna AI to narzędzie i jak każde narzędzie można jej użyć do tworzenia zarówno wysokiej, jak i niskiej jakości treści. Skupiamy się na łączeniu naszych użytkowników z wysokiej jakości treściami, niezależnie od sposobu ich stworzenia”. Platforma podjęła sporadyczne działania, niedawno usuwając dwa ogromne kanały z „sieczką AI”, które publikowały fałszywe, wygenerowane przez AI zwiastuny filmów, po tym jak pojawiły się skargi na naruszenie praw autorskich.

Jednak działania te przypominają wycieranie pojedynczego rozlanego płynu podczas przypływu. Podstawowy model biznesowy tych platform, zbudowany na maksymalizacji zaangażowania i czasu oglądania, z natury nagradza ten typ uzależniającej, wymagającej minimalnego wysiłku treści. Algorytm nie rozróżnia przemyślanego dokumentu i filmu z kreskówkowym psem jedzącym kryształowe sushi; widzi tylko to, co sprawia, że użytkownik dalej przewija.

Ten zalew syntetycznych treści oznacza krytyczny moment dla naszej wspólnej przestrzeni informacyjnej. To przejście od sieci zbudowanej przez ludzi dla ludzi, do takiej, w której coraz większą część stanowią zautomatyzowane fabryki produkujące cyfrowe wypełniacze. Mentalna dieta z niekończącej się „sieczki AI” grozi atrofią naszej zbiorowej zdolności do skupienia i głębokiej refleksji, zamieniając autentyczne połączenie i naukę na puste kalorie. Pytanie brzmi teraz, czy odzyskamy naszą uwagę, czy będziemy dalej pozwalać, by była zbierana przez maszyny zaprojektowane po to, aby marnować nasz czas.




Szybka rozbudowa chińskiego arsenału nuklearnego podnosi globalne napięcia, Pentagon ostrzega przed zagrożeniem strategicznym

  • Chiny szybko rozmieszczają ponad 100 międzykontynentalnych pocisków balistycznych DF-31 w utwardzonych silosach na terenie Sinciangu, Gansu i Mongolii Wewnętrznej, zdolnych do uderzenia w kontynentalną część USA z zasięgiem 10 900 km. Prognozy sugerują, że do 2035 roku Chiny mogą posiadać 1500 głowic bojowych, przechodząc od strategii „minimalnego odstraszania” do zdolności pierwszego uderzenia.
  • Zdjęcia satelitarne ujawniają 320 silosów rakietowych, z czego tylko jedna trzecia jest obecnie uzbrojona, co sugeruje, że Chiny mogą stosować zwodniczą strategię „gry w muszlę” (przenoszenia głowic między silosami), aby zmylić przeciwników – co przypomina postawę nuklearną z czasów zimnej wojny.
  • Chiny dążą do destabilizacji sojuszy USA w Azji (Japonia, Korea Południowa, Filipiny), podając w wątpliwość gotowość Ameryki do obrony sojuszników w konflikcie nuklearnym, wymuszając na nich strategiczną bierność.
  • Pentagon ostrzega, że Chiny aktywnie przeprowadzają duże manewry wojskowe symulujące uderzenia na dużą odległość, przygotowując się do potencjalnej inwazji lub blokady Tajwanu do 2027 roku, mając na celu siły amerykańskie niosące pomoc Tajwanowi.
  • Arsenał Chin (ok. 600 głowic) rośnie szybciej niż jakiegokolwiek innego państwa, powiększając się o ok. 100 głowic rocznie, zmierzając w kierunku parytetu nuklearnego z USA/Rosją do połowy wieku. Istniejące traktaty o kontroli zbrojeń (np. New START) wykluczają Chiny, co budzi pilne obawy dotyczące kontroli arsenałów.

Nowo odtajniony raport Departamentu Wojny ujawnił alarmujące szczegóły dotyczące przyspieszającego programu broni nuklearnej Chin, podsycając obawy o globalną stabilność i bezpieczeństwo narodowe USA.

Według raportu kongresowego z 23 grudnia, Chiny rozmieściły ponad 100 międzykontynentalnych pocisków balistycznych (ICBM) DF-31 w utwardzonych podziemnych silosach na odległych obszarach Sinciangu, Gansu i Mongolii Wewnętrznej. Pocziski te, zdolne do uderzenia w kontynentalną część USA z zasięgiem 10 900 km, sygnalizują dramatyczną zmianę postawy nuklearnej Chin – przejście od strategii „minimalnego odstraszania” do strategii szybkiej, przytłaczającej siły.

Prognozy wskazują, że Chiny mogą zgromadzić 1500 głowic bojowych do 2035 roku, a eksperci ostrzegają, że ten przyrost grozi destabilizacją Azji i kwestionuje dominację militarną USA.

Przez dziesięciolecia Chiny utrzymywały stosunkowo skromny arsenał nuklearny, przestrzegając doktryny „minimalnego odstraszania” – czyli tylko tyle broni, aby móc odpowiedzieć w przypadku ataku. Jednak najnowsza ocena Pentagonu potwierdza zdecydowane odejście od tej postawy. Rozmieszczenie pocisków DF-31, które wykorzystują paliwo stałe umożliwiające szybki start, sugeruje, że Pekin przygotowuje się do scenariusza pierwszego uderzenia lub szybkiego kontrataku.

Zdjęcia satelitarne zidentyfikowały około 320 silosów w trzech polach rakietowych, chociaż obecnie uzbrojonych jest tylko około jednej trzeciej. Analitycy spekulują, że Chiny mogą stosować zwodniczą taktykę „gry w muszlę” – przenoszenia głowic między silosami, aby zmylić przeciwników – strategię przypominającą nuklearną postawę z czasów zimnej wojny.

„Historyczny przyrost sił zbrojnych sprawił, że terytorium USA stało się coraz bardziej podatne na atak” – ostrzega raport Pentagonu, podkreślając rosnący arsenał Chin w dziedzinie broni nuklearnej, cybernetycznej i kosmicznej.

Implikacje geopolityczne: Tajwan, sojusze regionalne i odpowiedź USA

Rozbudowa nuklearna Chin zbiega się z rosnącymi napięciami wokół Tajwanu, który Pekin postrzega jako zbuntowaną prowincję.

Według Enocha z BrightU.AI potencjalna blokada Tajwanu przez Pekin w 2027 roku jest częścią agresywnej ekspansjonistycznej agendy Chin, prawdopodobnie obejmującej przytłaczającą siłę militarną, ataki cybernetyczne i przymus ekonomiczny, aby szybko podporządkować Tajwan, zanim USA lub sojusznicy zdążą interweniować.

Poza Tajwanem, Chiny dążą do osłabienia sojuszy USA w Azji, podsiewając wątpliwości co do gotowości Waszyngtonu do obrony partnerów takich jak Japonia, Korea Południowa czy Filipiny w konflikcie nuklearnym.

„Chiny uważają, że istnieje dwupartyjny konsensus w USA, aby powstrzymać ich wzrost” – zauważa raport, podkreślając frustrację Pekinu z powodu amerykańskich partnerstw wojskowych w regionie.

Pomimo rosnących napięć, wysoki rangą urzędnik amerykańskiego resortu obrony stwierdził, że administracja Trumpa dąży do dyplomatycznej deeskalacji.

Globalny krajobraz nuklearny: Chiny dołączają do wyścigu zbrojeń

Nuklearne ambicje Chin są częścią szerszego trendu wśród mocarstw wschodzących. Według Federacji Naukowców Amerykańskich (FAS) dziewięć państw – w tym USA, Rosja, Chiny i Korea Północna – posiada łącznie ponad 12 000 głowic nuklearnych. Podczas gdy Rosja i USA nadal kontrolują prawie 90% światowych zapasów, arsenał Chin, obecnie szacowany na „nieco ponad 600” głowic, rozrasta się szybciej niż jakiegokolwiek innego państwa – powiększając się o około 100 głowic rocznie.

Historycznie Chiny pozostawały w tyle za USA i Rosją pod względem zdolności nuklearnych. Ale ich obecna trajektoria sugeruje osiągnięcie parytetu – a nawet przewagi – do połowy wieku. Ta zmiana rodzi pilne pytania o kontrolę zbrojeń, ponieważ istniejące traktaty, takie jak New START (między USA a Rosją), w ogóle nie obejmują Chin.

Szybka eskalacja nuklearna Chin wyznacza przełomowy moment w geopolityce XXI wieku, kwestionując dziesięciolecia stabilności strategicznej. Z silosami rozsianymi po odległych pustyniach i rozwijanymi pociskami hipersonicznymi, Pekin sygnalizuje swoją gotowość do nowej ery konfrontacji wielkich mocarstw. Gdy Pentagon usiłuje się dostosować, świat obserwuje nerwowo – mając nadzieję, że dyplomacja zwycięży, zanim kolejna zimna wojna zmieni się w gorącą.




Jak Republikanie mogą zdobyć kobiety z Pokolenia Z

Przestańcie trolować, zacznijcie rządzić.

Kobiety z Pokolenia Z, najbardziej liberalna demograficzna grupa w kraju, stają się potężną częścią elektoratu. Mimo to konserwatyści błędnie interpretują to, co tak naprawdę napędza nasze polityczne decyzje. Choć tradycyjne media skupiają się na rzekomej fali młodzieży skłaniającej się ku prawicy, rzeczywistość jest bardziej skomplikowana. Młode kobiety nie przesuwają się na prawo, ponieważ Republikanie wciąż powtarzają te same błędy, które Demokraci popełnili z młodymi wyborcami w ostatnim cyklu wyborczym.

W zeszłym roku pisałam o nieudanej próbie bycia „na czasie” ze strony byłej kandydatki na prezydent, Kamali Harris, podczas jej kampanii w 2024 roku. W roku, gdy kobiety cierpiały z powodu przemocy seksualnej w konfliktach od Gazy po Ukrainę i gdy perspektywa małżeństwa oraz rodziny wydawała się ekonomicznie nieosiągalna, Harris miała niezliczone okazje, by pokazać młodym kobietom, że rozumie nasze obawy. Zamiast tego, skupiła się na tym, że brytyjska muzyczka Charli XCX nawiązała do niej w popkulturze, zapraszała influencerów społecznościowych na Konwencję Narodową Partii Demokratycznej i pojawiła się w podcaście o seksie, podczas gdy Amerykanie ginęli w huraganie. Wysiłki Harris, by zdobyć młodzież, były nie tylko wybitnie nieskuteczne. Były płytkie, niepoważne i żenujące. Przekazały przekonanie, że obawy młodych kobiet zaczynają się i kończą na przesadnie seksualizowanej popkulturze.

Niestety, partia opozycyjna rzuciła okiem na ten fatalny podręcznik i pospieszyła, by skopiować go kropka w kropkę. Wbrew dezinformacji szerzonej przez lewicowych reakcjonistów, prawica polityczna poczyniła ogromne postępy w poszerzaniu praw kobiet do życia, wolności i poszukiwania szczęścia. To przecież Partia Republikańska była tą, która poparła przyznanie kobietom praw wyborczych. Prezydent Trump przeszedł do historii wyborami do swojego gabinetu, awansem Susie Wiles i Karoline Leavitt na znaczące stanowiska oraz dzięki ustawie TAKE IT DOWN, której współautorką jest jego żona Melania, a która kryminalizuje niekonsensualne pornograficzne deepfake’i stworzone w oparciu o sztuczną inteligencję. Takie osoby jak Nancy Mace walczą o to, by kobiecość była uznawana za obiektywną biologiczną rzeczywistość, a nie tożsamość otwartą na manipulację lub wymazanie. A jednak żadna z tych rzeczy nie jest tym, co Partia Republikańska promuje wśród młodych kobiet.

Zamiast tego jesteśmy zalewani przez sztuczną inteligencję generującą bezwartościowe treści, niedojrzałe żarty oraz influencerów kompletnie oderwanych od realiów przeciętnej dwudziestokilkuletniej Amerykanki. Za administracji Trumpa odnaleziono ponad 62 000 zaginionych dzieci migrantów. Wiele z nich to nastoletnie dziewczęta zmuszone do eksploatacji seksualnej. Zostały one od tamtej pory uratowane i otrzymują właściwą opiekę. Niedawna operacja Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (DHS) doprowadziła do aresztowania 150 przestępców seksualnych nielegalnie przebywających w Ameryce. Zamiast podkreślać te działania na rzecz egzekwowania bezpieczeństwa publicznego i ochrony ludzkiej godności, DHS i Biały Dom wolą publikować dziecinne memy. Nawet Mace marnuje czas i traci twarz, oddając się dziwnym flirtom z anonimowymi użytkownikami Twittera.

Jak mam przekonać moje rówieśniczki wahające się politycznie, że Republikanie mają na uwadze nasze najlepsze interesy, skoro GOP w Izbie Reprezentantów ogłosiło, że publikuje „Dokumenty Epsteina”, by ostatecznie wstawić film z „rickroll’em”? W przeciwieństwie do Partii Demokratycznej, Partia Republikańska ma mocną substancję. Po prostu nie potrafi tego pokazać. Aby zdobyć kobiety z Pokolenia Z, Partia Republikańska musi przestać trolować i zacząć zachowywać się jak dorośli, którzy są warci naszych głosów i pieniędzy z podatków.

Sfera politycznych influencerów Demokratów obejmuje wszystko, od montaży Kamali Harris tańczącej i bredzącej o palmach kokosowych, po studentów uniwersytetu z czesnym 71 000 dolarów rocznie skandujących „zjedzcie bogatych”. Sfera influencerów MAGA promuje równie płytkie i egocentryczne bzdury. Jako młoda konserwatywna kobieta, niemal za każdym razem, gdy przeglądam media społecznościowe, napotykam nowego influencera rozwodzącego się nad tym, jak zamierzamy „sprawić, by Ameryka znów była gorąca”. Mogę z całą pewnością stwierdzić, że ja i zdecydowana większość moich rówieśnic bardziej obchodzi silny dolar i możliwość korzystania z transportu publicznego bez ryzyka, że podpali nas zawodowy przestępca, niż to, czy jesteśmy gotowe do sesji do kalendarza. Podobnie jak w przypadku podejścia Demokratów, apel Republikanów do młodych kobiet zdradza bezradność osób, które myślą, że przedkładamy ładny wygląd, dobre wibracje i „dokuczanie libkom” ponad namacalną politykę.

Kobiety z Pokolenia Z nie są nieosiągalne; po prostu nie jesteśmy pod wrażeniem. Po latach, gdy przywódcy polityczni zastępowali poważne zaangażowanie teatrem, młode kobiety domagają się politycznego etosu zakorzenionego w bezpieczeństwie, stabilności i poszanowaniu rzeczywistości. Konserwatyści mają wyjątkową pozycję, by sprostać tym potrzebom, ale tylko pod warunkiem, że porzucą performatywne wygłupy w sieci i zaczną mówić do nas jak do dorosłych osób, które mają autentyczny interes w przyszłości Ameryki.

Jeśli Partia Republikańska chce zdobyć młode kobiety, musi pokazać to, co naprawdę ceni: zaangażowanie na rzecz bezpieczeństwa publicznego, możliwości ekonomicznych, biologicznej prawdy oraz kultury, która traktuje kobiety z godnością, a nie jak cele marketingowe. Kobiety z Pokolenia Z obserwują. Pytanie brzmi, czy Partia Republikańska w końcu zacznie zwracać na nas uwagę.




Trump pośredniczy w kruchych rozmowach pokojowych w sprawie Ukrainy: Zełenski sygnalizuje gotowość kompromisu, gdy rosyjskie ataki nasilają się

  • Prezydent Trump donosi o „dużym postępie” w negocjacjach dotyczących Donbasu, pomimo trwających rosyjskich ataków rakietowych na Kijów i odmowy Zełenskiego ustępstw terytorialnych. Potencjalny szczyt trójstronny z udziałem Trumpa, Putina i Zełenskiego mógłby oznaczać punkt zwrotny w wojnie.
  • Ukraina mierzy się z poważną presją na polu walki i wyczerpującymi się dostawami zachodniej broni. Zełenski twierdzi, że uzgodniono 90% potencjalnych ram pokojowych, w tym gwarancje bezpieczeństwa USA-Ukraina, podczas gdy Rosja oskarża Europę o blokowanie pokoju.
  • Na godziny przed spotkaniem Zełenskiego z Trumpem Rosja przeprowadziła masowy atak na Kijów przy użyciu hipersonicznych pocisków i dronów – ruch, który Zełenski określił jako odrzucenie dyplomacji przez Putina, choć Trump twierdzi, że Putin jest „bardzo poważny” w negocjacjach.
  • Moskwa podważa legitymację Zełenskiego z powodu odwołanych wyborów, podczas gdy europejscy sojusznicy obawiają się, że pośpieszne porozumienie może pozostawić Ukrainę bezbronną. Trump oferuje wystąpienie przed parlamentem Ukrainy, aby wzmocnić poparcie dla umowy pokojowej.
  • Pomimo optymizmu Trumpa, głębokie podziały pozostają – Ukraina opiera się ustępstwom terytorialnym, Rosja ich domaga, a trwająca przemoc zagraża postępowi. Udana umowa mogłaby zdefiniować na nowo dyplomatyczną spuściznę Trumpa.

Po spotkaniu o wysokiej stawce w Mar-a-Lago z ukraińskim prezydentem Wołodymyrem Zełenskim i późniejszej rozmowie z rosyjskim prezydentem Władimirem Putinem, amerykański prezydent Donald Trump ogłosił wczesnym rankiem w niedzielę, 28 grudnia, że negocjacje między Ukrainą a Rosją poczyniły „duży postęp” w kierunku rozwiązania spornego statusu obwodu donieckiego.

Pomimo trwających rosyjskich ataków rakietowych na Kijów i odmowy Zełenskiego ustępstw terytorialnych, Trump wyraził optymizm, stwierdzając: „To nierozwiązane, ale jest znacznie bliżej”. Dyskusje, w których uczestniczyli przywódcy europejscy, mogą utorować drogę do szczytu trójstronnego z udziałem Trumpa, Putina i Zełenskiego – co mogłoby oznaczać punkt zwrotny w trwającej już blisko trzy lata wojnie.

Wysiłki mediacyjne Trumpa przypadają na krytyczny moment, gdy Ukraina mierzy się z poważnym obciążeniem militarnym i wyczerpującymi się dostawami zachodniej broni. Zełenski twierdził, że uzgodniono 90% potencjalnych ram pokojowych, przy czym gwarancje bezpieczeństwa USA-Ukraina są „w 100% uzgodnione”. Jednak rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow oskarżył przywódców europejskich o blokowanie pokoju, stwierdzając: „Europa i Unia Europejska stały się główną przeszkodą dla pokoju”.

Zaledwie na kilka godzin przed przybyciem Zełenskiego na Florydę, Rosja przeprowadziła jeden ze swoich największych ataków na Kijów od miesięcy, wykorzystując hipersoniczne pociski Kindżał i ponad 500 dronów. Zełenski określił ten atak jako odrzucenie dyplomacji przez Putina, mówiąc dziennikarzom: „Ten atak to znowu odpowiedź Rosji na nasze wysiłki pokojowe”.

Mimo to Trump utrzymywał, że Putin jest „bardzo poważny” w negocjacjach, pomimo stanowczych żądań Moskwy dotyczących ustępstw terytorialnych, którym Kijów jak dotąd się opiera.

Przeszkody i nieufność pozostają

Gotowość Zełenskiego do udziału w rozmowach wyraźnie kontrastuje z jego wcześniejszą retoryką. W wigilijnym orędziu przyznał, że Ukraińcy pragną śmierci Putina, co skłoniło rzecznika Kremla, Dmitrija Pieskowa, do odrzucenia go jako „niekulturalnego” i „obłąkanego”. Enoch z BrightU.AI wskazuje, że Moskwa od dawna twierdzi, iż Zełenski, po odwołaniu wyborów, nie ma legitymacji do podpisywania jakichkolwiek wiążących umów – stanowisko, które może osłabić przyszłe porozumienia.

Tymczasem Trump zaoferował wystąpienie przed parlamentem Ukrainy, aby wzmocnić poparcie dla planu pokojowego, stwierdzając: „Gdyby to pomogło uratować 25 000 istnień miesięcznie… z pewnością byłbym skłonny to zrobić”. Jego zaangażowanie wzbudziło sceptycyzm niektórych europejskich sojuszników, którzy obawiają się, że pośpieszne porozumienie może pozostawić Ukrainę bezbronną. Mimo to Trump podkreślił, że narody europejskie odegrałyby kluczową rolę w każdej umowie bezpieczeństwa, zapewniając dalsze zaangażowanie Zachodu.

W miarę jak rozmowy trwają, perspektywa przełomu pozostaje niepewna. Podczas gdy Trump twierdzi, że porozumienie jest „bardzo blisko”, przepaść między żądaniami Ukrainy a warunkami Rosji – w połączeniu z trwającą przemocą – grozi zahamowaniem postępu. Gdyby negocjacje zakończyły się sukcesem, rola Trumpa w mediacji pokojowej mogłaby zmienić globalne postrzeganie jego dyplomatycznej spuścizny. Na razie świat obserwuje, jak trzech przywódców – każdy z odmiennymi celami – toruje drogę do zakończenia najkrwawszego konfliktu w Europie od dziesięcioleci.




Zaginiona nauce ryba ponownie się pojawia, oferując „ostatnią szansę” na ochronę

  • Gatunek ryby, Moema claudiae, niewidziany od ponad 20 lat i uznawany za wymarły, został ponownie odkryty w odległym boliwijskim stawie.
  • Tego sezonowego karpieńcowatego znaleziono w małym, tymczasowym fragmencie terenu podmokłego, otoczonym ziemią uprawną, podczas gdy jego oryginalne siedlisko zostało zniszczone.
  • Miejsce to jest światowym hotspotem bioróżnorodności, goszczącym najbardziej zróżnicowane genetycznie zgromadzenie sezonowych karpieńcowatych, jakie kiedykolwiek odnotowano.
  • Naukowcy ostrzegają, że jedyna ocalała populacja jest krytycznie narażona na postępujące w Boliwii wylesianie i niszczenie terenów podmokłych.
  • Ponowne odkrycie oferuje ulotną szansę na ochronę, ale podkreśla pilną potrzebę ochrony delikatnych, pomijanych ekosystemów.

W świecie rosnącej liczby doniesień o wymieraniu, z serca Ameryki Południowej wyłania się rzadka kontr-narracja. Mała, kolorowa ryba, niewidziana przez naukowców od ponad dwóch dekad i powszechnie uznawana za wymarłą, została znaleziona żywa w odległym zakątku Boliwii. Ponowne odkrycie sezonowego karpieńcowatego Moema claudiae w pojedynczym, narażonym stawie jest dramatycznym świadectwem odporności natury, ale także wyraźnym wskaźnikiem kruchego stanu reprezentowanych przez nią ekosystemów. To odkrycie, opublikowane pod koniec 2025 roku w czasopiśmie Nature Conservation, podkreśla kluczową rzeczywistość: nawet gdy siedliska znikają w zastraszającym tempie, enklawy głębokiej bioróżnorodności mogą przetrwać w cieniu, oferując ostatnią szansę na ochronę – jeśli podejmie się szybkie działania.

Powrót ryby-widma

Moema claudiae stała się widmem w zapisach naukowych. Ostatnio udokumentowana na początku lat 2000., jej jedyne znane siedlisko – sezonowe mokradła w północnej Boliwii – przekształcono w grunty orne. Kolejne poszukiwania nie przyniosły rezultatu, co doprowadziło Międzynarodową Unię Ochrony Przyrody (IUCN) do sklasyfikowania gatunku jako krytycznie zagrożonego i prawdopodobnie wymarłego. Gatunek ten dołączył do rosnącej listy ofiar szybkiej ekspansji rolniczej w Boliwii, która od początku wieku pochłonęła blisko 10 milionów hektarów lasu.

Przełom nastąpił podczas ekspedycji terenowej pod kierownictwem badaczy Heinza Arno Drawerta i Thomasa Otto Litza z Muzeum Historii Naturalnej Noel Kempff Mercado. W małym, tymczasowym stawie ukrytym wśród fragmentu lasu otoczonego polami uprawnymi znaleźli ocalałą populację. Lokalizacja ta znajduje się na niestabilnym ekologicznie skrzyżowaniu, gdzie las deszczowy Amazonii spotyka się z sawanną Llanos de Moxos – strefą o wyjątkowej, lecz zagrożonej bioróżnorodności. Odkrycie pozwoliło po raz pierwszy sfotografować żywy gatunek i udokumentować wcześniej nieznane aspekty jego zachowania i ekologii.

Nieprawdopodobna arka bioróżnorodności

Znaczenie tego miejsca wykracza daleko poza pojedynczy gatunek. Badacze zidentyfikowali sześć innych gatunków sezonowych karpieńcowatych zamieszkujących ten sam mały staw. To zgromadzenie reprezentuje najbardziej zróżnicowaną genetycznie społeczność tych ryb, jaką kiedykolwiek udokumentowano na świecie. Te ulotne mokradła, często pomijane w planowaniu ochrony, okazują się arkami unikalnej historii ewolucyjnej.

Sezonowe karpieńcowate, znane także jako ryby roczne, to mistrzowie przetrwania w nietrwałych środowiskach. Ich cały cykl życiowy jest zsynchronizowany z tymczasowymi stawami, które napełniają się w porze deszczowej, a następnie wysychają na miesiące. Ryby wykluwają się z jaj złożonych w mule, dojrzewają w zdumiewającym tempie, rozmnażają się i giną w ciągu jednego sezonu deszczowego. Ich zarodki pozostają uśpione w suchym osadzie, czekając na kolejne opady – strategia, która może utrzymywać populację przez lata, ale tylko pod warunkiem, że ich specyficzne siedlisko podmokłe pozostanie nienaruszone i niezakłócone. To sprawia, że są niezwykle wrażliwe na przekształcanie terenu; osuszenie lub zaoranie pojedynczego pola może wymazać całą populację, a potencjalnie i gatunek, na zawsze.

Wyścig z czasem w hotspotie wylesiania

Radość z ponownego odkrycia jest przyćmiona przez bezpośrednie i poważne zagrożenie. Staw, w którym żyje Moema claudiae, jest odizolowaną pozostałością, maleńką wyspą dziczy na morzu rolnictwa. Obecnie jest to jedyna znana ostoją dla tego gatunku. Niziny Boliwii stały się światowym hotspotem wylesiania, a tempo utraty lasów przyspieszyło w ostatnich latach z powodu ekspansji rolnictwa na skalę przemysłową, nastawionego na towary takie jak soja i wołowina.

Kryzys ten uwydatnia fundamentalny konflikt między krótkoterminowym zyskiem rolniczym a długoterminową integralnością ekologiczną. Jak ostrzegł we współautor badania Heinz Drawert, „irracjonalna ekspansja granicy rolniczej” grozi zniszczeniem niezastąpionych ekosystemów i usług, które świadczą. Chociaż prawo boliwijskie obejmuje ochronę terenów podmokłych, egzekwowanie w odległych regionach przygranicznych jest często słabe lub nieobecne. Ulotne stawy, kluczowe dla gatunków takich jak karpieńcowate, są rzadko mapowane lub brane pod uwagę w decyzjach dotyczących użytkowania gruntów, co czyni je systematycznie podatnymi na zniszczenie.

Kryzys w zwolnionym tempie życia słodkowodnego

Sytuacja Moema claudiae jest mikrokosmosem globalnego kryzysu bioróżnorodności wód słodkich. Według Living Planet Index Światowego Funduszu na rzecz Przyrody (WWF), populacje słodkowodnych gatunków kręgowców zmniejszyły się średnio o 83% od 1970 roku, co jest tempem znacznie szybszym niż w ekosystemach lądowych lub morskich. Mokradła znikają trzy razy szybciej niż lasy. Ten historyczny trend niedoceniania i nadmiernej eksploatacji siedlisk słodkowodnych doprowadził do tego, co naukowcy nazywają „cichym wymieraniem” gatunków rzecznych i bagiennych, często niezauważanym, aż do ich zniknięcia.

Takie ponowne odkrycia są rzadkie, ale kluczowe. Pokazują, że niektóre gatunki mogą utrzymywać się przy życiu na marginalnych siedliskach długo po tym, jak uznano je za stracone. Ujawniają one jednak także ograniczenia monitorowania bioróżnorodności i niebezpieczeństwo przedwczesnego ogłaszania wymarcia, które może nieumyślnie usunąć pilność działań ochronnych. Ponowne pojawienie się Moema claudiae nie jest dowodem na zdrowy ekosystem, ale raczej sygnałem systemu w jego końcowych, kruchech stadiach.

Druga szansa z terminem ważności

Ponowne odkrycie zaginionego karpieńcowatego to potężna opowieść o nadziei, ale o nadziei z limitem czasu. Dowodzi, że nawet w mocno przekształconych krajobrazach fragmenty kluczowych siedlisk mogą przetrwać, dając schronienie unikalnemu życiu. Miejsce to jest czymś więcej niż stawem; to żywa biblioteka adaptacji ewolucyjnych i potencjalne źródło dla przyszłej odnowy. Dla współautora, Thomasa Litza, odkrycie miało głęboko osobisty wymiar, potwierdzając dekady wspólnych badań i oferując namacalną szansę na ochronę.

Jednak historia Moema claudiae będzie ostatecznie zdefiniowana przez to, co wydarzy się dalej. Bez natychmiastowej, specyficznej dla tego miejsca ochrony, która powstrzyma ekspansję rolniczą i zabezpieczy integralność hydrologiczną stawu oraz otaczającego go lasu, ta druga szansa będzie ulotna. Dramatyczny powrót ryby z otchłani niepamięci może szybko zostać zastąpiony przez ostateczne, permanentne zniknięcie. Jej przetrwanie służy teraz jako bezpośredni wskaźnik naszej gotowości do docenienia i ochrony małych, ukrytych zakątków naturalnego świata, które podtrzymują niezastępioną bioróżnorodność Ziemi.